Rzeka życia vol.1

W sobotę uczestniczyłam w warsztatach zorganizowanych z myślą o prawach kobiet karmiących. Temat rzeka, jednak najbardziej uderzyły mnie 3 rzeczy:

1. Ilość środków, które nasz kraj przeznacza na sztuczną mieszankę przy bardzo nikłym wspieraniu karmienia naturalnego.
2. Podejście lekarzy, którzy w większości wiedzę dotycząca laktacji mają mocno ograniczoną - podkreślam w większości, co nie znaczy wszyscy :)
3. Podejście do mleka modyfikowanego - nie mam pojęcia czemu ludzie uważają, że jest tak samo dobre jak mleko mamy? Otóż nie jest i nigdy nie będzie!



Podczas konferencji dowiedziałam się wielu istotnych rzeczy dla mnie jako mamy karmiącej, upewniłam się w tym, że Nela wie co dobre :) Przypomniałam sobie także moją historię z Gabrysiem, która do dnia dzisiejszego powoduje, że mam wyrzuty sumienia! Dziś jestem bogatsza w wiedzę i doświadczenie. Wiem, że moje dziecko dostaję to co najlepsze. Jednak 3 lata niestety nie byłam tego świadoma.


Młody urodził się poprzez cięcie cesarskie. 23 lipca, na sali + 30° C. Leżałam na sali pooperacyjnej i wsłuchiwałam się w płacz dzieci, myśląc co chwilę, że teraz właśnie płacze mój maleńki syn. Położne patrzyły na mnie z politowaniem, rzucając krótki tekst "i tak się teraz nie dasz rady nim zająć" i szły dalej :( Następnie po kilkunastu godzinach wreszcie do mnie przyjechał :) Pełna optymizmu, położyłam młodego obok siebie. Karmienie piersią wydawało mi się tak oczywiste i tak proste dla naszej dwójki. Gabryś jednak był zupełnie innego zdania, pierś w ogóle go nie interesowała, zdecydowanie wolał spać.
 Po godzinie młody został zabrany. Interesował mnie tylko upływ kolejnych godzin. Czekałam w napięciu na moment, kiedy wreszcie dadzą mi moje dziecko. Pamiętam wschód słońca i moją wielką radość, że zaraz zobaczę moich mężczyzn i wiarę, że za chwile już będzie lepiej.

Po przejściu na salę poporodową, znalazłam się w gronie 6 innych mam. Każda z nas pierworódka nie miała doświadczenia w karmieniu. Pielęgniarka laktacyjna nie przyszła w końcu w weekend nie pracuje, więc każda radziła sobie sama. Po cięciu nie miałam wcale pokarmu, więc Łukasz przywiózł mi laktator, zestaw odpowiednich herbatek oraz dużą ilość wody. Po przespaniu prawie całej doby maleńki nadal jeść nie chciał. Instykt macierzyński głośno we mnie krzyczał "nadal jest najedzony, spokojnie zaraz go nakarmisz". Położne patrzyły na mnie z wyrzutem, ponieważ grzecznie odmawiałam im. Po wizycie pediatry i zalecaniu przez nią mieszanki, moje dziecko w końcu ja otrzymało. Błąd, duży błąd jednak Gabryś nie był butlą kompletnie zainteresowany :)


 W niedzielę rano pod prysznicem odkryłam, że moje piersi są twarde jak skała. Poszłam do położnej i usłyszałam magiczne słowo "nawał". Cieszyłam się, jak głupia że udało się pobudzić karmienie :) Miałam przeczucie, że młody będzie karmiony tylko i wyłącznie moim mlekiem.
 Początki były piękne, jednocześnie bardzo bolesne. Ratowałam się Bepanthenem oraz maścią Medeli na brodawki :) Dużą ulgę przyniosły mi także nakładki na brodawki. Jednak najważniejszy był fakt, że karmiłam mojego syna, reszta nie miała większego znaczenia. Ta radość w jego oczach na widok piersi była bezcenna. Wspólny czas, młody spędzał zazwyczaj lekko przysypiając, a ja w tym czasie nadrabiałam lekturę wielu ciekawych pozycji z naszej osobistej biblioteczki :) Z każdym tygodniem było coraz lepiej. Po 6 miesiącach Gabi zasmakował innych dobrodziejstw natury. Karmienia były coraz rzadsze, jednak nadal potrzebne mojemu dziecku.

 Zbliżał się czas mojego powrotu do pracy i wysłania Gabrynia do żłobka. Ja tak strasznie żałuję, że posłuchałam się pediatry dziecka i zaczęłam młodego odstawiać od piersi. Miał roczek kiedy skończyliśmy nasza wspólna przygodę. Pewnie duża cześć mam powie "rok i czego tu żałować?". Żałuję, że zrezygnowałam z tego co najlepsze dla mojego dziecka na rzecz chemicznej mieszanki. Żałuję, że zamiast posłuchać mojej intuicji posłuchałam durnej lekarki "karmienie piersią po roku to nic wartościowego dla dziecka". Żałuje, że nie dałam nam jeszcze trochę czasu...

