Dyniowy zwierzyniec

Wydawało mi się, że wszędzie gdzie nie spojrzę widzę dynie :) Istne pomarańczowo-zielone szaleństwo! Wybrałam się więc po zakup pysznej kuli i po wizycie w szóstym sklepie skapitulowałam. Wyglądałam jak wariatka, kręcąc się po dziale warzywnym , gadając pod nosem: "ale to niemożliwe, niemożliwe". Naprawdę byłam mocno zdziwiona brakiem dyniek.

Dziś przygotowałam się już lepiej :) Dynie znalezione, Gabin z Nelką gotowi, więc zaczynamy.




Pierwszy plan to malowanie dyń za pomocą szablonu. Efekt - wielki niewypał. Gabin postanowił w związku z powyższym cała dynię pomalować na czerwono. Pomazał, pomazał i odłożył. Tymczasem Nela czasu nie marnowała:
- Mama.
Odwracam się i zamarłam! Nelka wyglądała jak mały wampir po ataku, tylko takim bezzębnym. Dziecko dynie uwielbia, a czerwone są na pewno smaczniejsze :)


Kombinujemy dalej:. Moją dzisiejszą największą inspiracją okazały się moje dzieci:) Gabryś poprosił o rybkę, a dla Nelki sówkę. Flamastrami narysowałam kształt i rozpoczęliśmy wycinanie! Dzieci dzielnie mnie wspierały. Gabinek zbierał wszystkie dyniowe odpadki, na które również polowała Nel w wiadomym celu.


Dłubaliśmy, wycinaliśmy i są - Nasze dyniowe zwierzaki prezentują się tak:



Dzieciole zadowolone, Nelka wylizała sowę, a Gabryś rybkę porwał do swojego pokoju. A jako, że jedna dynia się ostała to i zupkę dyniową udało się sporządzić.


Uwielbiam wspólny czas, tworzenie i ich radości... Czy warto dłubać w dyni? Bez żadnych wątpliwości!
Kto nie wierzy ma poniżej dowód:




Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Super....przez te wpisy nabrałam ochoty na wycinanie i inne takie...chyba sobie urządzimy świętowanie w inny dzień:P

    OdpowiedzUsuń
  2. My też wycinaliśmy, a Lil w dynię wgryzała się :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Sowa Wam wyszła na szóstkę :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)