Odporni na krytykę

  Zaczyna się pięknie, bo wszyscy dookoła się zachwycają maleńkimi stópkami, zgrabnym noskiem i całą rodzinką, bo teraz tak ładnie z dzieckiem wyglądają...spokojnie to tylko miłe złego początki:/ Nie dajmy się zwieść słodkim słówkom starszyzny!! Chwilę później zaczynają być powolutku wprowadzane uwagi wstępne..."ale jak to na samej piersi, przecież dziecko musi pić!!" - to nic, że pediatrzy i wiele mądrych głów już dawno udowodniło fakt, że mleko w początkowej fazie gasi pragnienie, a jak dziecko jest głodne to konsumuje dalej i już...co tam dawno temu było inaczej, my jako dzieci tamtych czasów żyjemy i mamy się dobrze więc czemu zmieniać zasady karmienia, przewijania i wychowania?? BLW wzbudza powszechne oburzenie i obrzydzenie, ja ciągle słyszę "że tak nie można, bo mając  5 lat nadal będzie tak jadł!!Dziecko musi używać widelca/łyżki:/". Kolejne wyrzuty dotyczą bardzo słynnego tematu, czyli nocnika vel pieluchy:P No bo jak tak może być, że on ma 20 miesięcy i jeszcze korzysta z pieluch??? Ano może odpowiadam grzecznie i nauczona doświadczeniem olewam sprawę i robię po swojemu:P
 Takich zachowań mogę wyliczyć całe mnóstwo...jednak są dwa , które wyjątkowo mnie irytują słynne "jak on jest ubrany??? Będzie mu za zimno" i "jaki bunt dwulatka, wymysł teraźniejszości, kiedyś dzieci się tak nie zachowywały!!:. Oczywiście, że w to wierzę, kiedyś wszystko było różowe a dzieci były małymi idealnymi istotami. No cóż tylko skąd się biorą wokół mnie ludzie bez manier, ze słownictwem, które z polszczyzną nie ma nic wspólnego, chamstwo itp. W końcu to niby my mieliśmy być tymi idealnymi dziećmi...mówiącymi po skończeniu roczku, że o korzystaniu z nocnika już nie wspomnę:P
 Jedną z nielicznych osób będących starszą o całe pokolenie ode mnie i nie pouczających mnie na każdym kroku jest moja mama...wielkie dzięki jej za to!! W przeciwieństwie do wielu uważa, że byłam niezłą rozrabiarą, która zawsze wszędzie weszła, i robiła większość rzeczy absolutnie zakazanych...ufff czyli normalność też istniała te dwadzieścia parę lat temu:))



 Ja grzecznie podziękuję za wszystkie uwagi, bo one absolutnie nic nie wnoszę za wyjątkiem podnoszenia mojego ciśnienia!! Kryka jest w cenie, ale tylko konstruktywna i coś wnosząca w życie moje i mojego dziecka...bajki czytam wieczorami do snu, tak więc za te opowiadane przez dorosłych rodziców dorosłych już dzieci podziękuję:))

Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. a ja uważam że krytyka jest totalnie zbędna :-) pozdr xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Idealny post! Zgadzam się w 100%!!!!:) Mi też momentalnie wzrasta ciśnienie jak słyszę pseudoidealne porady...Szczególnie porady rodziców, którzy sami mają problemy ze swoimi dziećmi i nie potrafią sobie z nimi poradzić...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dobre rady zawsze w cenie".... Taaaa. Ja przy drugim dziecku jestem już zaimpregnowana. Mam taki specjalny pobłażliwy wyraz twarzy który zamyka usta. Choć czasem nadal w środku się gotuję. No bo jak to żeby dziecku smoczka nie dawać. Albo czekolady. To nieludzkie przecież. I nie ważne że młody jest uczulony. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  4. Agata ja już coraz mniej wrażliwa:P

    Mamo pietruszki...czekolada to też cudny temat:P Ja słyszę, że jestem wyrodna bo dziecku słodyczy nie chce dawać:P Tylko od wielkiego dzwonu ciasto własnej roboty:P

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)