Rodzicu pomyśl!!!

Przerwa świąteczna dobiegła końca, wiec Gabinowski przyodział kurteczkę, czapeczkę i łapkę swojego ukochanego Elmo i dzielnie pomaszerował do przedszkola. No dobra, dobra nie dzielni,e bo wcześniej w domu była wielka awantura pt. "ja nie chce do przedszkola aaaaaa, nie". Tatko dzielnie odprowadził, a ja pobiegłam po kilku godzinach po naszego pierworodnego :) Szatnia, a w niej wielka kartka :



Do przedszkola przyprowadzamy tylko ZDROWE dzieci

Obok mnie stoi dziewczynka z glutem :( Czy przedszkole jest traktowane przez sporą grupę rodziców, jako przechowalnia dzieci chorych? Czemu nie potrafimy uszanować innych dzieci, które dzięki zarazkom naszej pociechy również zostaną hojnie obdarzone wirusami? Szlag mnie trafia na taką nieodpowiedzialność!

Kartka wisi, ale czy rodzice przyprowadzający chore dzieci do przedszkola ją widzą? Może i tak, ale po co zostać na zwolnieniu z dzieckiem? Niech idzie do przedszkola, wcześniej przecież zostało nafaszerowane odpowiednią porcją leków. Słyszałam już o historiach z prywatnych przedszkoli, kiedy to rodzic daje antybiotyk dla malucha - w końcu, jak płaci to wymaga! Na całe szczęście to wyjątkowe sytuacje, ale jednak mają miejsce. Przykre, żenujące i bardzo niesprawiedliwie zwłaszcza w stosunku do dzieci. 

Czemu udajemy, że choroby nie ma. A tekst "ten katar to alergia" staje się standardem. Ja wszystko rozumiem, ale ropny katar, bolące gardło i dziecko, które ma napdy kaszlu to ewidentnie nie alergia. To jest PRZEZIĘBIENIE! Taki maluch powinien zostać w domu, a nie dzielić swe zarazki z innymi przedszkolakami! Nigdy nie zrozumiem rodziców, którzy posyłają chore dziecko do placówki pełnej innych dzieci. 

Patrząc na to ze strony chorego dziecka - wyobraźcie  sobie siebie chorego, brrrr nie cierpię tego uczucia niemocy! Nie mamy siły i jedyne o czym człowiek marzy to ciepła kołderka i kubek herbaty .A tu nie masz nic do gadania, ubieraj się i maszeruj "świetnie się bawić". Litości, nie męcz swojego dziecka i zostaw go do cholery w domu! 

Rodzice nie mają wyobraźni, liczą mocno na to, że dziecko jednak się wyleczy chodząc do przedszkola. Co tam, że przy okazji zarazi całe mnóstwo innych dzieci. Ostatecznie to nie nasz problem. A jak dzwonią z przedszkola to zawsze można udawać, że się nie słyszy. Przeraża mnie zachowanie takich durnych rodziców, nie znajduje na niego żadnego wytłumaczenia! Ważniejsze jest spotkanie w pracy czy dobro dziecka? Chyba każdy rodzic zna swoje priorytety.

Tymczasem spotykam jakiś czas temu jedną z mam kolegi przedszkolnego Gabrynia z przedszkola na poczcie. Godzina 18, a dziecko w wózku śpi nie wzruszone. PT biega za G., bo kolejna ogromna!

- Widzę, że maluch ma litość nad mamą i spokojnie sobie śpi?
- On dziś śpi cały dzień?
- ???
- Panie w przedszkolu mi powiedziały, że miał 39 i spał prawie cały dzień?
- To on był w przedszkolu???
- No tak. Rano był zdrowy, a teraz jak już jesteśmy na dworze i śpi to chciałam odebrać ważną paczkę.
- A może wizyta u lekarza??
- Tak, tak idziemy zaraz. Mam nadzieję, że przyjmą.

Poszła odebrać swoją "ważną" paczkę...kosmetyków z Avonu :( I tyle  temacie myślących rodziców.

