Smerfastycznie

 Dzisiejszy dzień spędziliśmy w towarzystwie Smerfów... :) Zaopatrzeni w dużą ilość wody ruszyliśmy na podbój smerfowej wioski.



 Słońce dawało nam ostro popalić, więc wcześniej zrobiliśmy sobie cudowny spacer w ceniu drzew. Mieliśmy nawet małych, rudych towarzyszy :) Co prawda Gabin zwiewał przed wiewiórkami, gdzie pieprz rośnie, ale cieszył się na ich widok i wołał "choć ruda kiteczko".


Impreza odbywała się w parku Skaryszewski, więc na spacer porwaliśmy babcię Dorotkę mieszakjącą nieopodal :) Wysmarowaliśmy się płynem o zapachu goździkowym, więc komary omijały nas z daleka... było miło i symaptycznie do czasu dotarcia na festyn.


 Organizatorzy dali ciała po całości. Stoisk kilka, ciasno umieszczonych obok siebie, dzięki czemu ciągle ktoś na nas wpadł, oddychać nie było czym, a przejechanie wóżkiem należało do zadań iście kaskaderskich. Tak więc biegusiem po trawie co by nas nie stratowali :) Płacz dzieci słychać z każdej strony/ Wcale się nie dziwię, bo sama miałam ochotę sobie popłakać :P Gabin miał jednak obecanego balona... chcąc nie chcąc dziewczyny staneły w kolejce, a panowie poszli zwiedzać "wioskę" Smerfów.



Całe 3 domki, ubogie w środku i z połamanymi mebelkami... Dla dzieci był jeszcze namiot z telewizorem... średnia atrakcja. No i malowanie buziek - kolejna kolejka godzinnego stania. W związku  ztym poszliśmy odpocząć na trawę, Nelka zjadła, a panowie zagrali meczyka :) W planie był jeszcze bieg oraz smerfowe lody, ale spasowaliśmy po 2 godzinach w okropnym tłumie, stania w ciągłych kolejkach postanowiliśmy skierować swe nogi w przeciwnym kierunku :)



Doszłam do wniosku, że imprezy masowe są dobrym pomysłem, kiedy organizator urządza je z głową!!! Maluchy nie są tratowane, a dorośli nie podchodzą do sceny co 5 minut z ogłoszeniem, iż "Kubuś, Julek czy Kasia są poszukiwani".

Największą atrakcją wycieczki była karetka :)


Szczęśliwego powrotu już czas :)




P.S. Pomimo koszmarnego festynu Smerfy nadal są moją ukochaną bajką: ) Pamiętacie te oczekiwanie przed niedzielną dobranocką i wielki uśmiech, kiedy z telewizora zaczynała lecieć nuta "Hej dzieci jeśli chcecie zobaczyć Smerfów las...".


Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Smerfy to też bajka mojego dzieciństwa :) Ciekawe czy Nasze dzieciaki też będą ją oglądać :)
    Ja również jakoś nie jestem zwolenniczką tego typu imprez ale zdaję sobie sprawę, że z Maksiem będziemy chodzić i kupować balony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam, że jako mała dziewczynka uwielbiałam chodzić z mamą na festyny i różnego rodzaju imprezy okolicznościowe...tak więc dzieci nie spróbują czy im się podoba, my przebolejemy wszelkie niedogodności:)

      Usuń
  2. oj tak, smerfy były numerem 1 :)
    szkoda, że dobranocki znikają już z anteny

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)