Miasto pełne przeszkód

Wydawać by się mogło, że mieszkając w większym mieście osoby niepełnosprawne lub dziecięcia w wózkach wszędzie bez problemu wjadą :) Kochani co to, to nie... w kwestii dostosowania miasta stołecznego Warszawy do potrzeb osób z kółkami jesteśmy daleko w tyle. Nawet rzekłabym, że za bardzo się nie zbliżamy do innych europejskich metropolii.

Gdziekolwiek jadę z dziećmi to wiem, że nie obędzie się podnoszenia i dźwigania słodkiego ciężaru... ale co tam, damy radę. Zastanawiam się tylko, jak funkcjonują osoby na wózkach inwalidzkich, w końcu ich nie tak łatwo dźwignąć do góry ?!?!

Centrum stolicy... chcę dostać się do metra. Winda jest, dzieci pakujemy się do środka. Jedziemy? Jednak nie, ponieważ winda zazwyczaj jest zepsuta! Ale i tak wielkie brawa za windę :)
 Wizyta u babci Wonki, najlepsza opcja na przejazd to SKM. Szkoda tylko, że ludzie remontujący Dworzec Centralny kompletnie zapomnieli o podjazdach dla wózków oraz windach. Istna paranoja, bo do czego to podobne, żeby najważniejszy dworzec w Warszawie był niedostępny dla wózkowych osobników. Trudno uwierzyć, ale jednak taka jest prawda. Osoba, która o tym nie pomyślała powinna spędzić jeden dzień na dworcu i wnosić wszystkie wózki, zarówno te z maluchami jak i ze starszymi nie chodzącymi. W przyszłości pamiętałaby już na pewno!

Podobnie sprawa wygląda z oddanymi w zeszłym roku stacjami kolejowymi w pozostałych częściach Warszawy. Ostatnio mnie zmylił widok szybu windowego na stacji Warszawa Toruńska. Szczęśliwa, że nie będę musiała dźwigać wózka na górę na wiadukt - bo innej drogi z peronu nie ma - mocno się zdziwiłam bo w szybie windowym... nie było windy. Ciekawe co za mądra głowa wydała zgodę na oddanie do użytku windy bez windy?

Podobnie jest z innymi trasami często uczęszczanymi przez mamy z dziećmi. Nad Wisłą piękne widoki, wyremontowane pięknie trasy, miejsce idealne na spacery - jednak tylko dla zakochanych. Brak jakichkolwiek udogodnień dla kółeczek. Jak chcesz się dostać do słynnych fontann, przygotuj się na całe mnóstwo schodów.

My sobie radzimy, na pokonywanie tych najwyższych schodów wybieramy się z tatkiem lub w tuli... ale tu nie chodzi tylko o nas! Co z tymi co na wózkach jeżdżą dożywotnio? Co z mamami bliźniaków, bo taki wózek podnieść samemu to chyba tylko M. Pudzianowski da radę? Co z tymi, co sił mają mniej...

W tej całej złości wystosowuję zapytanie do władz miasta i pytam się czumu tak olejawają słabszych obywateli ?!?!?!

Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Witam, co prawda nie mieszkam już w stolicy, ale w moim mieście jest bardzo podobnie. Matka z wózkiem to wróg ! I nie chodzi jedynie problemy techniczne, jak nie przystosowane chodniki czy tak jak piszesz brak windy. Może jestem nadwrażliwa, ale inni ludzie też, często nie ułatwiają życia. To już chyba klasyka parkowanie na pół chodnika albo grupa pan dyskutujących na środku drogi. Mieszam na 3 piętrze i na szczęście nikt nie miał nic przeciwko gdy, wózek trzymałam na dole koło drzwi sąsiadów. Ale wiem że, nie wszyscy mają tak dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  2. ta kwestia niestety dotyczy wielu polskich miast i miasteczek:/ JA na ludzi trafiam w większości życzliwych, aczkolwiek w zamian za to codziennie muszę wnosić go, i znosić z 2 piętra:P

    OdpowiedzUsuń
  3. dostosowanie przestrzeni publicznej to mit. cos o tym wiem...calkiem sporo. poczytalam, poogladalam...i nawet ogladam dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ty działaj...jako, że masz odstęp do władz czyń powinności:)

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)