Udostępnij:

Komentarze

28 komentarze:

  1. nic nie mów, raz byłam dodatkowym opiekunem na wycieczce przedszkolnej i to co wtedy zobaczyłam - ręce opadają. gluty w każdym odcieniu zieleni, kaszel gruźliczy - no przecież zdrowe dziecko, w czym problem? :/ w przedszkolu wychodzimy na panikarzy, że jak kaszel się zaczyna itp. - zostawiamy Ewę w domu. a my po prostu staramy się być odpowiedzialni. za zdrowie Ewy, ale i innych dzieci! daremny trud, niestety. w naszym przedszkolu to rodzice decydują o tym, czy dziecko będzie w przedszkolu, ale u mojej przyjaciółki, jak dziecko ma kaszel, musi mieć zaświadczenie od pediatry, że w takim stanie może iść do innych dzieci. całkiem rozsądne podejście. ja wiem, że rodzice nie mają jak czasem zostać w domu czy skorzystać z pomocy dziadków, ale i tak ręce mi opadają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ma wrażenie, że walczę z wiatrakami:/ Rodzice chcą się dziecka pozbyć i hop do przedszkola, przedszkolanka ma ją jakby ręce związane, a leków żadnych nawet podać nie mogą:/ Matka na telefon nie odpowiada, bo wiadomo czego chcą...i tym sposobem mój syn prawie cały październik i listopad przesiedział w domu...Nelka łapie od niego i mam w domu szpital na peryferiach.
      A inny rodzice czasami mają mnie za panikarę, ale mam to gdzieś jak widzę jakieś oznaki choroby ja nie czekam na więcej tylko zabieram i się kurujemy:)

      Usuń
  2. Kurcze ja tego nie rozumiem
    Co prawda Lila do przedszkola nie chodzi , ale jak umawiam się z inną znajomą mamą na kawę to moje pierwsze zdanie brzmi : ale nie chorujecie ??? i jest nas takich mam kilka sztuk w jednym miejscu więc to normalne ...my bez wspólnej kawy się obejdziemy ...przełożymy na inny termin , a przez telefon sobie pogadamy...ja nie jestem jakaś tam wariatka co z każdym glutem do pediatry leci ...no ale jak widzę ,że ten glut cieknie, robi sie zielony i do tego młoda jeszcze pokasłuje to wiadomo ,że wizyty po domach odpadają ...i ja u siebie w domu tez takiego smarkatego dziecka nie chce ....rezultat 27 mcy ...1 raz przeziębiona i kilka razy mały katar ....kaszlu brak ...i widząc taki stan rzeczy nie chcę niczego zmieniać w podejściu do zarazania ani u siebie ...ani u koleżanek i ich dzieci. Kochaj ale mądrze po prostu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądre podejście:) Ja robiłam podobnie jak Gabin był sam, fala chorób rozpoczęła się w żłobku. Po zabraniu go przez rok była cisza:)) Teraz ponownie przedszkole...Nela niestety choruje często bo zaraża się od brata:/

      Usuń
  3. Moje ulubione to 'on już nie zaraża' :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też należy do jednego z moich "ulubionych"

      Usuń
  4. Ja nigdy nie zaprowadziłam do przedszkola chorego dziecka (przede wszystkim w trosce o nie same), ale z drugiej strony...

    Pracuję na umowę zlecenie z godzinówką. Tydzień nieobecności w pracy to dla mnie 300 zł mniej przy wypłacie (do tego przykładowo w grudniu było i tak sporo wolnego na święta, więc gdybym wzięła jeszcze tydzień wolnego na dziecko to dostałabym 550 zł wypłaty). Mam jednak to szczęście, że z moim małym zawsze może zostać albo moja mama, albo któraś z cioć.

    I po części rozumiem, że nie każdy rodzic może sobie pozwolić na zwolnienie na dziecko albo zostawienie go z kimś innym.

    Inna sprawa, że to raczej skrajne przypadki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale zdaję sobie sprawę, że z pracą bywa ciężko...jednak jak dylemat pomiędzy zdrowiem mojego dziecka a zadowoleniem mojego szefa/czy przyszłymi zarobkami wybór jest dla mnie jasny. Poza tym co się odwlecz to nie...więc tak czy siak trzeba będzie w końcu wyleczyć malucha. A co jeśli dojdzie do poważniejszej choroby w tym czasie...już nie wspominając o kosztach leków i dłuższym l4:/ Tak więc koło zamknięte...

