Sobotnie szaleństwo

Ostatnia sobota sierpnia została przez nas wykorzystana co do minuty. Weekendy w naszym wydaniu zazwyczaj są bardzo intensywne, jednak dzień wczorajszy chyba przebił wszystkie ostatnie pod względem ogromu wydarzeń, ilości pozytywnej energii, przechodzonych kilometrów i oczywiście całej masy rzeczy cudnych rzeczy, które dostały się w nasze ręce!



Przystanek numer 1 - Swapmnie. 


Jest to impreza cykliczna polegająca na bezgotówkowej wymianie ciuchowej. Organizatorzy tym razem postawili na ciuchy dziecięce oraz ciążowe. Byliśmy po raz pierwszy. Wstęp kosztuje 10 zł i można szaleć :) Niestety szaleństwa za duże nie były. Osoby, które przyszły na początku wyłowiły kilka apetycznych kąsków :) My zdobyliśmy dwie kurteczki, rampersa dla Nelki, krótkie spodenki dla Gabinka oraz wkładki dla Mamy. Sami przytachaliśmy ze sobą dużą torbę ciuchów, które rozeszły się w kilka chwil. Wszystko byłoby w porządku, gdyby inne mamy postępowały zgodnie z zasadą swapmnie - przynosimy ze sobą ubrania, w które ubrałybyśmy własną pociechę. Ja podziękuję za ciuszki z plamam, oraz całkiem sporymi dziurami.


Jednak ja pomimo delikatnego zniesmaczenia postępowaniem innych jestem zadowolona z łupów :) Cieszę się, że nasze ubranka się podobały i w szafie zrobiło się ciut więcej miejsca.


Przystanek numer 2 - 1500 m² super market summer sale.

Wyprzedaż to magiczne słowo, które skierowało nasze nogi w kierunku 1500 m². Miałam kilka cudeniek na oku, liczyłam na nowe kolekcje i się nie zawiodłam :) Kupiliśmy porteczki dla Gabrysia w Dress you up. Ceny bardzo ucieszyły Mamę i portfel Tatusia. Zadałam sto tysięcy pytań i dostałam odpowiedź na każde z nich. Brawo za wytrwałość do upierdliwych klientów. Kto nie skorzystał ten gapa :)
 Nowa kolekcja jest warta grzechu - sowy mrugały do mnie oczkami. Nelka jeszcze niestety na nie jest za maleńka, więc musiałam im póki co powiedzieć "do zobaczenia".




 Kolejny zakup to gwiaździste porteczki dla Nelki od La mamy. Straszliwie żałuje, że nie było czapeczek i kolorowych portasków. Nie ukrywam, że przede wszystkim na nie liczyłam. La mama czaruje kolorami jak nikt!


Dla Mamy i Taty też znalazło się sporo cudeniek. Tatko polował na czapeczki, ale niestety głowa ciut za duża :)
A mnie urzekła świeżynka na rynku - Kurdemol:


Summer sale zaliczamy do udanych. Mam tylko jedno "ale". Wchodząc do budynku proponuję wziąć głęboki wdech i biegusiem przebiec! Palący-sprzedający stoją obok swojego towaru i dmuchają ci prosto 
w twarz, a w naszym przypadku także na nasze dzieci. Nie mam pojęcia co proponowali i specjalnie tego nie żałuję, bo kto wystawiający swoje ubrania dmucha na nie tym smrodem? Pani, której zwróciłam uwagę spojrzała się na mnie wzrokiem bazyliszka i mrucząc coś pod nosem obróciła w drugą stronę.
Palącym mówimy NIE, ale summer sale jak najbardziej TAK!

Przystanek numer 3 - Targi Moje Dziecko.

Wejściówkę dostaliśmy z KME, więc powędrowaliśmy na Torwar rodzinnie. Po przebyciu dziur i całego mnóstwa przeszkód - obok budynku jest remont - dotarliśmy na targi :) Przygotowali się na rodziców wózkowych. Z tego miejsca biję brawo dla dwóch Panów wnoszących i wynoszących wózki. Same targi niestety mnie rozczarowały ilością wystawców. Było całkiem sporo pustych miejsc, ale dzięki temu mieliśmy czym oddychać. Spokojnie można było obejrzeć wystawione produkty i porozmawiać z przedstawicielami danej marki. 
Bardzo mile zaskoczyło mnie stoisko dla małych naukowców! Było można dowiedzieć się kilku ciekawostek o dinozaurach, naelektryzować całe ciało dzięki magicznej kuli, wejść do środka balona i zobaczyć kosmiczny świat. Dzieci miały całkiem sporo atrakcji, a te spokojniejsze mogły posłuchać bajek czytanych przez cały dzień na scenie :)


Tu możecie zobaczyć jakie atrakcje zaplanowali organizatorzy. Moim numerem jeden było stoisko kreatywnych maluchów. Sama miałam ochotę się pobawić :)


Tatko też szczęśliwy, bo znalazł stoisko ze swoimi ukochanym klockami, obok Trefla też obojętnie nie przeszedł :) W końcu można się było tam pobawić różnymi cudami! A ja dzięki targom znalazłam prezent dla G. na jego imieniny: autobus przegubowy z metalu :) Gabin będzie przeszczęśliwy, jako że wertuje książkę "Mój przyjaciel - kierowca autobusu".




Moje ukochane bloom w nowej odsłonie! Czemu ja nie poczekałam na nową kolorystykę :) Krzesełko jest rewelacyjne. Polecam tym, co zakup mają przed sobą :)


Przy okazji zaopatrzyliśmy się w nasze  ukochane soki - jabłko z gruszką pychota!


Wracając do auta, przeżywałam katusze - mądra Mama wystroiła się w nowe sandałki na cały dzień chodzenia. Efekt całe 6 pęcherzy. Jednak warto było!

P.s. Trzymajcie jutro za nas kciuki - Gabin po raz pierwszy idzie do przedszkola, a ja umieram ze zdenerwowania.

Udostępnij:

Komentarze

6 komentarze:

  1. ale mieliście fantastyczny dzień.
    pełen wrażeń.
    zazdroszczę SWAPów. u nas ich nie ma ;/
    ps. powodzenia dla Gabina dziś id la Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie dziękuję, ale siedzę jak na szpilkach! O 12.30 odbiór:)

      Usuń
  2. a wiesz, mnie targi rozczarowały... organizator super przygotował atrakcje dla dzieciaków, ale tych stoisk jakoś mało... pojechałam bez Adamskiego, więc z atrakcji nie skorzystał, jakiś taki niedosyt mam po tych targach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie napisałam o tym, że było ich ciut mało...:/ Ale może dzięki temu normalnie mogłam wszystko obejrzeć:P Więc nie ma tego złego!

      Usuń
  3. Jednak zdecydowaliście się na SWAP - fajnie:) Może i ja się kiedyś wybiorę? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nasz debiut wypadł średnio, jednak ja tak łatwo się nie poddam i spróbujemy jeszcze raz:)

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)