Cała prawda o chorowaniu

Mamy swój codzienny rytm. Plan dnia, o który bardzo dbam. To dzięki niemu wszystko ma swój czas i miejsce, a ja jestem w stanie zrobić całkiem sporo rzeczy. Choć nie oszukujmy się część tych planowych nie wychodzi chociaż stanęłabym na głowie. Dzieciole mają swój czas na drzemkę - choć z Gabrysiową sjestą walczę żeby odeszła w zapomnienie, porę na kąpiel oraz konkretny czas, który spędzany jest przez nas na dworze. Te trzy wytyczne są naszą stałą programową i bardzo, ale to bardzo nie lubię ich zmieniać!

Jednak kiedy choroba puka do naszych drzwi wszystkie plany odchodzą w zapomnienie, a plan dnia. Co to w ogóle jest plan dnia? Na początku jestem pełna pomysłów na jak przeżyć w domu z dwójką chorych dzieci: tona książek, gier, ukochane klocki, zapas ciastoliny i tak mijają nam w żółwim tempie godziny. Dzieci marudzą na potęgę, a ponieważ zazwyczaj chorują razem to wszystko na nie jest dużo bardziej wyraźne i zdecydowanie głośniejsze. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, ale kiedy dzieci chorują zazwyczaj PT ma tak ułożony grafik, że wychodzi kiedy oni otwierają oczy, a wraca tuż przed kąpielą.


Kiedy słyszę, że mamy zakaz spacerów mam ochotę schować się głęboko w szafie i udawać, że mnie nie ma. Jest szał! Ja chodzę, sprzątam, podaje leki, wymyślam zabawy, pichcę w kuchni żeby było na obiad "coś dobrego" i zgodnego z życzeniem dzieci. W domu jest taki bałagan, że gdyby mnie odwiedziła Opieka Społeczna myślę, że mogliby przyznać nam asystenta rodziny. A ja cały czas się zastanawiam czemu "typ chorowania" dzieci odziedziczyły po Tacie? Ja kiedy choruję najchętniej zakopałabym się pod kołdrę i przespała cały okres złego samopoczucia, dzieciole wolą opcję: "mamoooo, mamoooo" "boli mnie", "tak nieeeee" itp.

I tak siedzimy dziś zamknięci, kiedy na dworze ponad 20 stopni. Gabinowski przykleja nos do szyby balkonowej, a Nela chodzi z butami w ręku jednoznacznie patrząc na drzwi i krzycząc "tam, tam". Oj dzieci, mamusia jedyne o czym marzy to długi spacer!
 Więc żeby czas umilić zrobiłam ukochane racuchy. Nieważne, że posypane cukrem pudrem :) Kiedy posprzątałam kuchnię wchodzę do pokoju i co widzę? Nela siedzi swoim małym kuperkiem na miseczce, na głowie ma racucha. Dookoła rozsypany cukier puder, a Gabin lata z sitkiem krusząc go coraz więcej i więcej radośnie podśpiewuje "pada śnieg, pada śnieg".

Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że jedyne o czym będę marzyć w ostatnim tygodniu bycia kobietą dwudziestoparoletnią to fakt, aby szybko się skończył. Dzieci potrafią zaskakiwać :)

P.s. Wiecie co ma ochotę zrobić PT kiedy wraca i pyta?

Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

  1. Też mam swój plan ,którego zazwyczaj trzymam się bacznie ,jedynie co to zmienia się po drzemce A. wtedy to już nawet spontaniczny spacerek czy wyjazd gdzieś lub kogoś ,a wieczorem znowu rutyna ,kąpiel o tej samej porze i do łóżka :)
    http://swiatamelki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)