Niespodziewane rozstanie

Mój Synek mnie zaskoczył. Od wtorku Panie w żłobku zaprzestały na każde zawołanie dawać smoczek i o dziwo moje Dziecię za bardzo się nawet nie buntowało :) Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu jakoś specjalnie się tym faktem nie przejął :) Tak więc idąc za ciosem postanowiliśmy zrezygnować z "Pana Cmoka". Mam nadzieję, że nie zapeszę. Dziś mamy piątek, a moje dziecko nie robi scen dantejskich i świetnie sobie poradził z brakiem swojego najlepszego pocieszyciela :)


Jako Mama już na początku założyłam sobie, że Gabryś będzie się wychowywał bezsmoczkowo. No tak, mogłabym napisać jako przyszła Mama i chyba każdy by zrozumiał :) Życie szybciutko zweryfikowało moje postanowienie i Gabin otrzymał smoka. Cóż wyjścia były dwa: albo chodzić wszędzie z biustem na wierzchu albo zakupić wspomagacza do ssania zastępczego :) Bardzo często spotykałam się z wielkimi przeciwnikami smoczków - najczęściej rodzice planujący przyszłego potomka- ale zgłębiłam tematykę smoczkową i wbrew ogólnemu przekonaniu ma wiele pozytywnych stron.


Dziecko rodzi się z odruchem ssania kiedy jest on zaspokojony nasze maleństwo ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa. Niestety czasami sama pierś mamy nie wystarcza i do użytku wchodzi smoczek, po którym następuje błoga cisza :) Dla mnie jako typowej gadżeciary ogromną zaletą była całe mnóstwo dodatków do smoka oraz sam on w różnych wzorach, kolorach i kształtach. Synek zaakceptował tylko Avent, więc w drugim temacie nie poszalałam:







Do najważniejszych wad należy prawdopodobieństwo, że powoduje on wadę zgryzu u najmniejszych. Jak pomyślałam sobie o tych wszystkich drucikach u ortodonty to miałam czarne wizję. Jednak pamiętajmy o tym, że najważniejszy jest złoty środek oraz własna matczyna intuicja - ona nigdy nie zawodzi! Jako Mama 15 miesięcznego słodziaka wiem o tym, że Dziecko doskonale potrafi uzmysłowić nam, że będzie dokładnie inaczej niż sobie zaplanowaliśmy. Nie każdy bobas będzie umiał dać radę bez smoczka, albo inaczej nie każdy rodzic. Dzieci uczą nas pokory i tego, że planować raczej nie należy :)

Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

  1. są też dzieci (jak moje), które smokiem plują na odległość. i może byłoby się z czego cieszyć, gdyby nie to, że zamiast smoczka do buzi wędruje kciuk. o ileż prostsze jest oduczenie od smoczka niż palca, którego przecież zabrać się nie da... więc nie taki smok zły jak go malują. piszę to jako matka 3-latki, która do dzisiaj ssie kciuk :)

    OdpowiedzUsuń
  2. no tak z kciukiem niestety są dużo gorsze przejścia niż ze smokiem...może pomogą rękawiczki na dole obklejone taśmą ażeby dziecko się z nich nie uwolniło...drastyczne ale mojej koleżance tylko to pomogło:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)