Daj cukierka, daj 5 złotych.

Przekupstwo w wychowaniu to wielokrotnie ostatnia deska ratunku na linii rodzic - dziecko , które za nic w świecie nie chce zrobić tego o co prosi je wyżej wspomniany. Zapierałam się rękami i nogami, że w życiu nie będę stosować tej metody w naszych relacjach. No cóż nie udało się i poległam z kretesem. Jednak we wszystkim trzeba mieć umiar i zachować choć resztki zdrowego rozsądku. Jak przekupić dziecko z głową? Czy w ogóle jest to możliwe?


W przedszkolu mama jednego z kolegów Gabrysia zawsze ma ze sobą tajemnicze pudełeczko. Chłopczyk zawsze grzecznie siedzi , nie ucieka mamie. Nawet się nie odzywa tylko namiętnie przeżuwa coś w buzi. Tymczasem Gabinowski 3 razy obiegnie szatnie, porozmawia ze swoją ulubioną ciocią z szatni, powygłupia się z innymi dzieci :) Patrzę z zazdrością na owego chłopczyka i zastanawiam się czy kiedyś Gabin będzie wstanie wysiedzieć 3 minuty w jednym miejscu. Nie dawno odkryłam owy sekret "grzecznego" dziecka:

- Siedź tu to dostaniesz żelka.

Hop żelek do buzi, zaczyna się ponownie wiercić kolejny żelek do buzi. I tak przez całe ubieranie. "Rutkowskim" okazała się Nela, która jedzenie znajdzie wszędzie :) Zaczęła się dobierać do żelek, ja podziękowałam za poczęstunek i usłyszałam:

- Ja bez tego z domu nie wychodzę, bo z nim inaczej się nie da - mały diabeł.

I co? Dziecko grzeczne, a mama zadowolona. Można powiedzieć, że dokonała niemożliwego. Ja jednak podziękuję za ową metodę "na cukierka". Przede wszystkim dlatego, że słodycze w takich ilościach to szkodzenie własnemu dziecku. Zła dieta, nie wspominając o małych ząbkach. Czy stosując takie metody możemy później oczekiwać czegokolwiek od swojego dziecka bez dania nagrody? Istne błędne koło.
 Najgorszy błąd jaki możemy wykonać w zakresie przekupywania własnego dziecka to dawanie nagrody za absolutnie wszystko. Ubieranie się, mycie zębów czy sprzątnie po sobie to nasza codzienność. Dlatego moje dzieci nie otrzymują za powyższe czynności jakichkolwiek nagród. Boję się pomyśleć co by było za kilka lat:

- Mamo nie odkurzę, jeżeli nie dasz mi 5 złotych.
- Nie będę się uczył no chyba, że mi zapłacisz.
- Nie, nie, nie...póki mi czegoś nie dasz!

Ja patrzę na to w ten sposób, że dziecko uczy się funkcjonowania w społeczeństwie przede wszystkim dla siebie!


Jednak nie popadam w przesadę i raz na jakiś czas stosuję maleńkie przekupstwo :) U nas są jest to przede wszystkim to wyjście z ciężkich sytuacji. Pobranie krwi, wizyta u dentysty, długa podróż. Rzeczy i miejsca, które sprawiają spory dyskomfort moim dzieciom. Na zachętę otrzymują to o co sami nas poproszą. Zazwyczaj jest to resorak lub bańki - tak Gabinowski do wymagających nie należy :) Czasami wyjście na ukochane "kulki", najważniejsze jest to że wyboru dokonują sami i wiedzą, że "gra jest warta świeczki".


Złotym środkiem po raz kolejny okazuje się rozmowa z dzieckiem. Ja już wiem, że moje dzieci to dwie istotki które rozumieją dużo więcej niż mogłoby się wydawać. Może dlatego nie będę im dawać cukierka, żeby było cicho. Nie o to chodzi w rodzicielstwie. Chcę tworzyć relację partnerską z moimi dziećmi, a nikt nie mówił że to będzie łatwe zadanie.


Gabin
t-shirt - h&m
bejsbolówka i jeansy - zara
buty - new balance

Nela
sukienka  - f&f
buty -  melissa

Udostępnij:

Komentarze

15 komentarze:

  1. i u nas przekupstwo, czasami nie da się inaczej.
    na pewno nie w takim wymiarze jak kolega od żelków, ale stosuję tę technikę.
    to kwestia dnia, czasami wystarczy powiedzieć Em coś raz, spokojnie, czasami za trzecim reaguje, czasami stanowczy ton, a niekiedy dopiero przekupstwo i nie am reguły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gainowski też ostatnio miewa rożne nastroje i czasami zgadza się na wszystkie moje propozycje, a czasami od samego ranka jest na "nie" absolutnie ze wszystkim

      Usuń
  2. Dla mnie szczególnie bez sensu jest nagradzanie dzieci słodyczami. Przez takie podejście dziecko przez całe życie będzie traktowało słodycze jako nagrodę i nagradzało się w sytuacjach, gdy będzie mu źle, smutno itp. W ogóle traktowanie jedzenia jako nagrodę, lub ograniczanie go (zwykle słodyczy) jako forma kary to dla mnie nieporozumienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie dlatego jedzenie nie traktuję w ten sposób, boję się tych kilogramów czekolady na wszelkie smutki i żale:)) Niech się lepiej pocieszają zakupami:P Gorzej dla mojego portfela, ale zdrowej dla nich:)

      Usuń
  3. u nas także czasem przekupstwa się zdarzają hehehe

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapychanie dziecka, żeby siedziało cicho to rzeczywiście porażka, ale podobno nagradzanie za dobre zachowanie to nie przekupstwo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagradzanie za dobre tak, ale nie powodowanie "odpowiedniego" zachowania nagrodą:)

      Usuń
    2. Z ust mi to wyjęłaś, znaczy się to: "nagradzanie za dobre zachowanie to nie przekupstwo". Nagradzam więc :)
      Osobiście nie traktuję też słodyczy jako zła. Byle w umiarem. Jak wszystko.

      Usuń
    3. Słodycze to nie zło:)) Jednak tylko w przypadku kiedy rodzice dają je dzieciom z umiarem, a nie pakują jak hazardzista monety do automatu:p

      Usuń
  5. No zdażyło mi się przekupić Alę herbatnikiem, bo po moim powrocie ze szpitala ignorowała mnie, nie chciała w ogóle ze mną przebywać :( Akt desperacji ze strony matki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błagam tylko nie jedzeniem. Może następnym razem spróbuj z ukochaną zabawką:)

      Usuń
  6. Ja stosuję metodę odwrotną. Jak nie daje rady z Alą mówię, że nie dostanie nic słodkiego bo ona za słodkie dałaby się pokroić a w ostatnim czasie mocno jej te słodkości ograniczyliśmy. Trochę to nie fer wiem ale ostatnio działa. Wtedy ona sie uspokaja i jak jest grzeczna to od czasu do czasu coś tam dobrego podsunę.
    U nas niestety żadne inne formy tłumaczenia nie zdają niestety rezultatu. Mam nadzieję, że po pewnym czasie to się zmieni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko z miesiąca na miesiąc coraz więcej rozumie, więc zmieniać się będzie na pewno:)

      Usuń
  7. U mnie nie ma kar za coś i nagród za coś, to błędne koło. No, ale z takimi przypadkami jak napisałaś spotkałam się nie raz;/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)