Ciąża to nie choroba?

Przeczytałam dziś w gazecie, iż głównym powodem zwolnień lekarskich (ponad 18 % ) są zwolnienia, wypisywane dla kobiet w ciąży. Nie będę absolutnie dyskutować ze statystyką, bo szans nie mam. Tymczasem znam całkiem sporo kobiet, które w owej ciąży były. Czy rzeczywiście widząc test ciążowy zdecydowana większość mam biegnie do lekarza po L4? Czy większość przyszłych mam tylko czeka na to kiedy lekarz zaproponuje owe "wolne"?


W pierwszej ciąży poszłam na zwolnienie w 20 tygodniu ciąży, kiedy dostałam nadciśnienia. Za drugim razem na zwolnienie poszłam w 12 tygodniu z powodu zagrożenia ciąży. I choć od początku zakładałam, że będę pracować dłużej los dał mi pstryczka w nos i ku radości mojego męża dużo wcześniej dostałam zakaz chodzenia do pracy. Ze względu na fakt mojego miejsca zatrudnienia pewnie dobrze się stało, że jednak sporą część ciąży spędziłam "w domu". Tak więc statystycznie dołożyłam się do tych 18 procent.

Zadaję sobie pytanie, czy ciąża to nie choroba? Oczywiście, że nie, ale... Będąc w ciąży jesteśmy dużo wrażliwsze na wszelkie zagrożenia ze strony środowiska. Im dalej z brzuchem tym ciężej. Osobiście nie wyobrażam sobie chodzenia codziennie 3 km do i z pracy będąc w 8 miesiącu. Było mi cholernie ciężko. Wchodząc na 2 piętro robiłam sobie 2 przystanki! Tak wstydzę się tego cholernie i byłam na siebie zła przeokrutnie, że mój organizm nie dawał rady. Jednak takie były "uroki" ciąży w moim przypadku. Jakby nie patrzeć nawet gdybym nie miała innych wskazań to przez dwa ostatnie miesiące i tak spędziłabym na zwolnieniu z powodu "braku siły na cokolwiek".


Nie oceniam mam, które podejmują decyzję że idą na zwolnienie od razu, nie oceniam tych które chcą pracować do samego końca. Może dlatego tak mnie irytuje to wieczne mądrzenie się pod tytułem ciąża to nie choroba! Niech każda z mam przypomni sobie teraz jak jej było z brzuszkiem. Nie każda z nas miała energii za 10, nie każda z nas 8 miesięcy spędziła w ubikacji na sedesem. Chyba każdy z nas zdaje sobie sprawę, że te 9 miesięcy to wyjątkowy czas, który każda przechodzi na swój sposób.

Ja znam osobiście tylko 2 kobiety, które wykorzystały swój stan do poleniuchowania z brzuszkiem. Czy zrobiły dobrze? Ciężko powiedzieć, bo każda z nich otrzymała "cudowną" informację od swojego szefa "idź na zwolnienie, bo umowę o pracę masz tylko do końca ciąży". To już dyskusja na kolejny post, nawet ja mogę tam pełnić jedną z głównych ról. Tak, ja też dostałam wypowiedzenie po 7 latach pracy w firmie, bo postawiłam na rodzinę.

Udostępnij:

Komentarze

21 komentarze:

  1. Ja, gdy dowiedziałam się o swojej pierwszej ciąży, chodziłam do pracy. Bo jakoś głupio mi było iść na zwolnienie w 3cim miesiącu, bo miałam poczucie obowiązku, bo czułam się dobrze. Z tym, że nie przewidziałam, jak stres może na mnie wpłynąć. Gdy szefowa zrobiła mi awanturę o jakąś głupotę, normalnie machnęłabym ręką. Ale działając pod wpływem hormonów tak się zdenerwowałam, tak popłakałam i zestresowałam, że wieczorem poroniłam. I chociaż lekarz mnie pocieszał, że to mogło zdarzyć się nawet bez tego stresu, to gdy udało mi się zajść w ciążę po raz drugi, nie pozwolił mi w ogóle chodzić do pracy. I to była jego decyzja, nie moja. Można oceniać takie kobiety, jak ja, jako naciągaczki i nieodpowiedzialne pracownice. A można spróbować zrozumieć, że nie każdemu jest dana spokojna, miła, przyjazna atmosfera pracy, sprzyjająca ciąży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi przykro, że doświadczyłaś tak ogromnej starty:( Właśnie to miałam na myśli pisząc, żeby nie oceniać. Nikt nie wie co powoduje, że przyszła mama bierze zwolnienie...a te "mądre" docinki i tak niczemu nie służą.

      Usuń
  2. W 100% się z Tobą zgadzam.Ja mysle,że zawsze powinnyśmy słuchać swojego organizamu.Są kobiety,które sobie radzą świetnie,pracują,ganiaja jak szalone i takie,które się męczą,potrzebują duzo snu,cierpia na migreny ciażowe (masakra:))
    Siedzenie na siłe w domu męczy tak samo jak na siłe pracowanie...
    I masz racje praca vs macierzyństwo to temat rzeka.Zawsze bedziemy mniej mile widziane przez pracodawców,bo dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z Ewką miałam umowę do dnia porodu :] Także poszłam na zwolnienie od razu, jak mi to powiedziano. Nie widziałam sensu w nerwowej pracy ze świadomością, że "nie jest już pani dla nas ekonomicznym pracownikiem" :D Państwowa instytucja kulturalna. Taaaa...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja pracowalam do konca 7mc i mimo iz czulam sie dobrze to chcialam juz miec czas na przygotowania itp. Teraz zaluje ze nie poszlam wczesniej bo to jedyny czas kiedy mozna leniuchowac…przy drugim juz tak nigdy nie bedzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga ciąża przebiega zdecydowanie szybciej niż pierwsza i jakby nie patrzeć zdecydowanie bardziej aktywnie:P O popołudniowej drzemce na kanapie można zapomnieć:)

