Jak z niejadka zrobić "jadka"

Gabin do czasu kiedy był karmiony tylko piersią uchodził za małego smakosza. 50 centyl piękny wynik, ja szczęśliwa, bo czego chcieć więcej. Wszystko było do czasu, kiedy nastąpiło wprowadzanie poszczególnych stałych pokarmów:

- zupka z małego słoiczka starczyła na 3 obiady;
- kaszka 3 razy machnięcia łyżką;
- owoce chyba najchętniej, ale wielkość posiłku oscylowała w te lepsze dni w granicy ćwiartki jabłka.



Czas mijał, moje dziecko robiło się coraz bardziej żywotne, wybredne i chude. Badania na roczek szybko wylały na mnie wiadro zimnej wody - kiepskie wyniki i 10 centyl na wadze. Jak mantrę powtarzałam sobie, że jednak nie jest tak źle, bo ciągle się mieści na tej cholernej siatce centylowej!

Gotowałam ja i babcie, ale Gabin mógł żyć samym powietrzem. Zaryzykowałam i postawiłam wszystko na jedną kartę:

Zasada numer 1- DAJ DZIECKU WYBÓR:



O metodzie BLW słyszał już pewnie każdy :) Ja zrobiłam mały miks, Gabryśka wkładałam do fotelika, a przed nim kładłam dużo kolorowych warzyw i owoców. Pomarańczowy, zielony i  żółty - do wyboru do koloru. Gabi powoli próbował, mlaskał, malaskał i jedzenie pomalutku znikało. Nie ma się co oszukiwać nie od razu dziecko odmawiające jedzenia zje nam cały talerz. Jednak małym kroczkami do przodu. Zjedzone malutkie porcje warzy napawały mnie dumą :
 Trzeba olać bałagan , który przy tym maluch stworzy. Będzie co sprzątać, oj będzie. Cieszmy się wspólnym posiłkiem. Wspólne chrupanie na pewno ucieszy dziecko. Zresztą nie tylko dziecko, ja nie cierpię sama jeść.

Zasada numer 2 - FAJNE FORMY;

Zainwestowałam w cudne talerze. Sztućce rodem z bajki Lego, miseczki z piratem na dole, którego trzeba uratować. Znajdź ukochane zwierzątko lub motyw z bajki, które Twoje dziecko ubóstwia. U nas od pewnego czasu hitem jest zestaw Placematix, który jest kompatybilny z Lego Duplo:



 Młody dużo chętniej je kanapki w kształcie ciuchci niż te zwyczajne. Jako matka niejadka byłam gotowa nawet stworzyć stację z pociągami.wszystko po to, aby tylko trochę wciągnął. Metoda działa. Jedna ciuchcia zawsze zostaję wciągnięta.


Zasada numer 3 - OGRANICZ TO CO NIC NIE WNOSI:

W przypadku niejadków przekąski pomiędzy posiłkami typu chrupki, paluszki itp. to strzał w kolano. Dziecko zje taki zapychacz i nie tknie obiadu. Żołądek jest wypełniony, ani nie ma to żadnych witamin, ani nie jest pożywne. Chrupki kukurydziane można dać małemu łakomczuszkowi, który nie może wytrzymać do obiadu. Pamiętajcie przy tym, że są dwa rodzaje w/w przekąski: zrobione z samej kukurydzy oraz te, które dodatkowo zamierają sól.
Podobnie sprawa wygląda z sokami. Ja postawiłam przede wszystkim na wodę, bo wierzcie lub nie ale Gabryś potrafił się najeść sokami :) W przeciwieństwie do jedzenia pić mógłby litrami. Soki dostaje podczas spacerów, a w domu w okolicach pory posiłku grana jest tylko woda.

