rozmowy w poczekalni...

Dziś wizyta w przychodni na niezbędny zestaw badań...w poczekalni jak zwykle tłum mam z sporymi brzuszkami, które starają się zgrabnie przechodzić obok siebie:) Szkoda , że z tych starań nici i co chwilę brzuch się ocierają wzajemnie...tak więc trochę się poocierałam i klapnęłam na krzesełko oczekując na swoją kolej...

Jakoś dziwnie bywa, że w środkach komunikacji mogę się skupić na książęce a wśród przyszłych mam ni cholery mi to nie wychodzi:/ A rozmowy się toczą, że aż furczy...temat numer 1 tycie -  im mniej tym lepiej ) Co ciekawe z brzuchem jest odwrotnie proporcjonalnie, specjalnie się wypinamy, żeby pokazać go w całej okazałości:P Ja jakoś niespecjalnie lubuje się w tym temacie ponieważ na liczniku mam około 2-3 kg na plusie co budzi skrajne emocje...tysiące pytań dlaczego tak mało?? Czy pani w ogóle nie je??? Ale czy dziecko zdrowe???
 Tak postanowiłam pobawić się  w mamę anorektyczkę...hahahaha ja jestem po prostu z tych większych gabarytowo więc tycie niewskazane, a że apetytu nadal brak to tak to wygląda:) Ja się cieszę  lekarz również więc nie podejmuje tematu z pozostałymi:)

Temat numer 2 co mi jest...im więcej tym lepiej:) Fakt jest taki, że w tej ciąży dolega mi dużo więcej niż w poprzedniej i czuję się średnio...ale po co opowiadać o problemach grzybiczych jakiejś obcej kobiecie w poczekalni??? Ja zbierałam dziś szczękę z podłogi!!! A może jakaś wyjątkowo skryta jestem:P Zresztą chyba nie tylko ja...

Temat numer 3 jak ciąża "zdewastowała" moje ciało...no fakt zabiegi upiększające to to nie są, ale w dobie czasów dzisiejszych możemy już po połogu tak możemy się o siebie zatroszczyć, że śladów nie będzie:) No dobra w większym stopniu znikną:P Ja podchodzę do tego jakoś na luzie...mój brzuch został brzuchem tygrysicy i ma paski, ale traktuję to jak pamiątkę po Gabrysiu:)) Po trzeciej ciąży pewnie wybiorę się na jakieś pożądane zabiegi...póki co pożegnałam się z bikini:)

I tak to wygląda a ja się pytam...a gdzie radosne kwilenie na temat rosnących brzuszków, zakupów dla dzieci, albo mój ukochany wózkowo-zabawkowo-rozwojowy temat??? Ano nie ma:( Tak więc we wtorek liczę na lepsze i pogodniejsze towarzystwo do rozmów typowo radosnych:D


Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. ano, pamiętam czasy rozmówek w poczekalni :) teraz mam w miarę podobne w poczekalni pediatry, na tapecie opieszałość służby zdrowia, złe diagnozy i zarażanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. to u mnie dziwna przychodnia była, bo matki tylko łypały an siebie spode łba i obcinały... raczej panowała cisza. teraz chodzę prywatnie i wchodzę na godzinę do lekrzaa, więc omijają mnie kolejki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana gdzie ty chodzi do tego lekarza...ja niby u prywatnego, a i tak swoje czekam:P

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)