Deszczowa końcówka...

Nieuchronnie zbliżamy się do końca wyjazdu... nabrałam sił i energii do życia codziennego mamy pracującej. Jako, że dziś deszczowo to dla mnie i refleksyjnie. Zamarzyłam żeby mieć domek nad wodą, niekoniecznie taką dużą. A co najgorsze straszliwie się rozleniwiłam - sprzątać nie trzeba, jedzenie podane pod nos... kurczę te urlopy to cudowna sprawa :)
 Jutro foto relacja z nadmorskich przygód, a dziś małe posumowanie:

- podbite oko i stup na policzku po namiętnym pocałowaniu kaloryfera przez Gabinka;
- ugryzienie pająka na mojej nodze;
- całe mnóstwo pięknych budowli z piasku;
- kilkanaście przebytych kilometrów deptakiem... uff dobrze, że wózek był z nami;
- ogrom radości;
- postępy w nauce pływania;
- Gabin zrobił się bardzo rozgadany. Niekoniecznie zrozumiale, ale nawija, że hej;
- Nastąpił etap powtarzania, więc muszę uważać, co mówię;
- mamy kolejnego zęba, 3 maja dniem dolnej prawej dwójeczki;
- popsute okulary przeciwsłoneczne, swoja doga za każdym razem kiedy jestem nad morzem kończy siętak samo;
- niestety odsunęliśmy się od sprawy nocnikowania :(
- a na koniec poprawa nastroju o 1000%

Dlatego też wyjazd zaliczamy do bardzo udanych :)

Udostępnij:

Komentarze

1 komentarze:

  1. Bo grunt to wrócić z uśmiechem i wspaniałymi wspomnieniami :) Pozrawiam z w tej chwili dość chłodnego południa

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)