Rodzina, ach rodzina

 Czas kiedy Luka ma wolne jest zdecydowanie moim ulubionym. Gabin wtedy budzi Tatka o 6.30, a ja mogę poleżeć nawet do 9...rozpusta :) Wspólne śniadanie, kawa pita ciepła - raj (sic!) Niby zwykły dzień, jednak każdy z nich ma dla mnie swój odcień wyjątkowości... i te dni są zawsze takie nasze.


Tym razem było inaczej, ponieważ Gabinowski pojechał do babci Dotki, a my mieliśmy romantyczną randkę prawie we dwoje :) Rocznica numer 9 odbyła się we włoskim stylu, wraz z chichoczącą Nelindą u naszego boku :) Ja dostałam piękne słoneczniki, a on całusa. Było tak, jak być powinno!

W  sobotę wreszcie odwiedziliśmy targ śniadaniowy - tempo mamy, jak szachista :) Na targ wybraliśmy się oczywiście po wspólnym... śniadaniu :) Za tydzień już nie popełnimy tego błędu, zabierzemy dzieci na pyszne śniadanko - naleśniki z owocami spowodowały u mnie ślinotok! Po wspólnym posiłku na pewno podzielimy się wrażeniami, więc póki co cicho-sza!


Muszę się przyznać, że choć za Gabinem tęskniłam z godziny na godzinę coraz bardziej, to mimo wszystko tak dawno już nie mieliśmy tyle czasu dla siebie. Chyba nareszcie dojrzałam do tego, aby młody mógł spokojnie wyjeżdżać na weekend. Progres w macierzyństwie troszkę się u mnie przeciągnął, ale cieszę się, że nastąpił.

Przyszła niedziela i biegusiem na działkę po G. Luka spojrzał na mnie i powiedział, że on chyba do końca życia w moich oczach będzie tym maleńkim chłopczykiem. Ejj, ale on jest maleńki, więc o co chodzi?
W ten oto sposób sprowadził mnie na ziemię z moim progresem w macierzyństwie... dobra, cieszę się jak mogę odpocząć, ale najbardziej to lubię robić jak on jest ze mną i np. śpi :)

Upiekłam dla młodego pyszne muffinki, zabrać ich oczywiście zapomniałam. Jednak nie ma tego złego, ze względu na aurę zamiast ciasteczek przywiozłabym czekoladową papkę. Gabin olał brak ciasteczek, cieszył się, że nareszcie ma nas. Istne szaleństwo działkowe, obieranie ziemniaczków, granie w piłkę, karmienie kotków, basen, figle na kocu :) Niedziela, jak marzenie - za wyjątkiem faktu, że Gabin nam się 
rozchorował :( Musieliśmy wcześniej wyjechać, bo maruder się załączył, wszystko było na nie, głośne nie!









Dziś poniedziałek on w pracy, a ja w domu z dwójką dziecioli. Gabin z glutem do pasa, marudzi tak, że mam ochotę wskoczyć na godzinkę do szafy. Młoda mu wtóruje, bo nie chce być gorsza... niedzielo wróć!!!

Udostępnij:

Komentarze

11 komentarze:

  1. Piekna niedziela:)
    Nasza chyba tez chora...jutro wizyta u lekarza.
    za to ja robie postepy i lubie byc tylko z malzem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czekaj, czekaj ja do tego też dojrzeje:P

      Usuń
    2. No mam nadzieje:p
      pojdziemy wtedy w tango na miasto;)

      Usuń
  2. a mi się marzy czas tylko z mężem, już nie pamiętam jak to jest.
    do niedawna chociaż noc była nasza, a teraz jedna spać nie chce, druga do nas przychodzi i tak zero spokoju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Helenka niebawem będzie spać, jak mały suseł..a Emilkę trzeba wysłać do babci na weekend:P

      Usuń
  3. o targach śniadaniowych oglądałam kiedyś w DD TVN... fajny klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajny, ale przede wszystkim smaczny klimat:)

      Usuń
  4. Gabin? bardzo ciekawe imię...a spodnie w wąsy skradły moje serce
    pozdrawiamy i będziemy wpadać oj będziemy
    http://www.snikersik.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy:)

      Gabin to skrót od Gabrysia, a spodenki to bokserki:)))

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)