Powroty do domu

 Jak zaszłam w ciążę po raz pierwszy wiedziałam, że w siedzenie w domu to nie dla mnie...prawdę mówiąć byłam lekko przerażona perspektywną zwolnienia lekraskiego od 20 tygodnia...niestety zdrowie dziecka najważniejsze więc grzecznie zostałam w domu. Nagle miałam całe mnóstwo czasu na książki - nadrobiłam cała biblioteką:) Spotkania towarzystkie wreszcie były możliwe, bo przy pracy na 1,5 etatu to spotykałam się tylko z koleżankami z firmy:)

  Poczułam chęć poznania innych przyszłych mama... to był mój zdecydowanie jeden z lepszych pomysłów. Dzięki forum poznałam świetne mamuśki, z którymi mamy kontakt do dnia dziejszego:) Cudownie mieć kogoś obok kto ma te same radości i troski co ty...pisać co ci na sercu leży wiedząc , że ta druga strona doskonale wie o czym ty mówisz i rozumie.

Tak powstała nasza niepisana tradycja spacerowa...spotykamy się przynajmniej raz w tygodniu:)) Pisałam już wielokrotnie, że je uwielbiam...niestety powroty do domu to moja zmora:/ Tak więc w dniu wczorajszym nastąpiło apogeum...po kilku godzinach intensywnej zabawy czas na powrót, młody marudzi bo brak mu siły, ledwo jedzie na rowerku, a ja już się boję co mnie za chwilę czeka...

Stało się..."mamooooooo na rączki". Osz ty w życiu...synku może jeszcze dasz radę??? Błagającym wzorkiem patrzę i robię kilka kroków do przodu...Bęc pupą na trawnik i płacz. No tak wstał o 5.20, na zegarku godzina 16 więc ewidentnie pora na drzemkę. Logistycznie trzeba podejśc do sprawy więc wyjmuję Nelkę, do gondoli wkładam Gabina, rowerek wrzucam na ramę gondoli i jedziemy...2 minuty młody śpi więc Nelkę kładę na niego i pcham dalej.

Przystanek i czekanie na niskopodłogowy autobus innej opcji nie ma. Uffff dałam radę wciągnąć mój super pojazd na pokład , lekkie manewry i wózek ustawiony w dobrym miejscu. Podróże nie stanowią dla mnie większego problemu za wyjątkiem wchodzenia do pojazdu. Szczęśliwie za nami kolejny etap więc na koniec to co mama lubi najbardziej 2 piętro bez windy z dwójką śpiących dzieci plus rowerek i cała masa pierdół:) Rozmyślam na sposobem wtargania ich na górę w miarę bezboleśnie...

Opcja na zostawienie jednego na dole nie wchodzi w grę bo mieszkamy na osiedlu gdzie wszystko może się zdarzyć. Druga możliwość także została uniemożlwiona, ponieważ samochód w warsztatcie i nie mogę w nim zostawić wózka i rowerka...Hmmm Luka wraca za dwie godziny, a ja jakoś nie mam zamiaru siedzieć na ławce spocona jak mysz. Wchodzimy na klatkę przyjemny chłód mnie opatula i myślę sobie "damy radę"

Próbuję podnieść wóżek "o mamo ratunku"...sąsiadów do pilnowania wózka brak na horyzoncie. Więc Gabina na biodro nawet oka na otworzył, a wóżek ciągnę. Nela podskuje na każdym schodku, ale chyba jej się podoba bo po raz pierwszy się głośno zaśmiała!:)) Córeczko dobrze, że chociaż ty się dobrze bawisz...Gabin się obudził i ryk słychać na całej klatce. Pierwsze piętro nareszcie!! Podjeżdzam z młodą pod schody, Gabina na rękę biegusiem do drzwi , młodego bach na łóżko i biegnę po Nel. Wreszcie jesteśmy, ja cała mokra, Gabin płaczący, że chce soku, a Nel cała w skowronkach...nogi mi się trzesą z wysiłku, kręgosłup woła "nigdy więcej" i dochodzę do wniosku, że Ewka Ch,wymięka przy tym "treningu".

Dzieci śpią piję sobie zimną herbatę i dochodzę do wniosku, że koniecznie musimy kupić mieszkanie wielkim tarasem i WINDĄ:)






Udostępnij:

Komentarze

17 komentarze:

  1. Wooow :) Jak sobie wyobrażałam całą wyprawę, to ubawiłam się przednio! A o wymiękającym treningu z Ewką pomyślałam zanim doszłam do tego fragmentu tekstu :) I kto mi powie, że matki nie mają jakichś ukrytych gigantycznych pokładów siły. Piękne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mają moce tajemne to już fakt potwierdzony:)

      Usuń
  2. Współczuję bo wiem co to znaczy :) Też mieszkamy na 2 piętrze i już robi się ciężko.. :) Ale Ty jesteś jak na razie dla mnie bohaterką!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e tam bohaterką...jak trzeba to trzeba:P

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Taaa już mam nawet mini mięśnię na przedramionach:)

      Usuń
  4. O jeny ! Biedna, podziwiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurcze:) Siłaczka z Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Współczuje - mieszkam na trzecim piętrze nie daję rady wnieść wózka z młodym od dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. # piętro brr...aż mam ciarki po ja bym wtedy chyba rzeczywiście czekała na ławce na męża:D

      Usuń
  7. albo dom :)
    szacun kobieto!

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajna zmiana - love kropkowe :)) Co do kulturystyki - to ja się nie wypowiadam, syn waży już 1/3 mnie - i bywa ciężko - mimo że nie mamy większych schodów do pokonywania :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękujemy...przymierzałam się do tej zmiany od narodzin Neli:)
      1/3 to Ty kruszynka jesteś:)

      Usuń
  9. ;)) Wyobraziłam sobie Ciebie na tych schodach, ciągnącą ten wózek okrutny i zdecydowanie pomysł z windą popieram;))Ale też i podziwiam Cię kobieto, zdecydowanie siła jest w nas;)) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)