      Usuń
  5. hmmm... tez nikogo nie oceniając ale uważam ze w Polsce system (polityka) pozwala na wykorzystywanie przywileju z pójściem na wcześniejsze zwolnienie. Mieszkam w UK i właśnie jestem w drugiej ciąży i niestety tu wcześniejsze odejście z pracy równa się krótszym macierzyńskim... czyli macierzyńskie liczy sie od odejścia z pracy a nie od urodzenia dziecka, dlatego ja i wszystkie moje znajome pracują dosłownie jak najdłużej mogą aby później spędzić jak najwięcej czasu z Bobo! Z tym ze pracodawca MUSI brać pod uwagę iż kobieta jest w ciąży i nie wykonuje tych wszystkich zadań co wykonują inni pracownicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie podejście do sprawy średnio mi się podoba. Rozumiem, że mamy które mają ciąże zagrożoną i np. leżą w szpitalu też tracą ten czas z dzieckiem?? Jeżeli tak jest to dla mnie to pomyłka:/

      Usuń
  6. ja na zwolnienie poszłam w 7 miesiącu.
    Ale wiesz co? Uważam, że każda kobieta, która na zwolnienie chce iść, powinna to zrobić. Płacimy co miesiąc składki? Płacimy. Na zus, nfz, czy cokolwiek państwowego liczyć nie można, więc należy wykorzystać dane nam przywileje na ile to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie na pracę w ciąży nie było opcji. Ponieważ takie były realia, najpierw dyskomfort pierwszego trymestru, potem - "nie wracaj", no niestety, ale czasu nie zmarnowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać każde zatrudnienie rządzi się swoimi prawami:)

      Usuń
  8. Ja przyznam,ze na zwolnieniu bylam od razu.dlaczego? Wymioty 24h na dobe przez 6!! Miesiecy. Lezalam w lozku i z oslabienia nie bylam wstanie sie ruszyc,ten okres wspominam jako ostny koszmar. Niw bylam,w stanie domu prowadzic,a o pracy nie wspomne. Ogolnie bardzo źle znosilam ciaze dlatego nie dziwie sie ze tyle kobiet idzie na l4... Nie wszystkir,ciaze sa lekkie latwe i przyjemne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś wiem na ten temat, przy Gabim przez 3 miesiące siedziałam non-stop nad sedesem.W przypadku Neli okres nudności wydłużył się do 8 miesięcy...okropność:/

      Usuń
    2. Ja t4eż zaliczyłam nudności 6 miesięczne i całkowity brak apetytu :/

      Usuń
  9. pracowałam do końca 7 miesiąca ciąży z Em, wrócił do pracy od razu po urlopie macierzyńskim bez wykorzystania zaległo urlopu, bo było dużo pracy i zostać zwolnioną po 2 m-cach pracy.
    szef wyświadczył mi ogromną przysługę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie masz rację czas spędzony z dzieckiem jest najcenniejszy:)))

      Usuń
  10. Ja poszłam na zwolnienie, bo nie miałam nic do stracenia zresztą przy Pati bardzo źle się czułam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja chodziłam do pracy do 7 miesiąca ciąży mimo, że pierwsze 4 miesiące funkcjonowałam o wodzie i suchej bułce, która i tak szybko zwracałam. Dlaczego tak? Bo pracuje w małej firmie i nie chciałam zostawiać szefa samego, bo nie chciałam stracić pracy, bo szef wychodził z biura gdy ja leciałam do łazienki :D. Czy dziś poszłabym na zwolnienie od razu po zobaczeniu 2 kresek? - nie, gdybym się czuła dobrze. Czy wkurzają mnie kobiety, które idą na zwolnienie od razu? - absolutnie nie, wykorzystują prawo jakie się kobietom należy. Tak mało mamy przywilejów, że czasem grzech z nich nie skorzystać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zależy od naszego samopoczucia i przełożonych. Ja też pracowałam w małej firmie, która ponad wszystko ceniła sobie wartości rodzinne jak widać na moim przykładzie przede pięknie to oni potrafili mówić, a raczej kłamać:/

      Usuń
  12. W ciąży z Piotrusiem na zwolnieniu byłam od samego początku, od 6 tygodnia. Straciłam wcześniej 2 ciąże, właśnie między 6a7 tygodniem. Mój przełożony wiedział o tym i gdy zaszłam w 3 ciążę, był właściwie pierwszą osobą po mężu, która wiedziała, że spodziewam się dziecka. Od razu pytał kiedy mam wizytę u lekarza, pogratulował i kazał iść na zwolnienie.
    Samą ciąża, mimo, że zagrożona sama w sobie nie była, była zagrożona już z założenia.
    Nawet, gdybym wcześniej nie miała problemów z utrzymaniem ciąży i tak pewnie zbyt długo bym nie chodziła do pracy. Uważam, że jest to czas dla nas, dla kobiety, aby próbować oswoić się z tym co nas czeka, aby się przygotować i aby odpocząć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja na L4 poszłam... na 2 tygodnie przed porodem :) Ale fakt faktem, że pracowałam zdalnie.
    Ciąża to nie choroba, ale jednak u niektórych kobiet właśnie w ciąży pojawia się wiele chorób i dolegliwości.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)