      Usuń
  5. masakra u nas to samo dziecko z gilami po samą brodę a matka nawet nie wytarła nosa tylko prosto do dzieci ja chorego dziecka nie posyłam i nie rozumiem takich rodziców :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja toczyłam boje w żłobku na tym polu i pewnie dlatego mamy chorowitków mnie nie lubiły:P

      Usuń
  6. Przedszkole jeszcze przed nami ale już zastanawiam się jak będzie u nas.. Na takie zachowanie brak mi słów po prostu..

    OdpowiedzUsuń
  7. Głupota (szczególnie) rodzicielska nie zna granic, a w tym wypadku jest to głupota, jakby nie patrzeć, zaraźliwa.

    OdpowiedzUsuń
  8. słyszałam o tej praktyce, że z przeziębieniem przyjmują do przedszkola.
    póki nie ma temperatury może tam chodzić.
    dla mnie to nieporozumienie.
    teksty to alergia czy on/a nie zaraża znam z autopsji, do szewskiej pasji mnei to doprowadza, a później ja wychodzę na przewrażliwioną matkę.
    ale po co mam świadomie narażać dzieci i siebie na dobre 10 dni dyskomfortu. oczywiście pod warunkiem, że nie ma powikłań po katarze.
    no ręce opadają.
    z drugiej strony rozumiem rodziców, którzy posyłają takie dzieci do p-la, bo w innym wypadku taka kobieta w ogóle by praktycznie nie pracowała, jaki pracodawca to bedzie tolerował? żaden.
    dlatego decyzja o posłaniu E do p-la odwleczona na za 2,5 roku, gdy obie dziewczynki już pójdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę ale posyłając chorego malucha do przedszkola nijak nie da się go wyleczyć, choroba coraz większa , coraz więcej dzieci zarażony, kasa na lekarstwa teraz coraz większa przecież to błędne koło. Ja pomimo wszystko uważam, że wychowanie dziecka wymaga dużej dozy odpowiedzialności:)) Pewnie też dlatego mój już były szef nie przedłużył mi umowy...ale dobro dzieci zawsze jest na pierwszym miejscu:))

      Ja też zostaję z Nelką do około 3 lat bo na myśl o żłobku mam ciarki:/

      Usuń
  9. Wszystko przede mną...:P
    Nie wiem czy wiesz ale pracowałam3 lata w przedszkolu...kartki co prawda nie wieszałyśmy ale często przy;pominane było rodzicom że dzieci z katarem, kaszlem powinny być w domu. Przedszkole państwowe...mi zdarzyło się DWA razy sytuacja w której dziecko miało antybiotyk w szatni. Pod pretekstem zabrania autka z półki miało zarzyć lek...KARYGODNE....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2 razy to o całe 2 za dużo. Gdzie Ci rodzice zostawili szare komórki???Nie cierpię takich cwaniaczków i ludzi mających za nic resztę małych przedszkolaków...

      Usuń
  10. o dzizas.. nie miałam świadomości, bo nas instytucje jeszcze nie dotyczą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed Tobą cała masa ciekawostek, zachowania niektórych rodziców zwalają mnie z nóg:/

      Usuń
  11. Masakra:/ Dlatego głównie musieliśmy zrezygnować ze żłobka... Mój Antoś przez ponad 1,5 roku siedzenia w domu raz zachorował, w żłobku przez 2m-ce były 3 choroby przy czym 3 już zakończona szpitalem i co? Co z tego że wyślę zdrowe dziecko jak zaraz coś znowu łapnie. Szkoda mi mojego dziecka i na razie odpuściliśmy. Staniemy z m. na głowie ale jeszcze jakoś bez tego żłobka damy radę. Masz rację że to mega nieodpowiedzialne posyłać chore dziecko między inne dzieci:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dokładnie to samo z Gabrysiem, łudziłam się że po tym chorowaniu żłobkowym teraz będzie bardziej odporny. Niestety się przeliczyłam:(( Ja zabrałam młodego po 9 miesiącach ze żłobka i przez 1,5 roku zachorował raz.

