Szerokiej drogi - podróż z wózkiem

Prawo jazdy to moja odwieczna zmora. Wstyd się przyznać, ale ciągle go nie mam: Obiecywałam sobie, że wybiorę się na kurs będąc w ciąży. Kiedy Gabryś się pojawił sprawa odeszła w zapomnienie, ciąża z Nelką miała być odpowiednim momentem. Jednak los zadecydował inaczej, zanim się zabrałam okazało się, że muszę leżeć. Prawo jazdy po raz enty zostało odłożone na półkę "kiedy czas pozwoli". Nelka ma roczek, a prawko nadal ma tylko mój mąż.
 Pewnie nie byłoby problemu gdyby nie drobny fakt - komunikacja miejska, a raczej jej pasażerowie w zderzeniu z mamą wózkową. Średnia przyjemność. Myślimy o trzecim dziecku, więc muszę, muszę i jeszcze raz muszę zabrać się za to. Inaczej czekają mnie bardzo długie piesze wędrówki.



Staram się podróżować w godzinach, kiedy w środkach komunikacji jest stosunkowo luźno. Mieszkamy blisko pętli, więc z podróżą "z domu" nie mam większych problemów. Kłopot pojawia się w momencie powrotu do domu. Godziny szczytu to w Warszawie czas między 15, a 18.30. Tłok w autobusach, każdy musi być pierwszy. Wybacz kochana, ale masz dwójkę dzieci czyt. "matka ma dużo czasu i zajmuje całkiem sporo miejsca tym wozem, więc niech czeka". Zdarzyło mi się kilka razy nie wsiąść do autobusu, ponieważ nie było jak. Jednak stanowczo sprzeciwiam się kiedy miejsce jest, a wszyscy nagle musza stać przy drzwiach, bo:
- zaraz wysiadam yyyy, czyli za 5 przystanków;
- stoją tu wszyscy, to ja też;
- nie chcę się przeciskać jak trzeba będzie wysiąść;
- okno większe i lepiej widać;

 Powietrze w płuca i głośno mówię przepraszam, w końcu miejsce dla wózków jest oznaczone! Absolutnie nie mówię, że ludzie mają wysiąść, bo ja wchodzę w wózkiem. Nie ja proszę o miejsce które jest dla nas, podczas gdy obok jest całkiem sporo wolnej przestrzeni. W ten oto sposób staje się "paniusią, której wszystko wolno", "wrogiem każdej babci, z wózeczkiem na zakupy", "panów biznesmenów, którzy akurat musza rozmawiać przez telefon i nie mają czasu, aby się przesunąć". Ignorancja ludzka mnie powala! A przecież Ty też kiedyś podróżowałeś w wózku i Twoja mama musiała jakoś sobie poradzić.

Nie masz ochoty nie pomagaj mi wsiąść do autobusu, dam radę!
Nie masz ochoty się przesuwać stań w innym miejscu!
Nie masz ochoty...sorry komunikacja miejska jest dla wszystkich nawet dla mamy z wózkiem :)

Na sam koniec dziękuję wszystkim, którzy zawsze chętnie mi pomagają! Bo pomimo tego postu uwierzcie mi, ale w stolicy jest całe mnóstwo ludzi, którzy złapią Gabrynia za rączkę jak wchodzi do autobusu, złapią wózek i pomogą zapakować się nam. Ale chamstwa i durnych komentarzy typu "z dziećmi to się siedzi w domu" nie będę tolerować! Mama też człowiek i niech każda z nas jak najwięcej podróżuje :)

Udostępnij:

Komentarze

14 komentarze:

  1. Mam podobnie. Jeżdże tylko w porach mało aktywnych dla innych. Dobrze, że mogę sobie na to pozwolić. A czasem po prostu wybieram wędrówkę, nawet jeśli do pokonania ponad 4 km trasy w spalinach.
    Pamiętam jak ponad dwa lata temu, stała na środku autobusu kobieta w zaawansowanej ciąży ja siedziałam, była w 3 miesiącu więc nie było widać. Było mi wstyd i głupio, że nikt jej nie ustąpił ale sama też nie chciałam sie narażać na szturchania lub upadek.
    Ludzie są nieczuli, myślą o sobie. niestety my to widzimy na przykładzie komunikacji miejskiej ale tak jest w wielu miejscach. Ostatnio wychodziłam z dzieckiem w wózku i córką trzymającą się uchwytu z rossmana a pan przede mną puścił drzwi prosto na nasz wózek. Na nóżki mojego synka. A w moim rossmanie są ciężkie szklane drzwi. Nie powiem na co miałam ochotę.
    Ale są też miłe sytuacje, np jeden Pan ochroniarz w tym samym sklepie, jeśli akurat jest, zawsze wstanie sprzed monitora i otworzy mi te ciężkie drzwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przyznaję, że spotykam dużo więcej tych uprzejmych:)))

      Usuń
  2. Pamietam takie sytuacje jak mieszkałam w Czestochowie i jeździłam autobusem i trmwajem...zawsze pomagałam wejść mamie z wózkiem....podczas gdy inny stali i nic...wkurzało mnie to strasznie.
    Co do prawka...to ja mam..od ponad 11 lat...ale nie jeżdżę więc też jestem zależna od innych..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hally to najgorsze za Tobą , teraz tylko sobie przypomnij i jazda w świat:)

      Usuń
  3. trzymam kciuki za prawko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Muszę się zebrać w sobie i ruszam na podbój szos:O

      Usuń
  4. znam to znam, też jeżdzę autobusem i muszę się dopraszać, żeby ustąpili miejsce przeznaczone dla wózka. No cóż, jak ktoś "nie słszy" to powtarzam głośniej i tak do znudzenia. Nie odpuszczam, bo to zwykłe ludzkie chamstwo, żeby matka musiała czekać tylko dlatego...że ma dziecko. Zwłaszcza, jak kolejny autobus za godzinę....
    pozdrawiam i trzymajmy się dzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już na wstępnie dosyć głośno mówię:P Trzymamy się dzielnie, innej opcji nie ma:)

      Usuń
  5. no ale jak to bez prawka!! Ja Ci dam.. jak tylko Cię zobaczę, lanie w pupę :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Któregoś dnia obudzisz się rano i uznasz, że to jest ten waśnie moment :-). I nie tylko zapiszesz się na kurs, ale i zdasz egzamin z palcem w nosie. Trzymam kciuki! Ps. Ja też długo zebrać nie mogłam i prawko zrobiłam w wieku zacnym, prawie 30letnim :-).

    OdpowiedzUsuń
  7. W takich momentach ciesze sie ze mam prawko. Raz byłam zmuszona jechać 40 km najpierw pociągiem potem autobusem i z powrotem, z dzieckiem w nosidełku. O ile pociąg da się przeżyć, o tyle autobus to istny koszmar. Mały mi płakał w nosidełku musiałam wziac go na ręce, ale oczywiście miejsca brak, zmęczone siatki odpoczywały, ludzie udawali że nie widzą a ja nogą trzymałam się poreczy, a sporego małego trzymalam na rekach. Nigdy więcej autobusu z tak małym dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja zawsze wołam coś w stylu: "Uwaga na nogi, bo przejadę!".
    Działa. Przesuwają się ;)

    Ale częściej jednak wybieram auto.

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas w UK na szczęście co do tego nie jest źle, a i autobusy przystosowane do wózków , obniżają się do krawężnika ;)

    Planujecie trzeciego maluszka? Podziwiam ;) a jaką chcielibyście różnice między maleństwem a Nela? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)