Zasada numer 4 ANGAŻUJ DZIECKO

Gabryś odkąd pamiętam chętnie pomagał mi w kuchni :) Wspólne szykowanie chyba dobrze działa na psychikę dziecka. Już w kuchni próbował podjeść małe co nieco. Kiedy przychodzi weekend i panowie gotują razem, młody zawsze pomaga Tacie skomponować menu obiadowe. Później przy wspólnym jedzeniu dumny opowiada co zrobił On, a co Tatuś. Pyta czy mi smakuje i czerpię radość z jedzenia. Dziecko pomagające w kuchni na pewno nie omieszka później spróbować swoich pyszności :)

Zasada numer 5, 6 i 7 -  NIC NA SIŁĘ:

Niejadkom trzeba dać dużo czasu na metamorfozę w smakosza :) Sukces osiągniemy małymi kroczkami. Na Gabina nigdy nie krzyczałam, kiedy kolejny raz odsuwał od siebie talerz. Nie zmuszałam też do jedzenie i nie szantażowałam. Stwierdzenie: "zjedz łyżeczkę za Mamusię lub Tatusia" przyprawia mnie o gęsią skórkę. Nie cierpię wmuszania jedzenia. Postawmy się na miejscu naszego dziecka. Czy siłą cokolwiek byśmy zmienili? Głęboki wdech i dalej konsumujemy :)


Gabin mając 2 lata spadł poniżej 3 centyla. Dzięki odpowiedniej diecie wyniki był dobre, jednak waga pozostawiała wiele do życzenia. Stosowałam powyższe metody i mamy sukces. Gabin obecnie chętnie siada do posiłków, je mało, ale je :) Bardzo chętnie próbuje nowości na talerzu. Choć nadal jest szczypiorkiem, ja już nie drżę o jego nawyki żywieniowe :)

Udostępnij:

Komentarze

14 komentarze:

  1. ostatnio na blogach to modny temat :)
    nie wiedziałam, że aż tyle jest niejadków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takim razie nie w temacie:P Bo nawet nie wiedziałam, że "modny" temat wrzucam:)

      Usuń
  2. Z apetytem Franka nie miałam nigdy problemów do teraz ... :( Wprowadzam w życie Twoje rady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo cierpliwości i dacie radę:))

      Usuń
  3. Na mojego niejadka w postaci starszej Córci nic nie działało. N-I-C. O "niejadztwie" mogłabym napisać książkę, i tylko dlatego, że nadal cierpnie mi skóra na samo wspomnienie tamtych czasów, nie poruszam (póki) co, tego tematu u siebie. Po 2latach po prostu Je przeszło. Z dnia na dzień... Tak, jakby ktoś zaczarował mi dziecko.
    Tylko ktoś, kto przez to przeszedł, zrozumie, co czują rodzice niejadka. Strasznie mnie teraz już tylko bawi (bo kiedyś irytowało), jak ktoś, kto miał dziecko zajadające wszystko ze smakiem, udzielał mi rad co powinnam, a czego nie...

    Fajnie, że Synek polubił jedzonko i znaleźliście swój złoty środek. I pamiętaj, że tak naprawdę te centyle to nie wszystko :) Dobre wyniki i dobre nawyki są dużo ważniejsze :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "złote" rady zawsze w cenie:P
      Myślę,że w przypadku niejadków kluczowe znaczenie ma przede wszystkim czas:)) Centyle to moja zmora...ale przyznam szczerze, że z biegiem czasu zaczęłam je olewać. Grunt to odpowiednie podejście do żywienia i jedzenie zdrowej żywności:)

      Usuń
  4. JA mam wrażenie że dzieci zaczynają w pewnym wieku wybrzydzać:P Np Wiktoria...waży swoje chociaż nie wygląda...ale je tylko wybrane produkty, innych nie tknie chociaż jeszcze rok temu zajadała się nimi...nie rozumiem o co chodzi:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami jest, że dzieci po pójściu do przedszkola przestają jeść niektóre rzeczy bo np. nikt nie lubi szpinaku:/ U nas póki co nie ma takich problemów...Gabin ma swoje ukochane potrawy, ale równie często próbuje nowości:)

      Usuń
  5. Ojej a może masz też sposoby jak z "jadka" zrobić "niejadka"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha nie wiem, ale będę musiała coś wymyślić bo Nelka wchłania co leci:P

      Usuń
  6. Bardzo cenne rady ale oprócz punktu 1 nic mi się na razie nie przyda,bo moj niejadek ma 10 miesięcy :-P

    OdpowiedzUsuń
  7. Monia możecie stosować fajne formy:)) Nelka mini kanapeczki wcinała mając 11 miesięcy więc już za chwilę.

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas różnie z jedzeniem... Póki co nie jest źle ale widzę, że jak Maks nie chce to nie ma szans żeby buzię otworzył :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)