Targ śniadaniowy w wydaniu niedzielnym

No cóż szczęścia do targów to my nie mamy...

Podejście numer 1 - z własnej głupoty pojechaliśmy spragnieni wrażeń. Tylko po cholerę człowiek zjadł duże, naprawdę duże śniadanie? Ledwo się wtoczyliśmy na śniadaniowe targowisko, a już wiedziałam, że pełny brzuch to najgorsze co mnie mogło spotkać. Kusiły mnie zewsząd piękne zapachy, wygląd ciasteczek, naleśników, tart i innych smakołyków po cichutku szeptał: "zjedz mnie, zjedz". Na pocieszenie kupiłam sobie pyszną i zdrową (bez cukru) lemoniadę. Zaopatrzyłam się w sok jabłkowy wyciskany ze świeżych owoców soczki i nacieszyłam swoje oczy:)




Podejście numer 2 - pogoda nam nie sprzyja. Narzekać na deszcz nie będę, bo go uwielbiam. Dwa dni temu to właśnie on mnie uratował przed warszawskimi tropikami. Tańczę na jego część wraz z dzieciolami. Dzięki, dzięki Matko Naturo za te wielkie kropelki i głośne pioruny! Jednak wystawcy deszczu nie lubią i targ się nie odbył :( Matka nie sprawdziła czy targ się odbędzie i co zastała na miejscu? Całkiem sporo innych osób, które również nie sprawdziły. Szybciorem pojechaliśmy do babci Dorotki, która uratowała matczyny tyłek. Gabinkowi obiecałam pyszne naleśniki, więc dzieciol na głodniaka jechał na targ. Całe szczęście, że babcia D. przewidziała sytuację i uraczyła pysznymi naleśnikami z serem i śmietaną... pyszota!!!

Podejście numer 3 - mamy nareszcie happy end. Dotarliśmy dziś całą familią. Na pyszności skusiła się również babcia Wonka. Ja wreszcie zjadłam naleśnika do baby bistro.






Gabin pałaszował aż miło! Babcia skusiła się na pyszności od produktów greckich. Luka uderzył jak zawsze w chińszczyznę, tym razem od Asian House.




Na deser pyszna, mrożona kawa :) 


Jak dobrze, że mieliśmy ze sobą babcię. W połowie śniadania Gabin ją porwał do kącika dla dzieci, a my... My mogliśmy spokojnie rozkoszować się kawą, mmmm :)
Nie byłabym sobą gdybym nie zahaczyła o książki dla dzieci. Księgarnia Bullerbyn nie zawiodła. wśród pięknych książek znalazłam kilka perełek:






Poranek udał nam się na 5 z plusem :) W ostatnią sobotę sierpnia na pewno nie odpuścimy, bo Tato wypatrzył hamburgera, Gabin parówki cielęce, a ja vega-kanpkę :) Tylko szkoda mi Nelki, bo bidula nic nie spróbowała. Ze złości zjadała palce Tatka :)


P.S. Tak, tak dobrze widzicie nasza mała dama wozi się już spacerówką :)

Udostępnij:

Komentarze

8 komentarze:

  1. marzenie moje być tam!
    ech morze kiedyś je spełnię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do końca wakacji macie czas:)) Zapraszam na weekend do stolicy:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Powinnam uprzedzić, że post do czytania/oglądania przed godziną 18:P

      Usuń
  3. Jak widać do 3 razy sztuka :)
    Tyle pyszności.. Byś się podzieliła!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pakuje i Ci ślę pysznego gofra z bitą śmietaną!! Dobry??

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)