Plac zabaw oczami Mamy


Istna dżungla czy może zwykle miejsce gdzie nasze dziecko uczy się żyć w społeczeństwie? Miejsce niekończących się przechwałek babć/mam/ tatusiów czy ławka pełna uśmiechniętych ludzi, które rozmawiają o wszystkim (czyt. nie tylko o swoich dzieciach). Plac pełen zarazków, potencjalnych zagrożeń czy miejsce gdzie możemy się na nie co nie co uodpornić. Wybrać ten wielki, pełny nieznanych nam dzieci czy może kameralny pod blokiem wśród znajomych twarzy?



Jeszcze dwa lata temu byłam przerażona tym co się dzieje na placach zabaw. Podejściem większości rodziców, brutalnym zachowaniem straszaków wobec maluchów. Sam Gabinowski zresztą potrafił stanowić zagrożenie. Mój syn był zdecydowanie typem "daj mi to bo ja tak chcę, a jak nie to pięści w ruch". Dziecko mi dorosło, ja sama zaczęłam unikać dziwnych pań, które zaczynały zdanie od "On/ona ma jeszcze pieluszkę, a ile ma?" czy "Dziewczynko zostaw grabki, bo nie są Twoje". Wybieramy miejsca, które znamy i lubimy, a ja zmieniałam swoje zdanie na temat placów zabaw :)

Tak głośno się przyznaję, że lubię na nie chodzić. Sama w to nie wierzę! A co się zmieniło? Przede wszystkim nasza dwójka. Gabin świetnie bawi się z rówieśnikami. Dochodzi oczywiście do większych i mniejszych sprzeczek - ja stoję z boku i obserwuję czy interwencja jest potrzebna. Zazwyczaj na szczęście nie. Moje dziecko uczy się żyć i radzić sobie samodzielnie. Rozmawia, dzieli się, wymienia. Może to specyfika naszego placu zabaw, gdzie większość osób się zna. Może to fakt, że w przedszkolu przebywa w sporej grupie dzieci. Dla mnie najważniejsze, że mój mały zbuntowany indywidualista daje radę wśród tej małej dżungli.



Druga strona medalu to mała urocza dziewczynka. To zazwyczaj mamy tych mniejszych dzieci chodzą za nimi krok w krok wychodząc z placu zabaw są bardziej zestresowane niż obecni maturzyści. Ja podchodzę na luzie, tak wiem - matka wyrodna :) Nelka bawi się ze starszakami, ma nawet kilka swoich ulubionych koleżanek :) Pięknie się dogadują, dziewczynki pilnują ją jak oczka w głowie. Patrzę na siebie te 3 lata wstecz i zastanawiam się czemu wcześniej nie potrafiłam wrzucić na luz? Czemu tak bardzo się spinałam? Może trzeba przeżyć i jedno i drugie? Aczkolwiek dla własnego zdrowia psychicznego proponuję na placach zabaw spokojnie obserwować dziecko, dać mu się wywrócić i pokłócić z kolegą. Nie uchronimy naszych dzieci przed życiem, a tu mają miejsce pierwsze jego/jej "samodzielne" relacje ze społeczeństwem :)




Gabinowski
spodnie/trampki - zara
koszulka - gap
frak - maybe4baby

Nelka
legginsy  -next
buty -emel
bluza - h&m

Udostępnij:

Komentarze

11 komentarze:

  1. Oj jak ja bym chciała wyluzować na placu zabaw !!! Zawsze mi się wydaję, że Franek gdzieś się uderzy, o coś przepadnie i tak chodzę i chodzę za nim :) Mam nadzieję, że przy drugim wyluzuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz się pochwalić jakąś szczęśliwą nowiną???:)))))

      Usuń
  2. w sumie to ja tez nie lubie na nie chodzic. szczegolnie w weekendy kiedy przepelnione sa rodzinami. Jakas antyspoleczna jestem i nie lubie gadac z obcymi. Sa pczywiscie wyjatki, i pewniej sie czuje kiedy maz ze mna jest. ALE i tak chodzimy czesto. Wszystko dla dzieciakow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W weekendy wyjątkowo nie chodzimy właśnie ze względu na tłumy, ale w tygodniu bardzo lubię na nich bywać:) Dzieci szaleją, ja mam z kim słowo zamienić i czas biegnie jak szalony:)

      Usuń
  3. To ja dziwna jestem bo uwielbiam chodzić z synkiem na place zabaw i nie stresuję się. Ma rok :) chodzę za nim bo jeszcze mały i zaraz coś zje czy właduje się pod huśtawkę natomiast w sytuacji z innymi dziećmi wycofuję się i obserwuję go :)
    Jedyne co mnie wkurza to jak widzę podpisane grabki czy inne cuda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej jaka dziwna:P Jesteś bardzo społeczną personą i tyle:)))
      U nas większość sprzętów podpisanych, aczkolwiek to nie przeszkadza się nimi bawić reszcie dzieci obecnych na placu:)

      Usuń
  4. tak chyab jest przy pierwszym.
    teraz też widzę, jak dobrze Em bawi się sama.
    za to mój mąż nie przyzwyczajony do takiego zachowania, chodzi za Emilią krok w krok.
    nauczy się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha Luka też chodzi za dziećmi:P

      Usuń
  5. To prawda z tymi pierwszymi samodzielnymi relacjami społecznymi. Dla naszych dzieci to szkoła życia i koegzystencji z innymi ludźmi, dlatego nie ma co za mocno interweniować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak:) Teraz już to wiem...albo inaczej bo wiedziałam już przy Gabim:P Teraz to doceniam i respektuję:)

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)