Udostępnij:

Komentarze

18 komentarze:

  1. Ściskam Cię Kochana. Pięknie przetrwałaś trudny początek - wiesz, że wiele dziewcząt, po podobnym początku nie próbuje dalej ? Cudowna historia. Ja też żałuję..nieco ale po to mamy wiedzę aby nie żałować tylko się cieszyć, że dałyśmy radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy Nelce skrupulatnie wykorzystuję to czego się nauczyłam:)

      Usuń
  2. dla mnie dziwne są te standardy poporodowe, a raczej ich brak. chyba źle trafiłaś, bo ja po cc dostałam Mała do piersi po ok. godzinie. Co chwilkę przychodziła położna sprawdzić jak sobie radzimy. Oprócz położnej przychodziła pani z poradni laktacyjnej. Naprawdę można mieć ogromne wsparcie, a można też kiepsko trafić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt na szpital trafiłam kiepski. Ekipa lekarzy położnych pozostawiała wiele do życzenia na oddziale porodowym oraz poporodowym. Niestety wiem, że w bardzo dużej ilości szpitali mój przypadek to standardowe traktowanie pacjentki.

      Usuń
  3. To ja z Olusiem mam większe wyrzuty, poddałam sie po 2tygodniach, wtedy już podałam mu mieszankę i stopniowo z jednej butelki dziennie zrobiły się 2,3,4 i w trzecim miesiącu życia Olusia pokarm mi zanikł... przeżywałam to długo, powiedziałam, że przy drugim dziecku tak łatwo się nie poddam, dziś Pola kończy rok, a ja dalej karmię piersią, lecz mam żal do otoczenia, że muszę się z tego tłumaczyć, że mam wsparcie tylko w mężu, a reszta (mama, siostra, kuzynka, koleżanki) dziwnie się na mnie patrzy i mówi "Do roku to jeszcze, ale potem to przegięcie. Do matury będziesz ją karmić? Przesadzasz już z tym karmieniem. Uzależniła się od Ciebie. Odstaw bo się napić % z Tobą nie mogę" itd. itp. a czemu ja mam się im tłumaczyć , czemu karmienie piersią po roku jest bee, ale dawanie mieszanki do 4 r.ż jest super? Ja mam zamiar Polę karmić max do 2 lat, może zakończę wcześniej, zobaczymy jak to będzie..., a Ty masz jakąś granicę wieku, czy będziesz podążać całkiem za Nelką ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. strasznie przykre jest to, że bliskie nam osoby nie rozumieją jak ważne jest to karmienie dla maluszka. Emilia nie przejmuj się tym co mówią, bo najważniejsze jest to że karmisz Polę tym co najlepsze:))) Najważniejsze, że mąż wspiera:))
      Ja wsłuchuję się w siebie i Nelę więc nie mam określonej granicy do kiedy...a jak słyszę takie komentarze "że po roku to przegięcie" odpowiadam, że to moje dziecko, mój biust a ja nikomu do stanika czy gaci nie zaglądam!

      Usuń
  4. Zazdroszczę Wam tego karmienia...mleko matki jest najlepsze pod słońcem. JA karmiłam tylko przez 3 m-ce...potem mleko zanikło...i chociaż pobudzałam...nie wróciło:(

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja zazdroszczę Ci tego karmienia.. Od samego początku miałam ogromne problemy z karmieniem i niestety po 2-3 miesiącach poległam :( Ile ja się wtedy naryczałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karola ja życzę ci żeby przy drugim szczęściu poszło bezproblemowo:) JA marzę o większym wsparciu dla mam karmiących, wtedy na pewno wiele mam by karmiło zdecydowanie dłużej niż obecnie

      Usuń
  6. Cudna historia :) Mam nadzieję, że przyszłe mamy będą czytały i zapragną karmić cycem jak najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli dzięki tej historii choć jedna mam postanowi nie przechodzić na butelkę będę prze-szczęśliwa:)

      Usuń
  7. Ja żałuję bardzo, bardzo, że nie było mi dane karmić Frania :( Zawsze zastanawiałam się jak piękna jest ta więź, która łączy podczas naturalnego karmienia matkę z maluszkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcela bardzo mi przykro, że się Wam nie udało:(

      Usuń
  8. Ja swoją mleczną przygodę z synem przezyłam dokładnie przez 23 miesiące, ale przyznam, że końcówka była b.przykra.... i to nie dlatego, że ja nie chciałam, nie miałam pokarmu, czy Młody nie chciał, nie! bolała mnie reakcja ludzi, którzy niejako chcieli byc mądrzejsi i krytykowali wiek dziecka przy cycu.... że taki duży, biega, bawi sie a za mlekiem mamusi tęskni .... ale i tak się cieszę, ze tyle wytrwałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie durne komentarze sprawiają, że mam ochotę potrząsnąć osobą prawiące owe "mądrości":/ Czemu nagle wszystkim przeszkadza mama karmiąca, a fakt że roczne dziecko dostaje lizaka już nikogo nie razi:/
      Ja wśród mojego towarzystwa mam same dobre dusze, które wspierają mój wybór więc takie komentarze na szczęście nie mają miejsca...co będzie za jakiś czas zobaczymy:)

      PS. Piękny wynik:))

      Usuń
  9. Chyba u każdej dziewczyny, która była w sobotę na warsztatach mam ochotę napisać na blogu, że nie mogę sobie udarować, że nie miałam więcej czasu. Cieszę się, że chociaż jesienią mogłam Cię lepiej poznać, bo fajna z Ciebie babeczka : ) I wiesz, co? Twoje dzieci mają mądrą mamę :*

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja tylko czekam na drugie dziecko (mimo, że nie planuję) żeby właśnie zacząć na nowo już z dużo większą wiedzą karmienie piersią!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)