      Usuń
  12. Taaaa "on już nie zaraża" jest najlepsze! :/

    OdpowiedzUsuń
  13. MATKO! Trafiłam tu do Was przypadkiem...i jak przeczytałam to mi włos na głowie stanął!
    Sytuacja na poczcie rozwaliła mnie na łopatki!
    I właśnie w takich chwilach zastanawiam się dlaczego przed macierzyństwem się jakiś testów nie zdaje? I to nie tylko psychologicznych !
    Bo to jest paranoja!
    Sama aktualnie jestem na macierzyńskim więc w razie W starszy zostaje w domu bez problemu ALE:
    Ale zanim urodziłam młodszego pracowaliśmy oboje z mężem i każdemu z nas było ciężko wziąć wolne bo właśnie "mniej przy wypłacie"-u męża a u mnie ciężko o zastępstwo. Ale mimo wszystko gdy młody był niewyraźny bądź poważniej chory jedno z nas zostawało w domu i KONIEC.
    Dziecko jest najważniejsze.

    Ja ostatnio lekko "zagotowałam" bo odbierałam starszego z małym na rękach i siedzę czekam aż się syn mi ubierze a obok mnie rodzeństwo chłopczyk dziewczynka bawią się biegają przyszli po starszego brata i nagle chłopczyk chce mojego młodszego dotykać a ta dziewczynka mówi " A bo Michałek ma ospę!" i się cieszy. Matka się zaczerwieniła zaczęła coś dukać że "Dwa tygodnie temu miał..." ja wstałam wzięłam dzieciaki i wyszłam. ZATKAŁO MNIE.
    I zastanawiam się jak można tak robić?
    Przecież to jest przedszkole!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie już chyba nic nie zdziwi:/ Durne babsko i tyle...niestety w przedszkolu pomimo tego, że dzieci chorych się nie przyjmuje Pani nie mają trochę , a nawet bardzo ręce związane i bo wszytsko zależy od rodzica.

      Pamiętam , jak byłam w ciąży z Nelką - jeszcze nie widocznej - a jedna mam do drugiej czy już się skończyła epidemia tej szkarlatyny??? Zmroziło mnie i zapytałam się o co chodzi??? Gabrysia nie było akurat 2 tygodnie, w tym czasie była owa epidemia:/ A Pani ze żłobka na moje pytanie czemu nikt mnie nie poinformował??? Odpowiedziała, "no wie Pani, to tylko szkarlatyna"...ręcę mi opadły, a synka szybko wypisałam z owej placówki:/

      Usuń
  14. Aż się boję tego czasu...bo nie chwale, że zdrowi (bo wiesz co będzie...:) - wkurza mnei to totalnie - bo z drugiej jednak strony (jako mam pracująca) jest także tak, że jak dziecko chore - opieka - ja przynajmniej tak robię, mogę sobie na o pozwolić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci zawsze łapią różne dziwne ustrojstwa, kiedy nagle ze "sterylnego" domu idą w świat i całuję te same rzeczy to połowa przedszkola...jednak myślę, że byłoby dużo mniej chorób gdyby rzeczywiście rodzice postępowali zgodnie z wytyczną pt."tylko dzieci zdrowe"

      Usuń
  15. Ja też tego nie rozumiem, u nas w UK jest trochę inaczej, chodzą chore dzieci, bo od 4lat jest już obowiązek, a jak dziecka nie ma to dzwonią i pytają czemu, gdy chore to chcą potwierdzenie od lekarza, a jak mój Olek był zakatarzony po pas i miał kaszel to lekarz stwierdził że wszystko ok i może iść do przedszkola... jednak on jeszcze w trzylatkach jest i mogłam go nie posłać, druga sprawa to to że gdybym wróciła do pracy tej co pracowałam przed Pola to nikt by mi w tej firmie nie dał zwolnienia lekarskiego na przeziebione dziecko, miałam sytuację że Olus co chwilę lapal jelitowke, wzięłam dwa razy po dwa dni wolnego w przeciągu 3tyg, w 4tyg ja zwracalam zadzwonilam a oni ze jeszcze raz i stracę pracę :/ a akurat to był początek ciąży z Pola i pierwszy i ostatni raz zwymiotowalam... także nie wszędzie jest tak kolorowo z szefostwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to jakieś nieporozumienie, jak dziecko jest chore to nie posyłam go do przedszkola i już:)Nigdy nie miałam problemu ze zwolnieniem na Gabrysia... W Polsce na szczęście istnieje prawo pracy i dni na opiekę, więc jeżeli się nie oszukuje to nie ma za bardzo się czego bać:)

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)