Marchewka, cielęcina i tatuś

Niespodzianki - mój Mąż je uwielbia, dlatego też bardzo często jestem pozytywnie zaskakiwana :) Od poniedziałku chyba obchodzimy tydzień dobrego Męża - tylko ja nic o tym wcześniej nie wiedziałam :) Zaplanował urlop w tajemnicy przede mną i w ten oto sposób codziennie po pracy podjeżdża po mnie kareta z moim księciem. Co prawda konie nie te, ale liczy się sam czyn! Muszę wspomnieć o ślicznych małych kwiatkach od dwóch moich Mężczyzn i pysznym obiedzie. Odkąd urodził się Gabryś z naszej kuchni znikło niezdrowe jedzenie, a półki w lodówce zostały opanowane przez same zdrowe smakołyki :)
 Dziś na obiad podano kotleciki z cielęciny z marchewką i masą zieleniny- lubimy zielone, nawet bardzo:




Zestaw obowiązkowy:) Zdjęcia co prawda robione w złym momencie, ale z dzieckiem wiszącym na nodze sztuka fotografii to naprawdę ciężkie zadanie:) Najważniejsze, że nasze podniebienie było w wniebowzięte. Jeśli macie ochotę na te cuda dajcie znać to zdradzę przepis:




 Na koniec wiadomość dnia!!! Dziś rano nasze dziecko zaczęło odmieniać wyrazy. Tak naprawdę jedno słowo, ale za to jedno z najważniejszych w słowniku! Luka wchodząc rano do mieszkania zastał Gabina z wyciągniętymi ramionami i usłyszał słowo: Tatuś"! Tak mało, a robi niesamowite wrażenie. Teraz napaliłam się strasznie na słowo: "Mamusia". Jednak to chyba nie będzie takie proste. Zresztą Gabin ostatnio jakoś niespecjalnie współpracuje z płcią piękną. "Baba" też nie jest grane, za to "dzidzia" słyszę kilka razy dziennie :) Tak więc nie narzekam na brak"Mamusi", przynajmniej mam "Mamę" i "Alę", a co maja powiedzieć biedne "baby"?  No cóż pozostaje nam czekać :)

Udostępnij:

Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)