Co zrobić aby nie tyć w święta?

Miało nie być obżarstwa, miało być z umiarem Nie tłusto, a serniczka tylko kawałek. No więc czemu dzieję się tak, że guzik od spodni należy rozpiąć, a bluzka jakość dziwnie naciąga się na brzuchy :) Jest ciężko, cholernie ciężko, a my sami zamiast być wypoczęci umieramy z przejedzenia. Koniecznie trzeba tyłek położyć na kanapie i odpocząć po tych świętach. A może by tak znaleźć cudowny sposób na lekkość bytu?




Odnalazłam złoty środek i nie będę totalną egoistką podzielę się odnalezioną wiedzą tajemną:

1. Zasada numer 1 to posiadanie dziecka, a najlepiej Dzieci. Im więcej tym lepiej - mniej czasu na jedzenie, zdecydowanie więcej poświęcamy na pilnowanie Dziecioli.

2. Zamiast skubać pyszności przy stole, zabieramy się za rozpakowywanie prezentów - zasada im więcej dzieci tym szczuplej obowiązuje - jak już je rozpakujemy, zabieramy się za zabawę. Spokojnie, inni goście zjedzą naszą porcję :)

3. Karmimy nasze szczęścia i co za tym idzie sami nie jemy. Jak już nam się uda to nie ma obaw w tym momencie nasze dziecko, a właściwe my wylewamy na siebie barszczyk czerwony. Upsss, "Mamo, Mamo przebieramy".

4. Spacer, spacer i jeszcze raz spacer. Najlepiej gdyby matka natura łaskawie zmieniła kolor chodników na biały. Wtedy w ramach spalania dochodzą: bitwa na śnieżki, toczenie kul śnieżnych no i kolejne przebieranie po powrocie do domu :)

5. Dobra metoda to przygotowanie ciast z Dzieckiem. Uwierzcie mi, że kawałki skorupek od jajka między zębami skutecznie odstraszają od kolejnej porcji sernika.

6. Zakładamy o numer za ciasne spodnie. Strach jeść, bo jak trzasną na tyłku ukazując białe majtasy już na zawsze, kiedy pokażemy się na rodzinnym zjeździe w tle usłyszymy "majteczki w kropeczki".

7. Zajmijmy się piciem :)

Takie magiczne triki, tylko powiedzcie mi czemu ja pomimo wszystko czuję, że ledwo łapię oddech, a waga powoduje paniczne ruchy :) Ale jest jeszcze jeden super sposób - już jutro wyprzedaże. Po całodziennym bieganiu, wydzieraniu sobie z rąk, mierzeniu i tańcach radości ze zdobyczy na pewno wrócimy do normy :)

Udostępnij:

Komentarze

6 komentarze:

  1. o wyprzedaże!!!
    ja też chcę;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyprzedaże <3 I aż mam ochotę się do miasta przejechac z mojego końca świata :)

    OdpowiedzUsuń
  3. punkt 4 to u nas podstawa swiat !!!
    spacer spacer i jeszcze raz specer :)
    i nie zawiązuje się sadełko ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem sami chodziliśmy, rodzinka wolała biesiadować:)

      Usuń
  4. Dobrze to ujęłaś :)
    P.S. Jak ja nie znoszę wyprzedaży! No dobra. Tylko ceny niższe lubię. Ale tych powywalanych ciuchów i kolejek nie nie nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja uwielbiam wyprzedaże, czuję się jak ryba w wodzie...ale to chyba pozostałości po pracy w sklepie z ciuchami:)

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)