Intuicja żywnieniowa

Na ostatnich warsztatach organizowanych przez Fundację My pacjenci zostałam zbombardowana mnóstwem nowych informacji. Pierwszy wykład miał Pan Doktor Marek Ruszczyński. No cóż nie do końca zgadzam się w kilku kwestiach, ale po kolei :) Wykład dotyczył żywienia dzieci w wieku 0-3



Po pierwsze wszelkim tabelkom mówię zdecydowanie nie. Kiedyś zdarzyło mi się do nich zajrzeć i doszłam do wniosku, że nie to nie dla mnie. Ja przede wszystkim kieruję się swoją własną intuicją oraz potrzebami moich dzieci. Może dlatego tak bardzo nie przykładam wagi kiedy należy co podać. Niemniej totalnaą ignorantką nie jestem. Zgodnie z zaleceniami lekarza pediatry dwójkę moich dzieci karmiłam piersią przez pierwsze pól roku. Tu miał miejsce mój pierwszy zgrzyt z Panem Doktorem. Według nowych zaleceń dietę dziecka należy powoli zacząć rozszerzać po 16 tygodniu życia. Ma to odbywać się na zasadzie smakowania. Niemniej uważam, że jest to sygnał dla mam, że dziecko już jest na "tyle dorosłe", że można powoli odstawiać go do piersi. Osobiście nie wyobrażam sobie rozszerzenia diety maluszkowi, który jeszcze nie siedzi. My w tym czasie intensywnie się karmiliśmy piersią :)

Na pytanie kiedy rozszerzyć dietę dziecka odpowiadam - w 6 miesiącu. Dzieci w okolicach pół roku wyraźnie dają znać, wyrywając się rodzicom i próbując zgarnąć małe co nie co z ich talerza. Zgodnie ze słowami Pana Doktora nie powinniśmy tak bardzo się obawiać nowych produktów. Baa, zwlekanie z czasem często powoduje gorsze przyjęcie produktów alergizujących niżeli podanie ich ciut wcześniej. We wszystkim oczywiście musimy zachować zdrowy rozsądek. Tym samym nie wolno dawać 6 miesięcznemu bobasowi na pierwszy rzut pomarańczy.

Roczne dziecko tak naprawdę może jeść już to samo co my :) Są oczywiście wyjątki takie jak grzyby czy rzeczy z konserwantami, które tak naprawdę nikomu dobrze nie służą!

W naszym przypadku moja intuicja się sprawdziła. Nelka wcina na obiad dokładnie to co my. Zarówno u Gabrsyia, jak i u Neli zastawaliśmy metodę BLW - może spojrzeć tu. Dajemy naszym dzieciom wybór. Nie wmuszamy i staramy się aby każdy posiłek był chwilami miło spędzanymi przy stole. Kilka słów o naszych metodach znajdziecie również tu.
A teraz garść informacji, które według mnie są jednymi z najważniejszych:

- Czy wiesz ile posiłków dziennie je Twoje dziecko? Ja odpowiadam, że 5 i niestety to błędna odpowiedź. Każdy soczek, cukiereczek, kawałek jabłka itp. musimy liczyć jako posiłek. Teraz pewnie spora część mam niejadków myśli "aaaaaa". Tak, też tak zareagowałam :)

- Do końca pierwszego roku podstawą dziecięcego menu powinno być mleko.

- Próbujmy dzieciom dawać pokarmy w"ich normalnej" formie, a nie zmielone papki. Dzięki temu dziecko chętniej będzie jadło i co bardzo ważne aparat mowy nie ucierpi na rozwoju.

- Dziecko powinno spożywać 5 posiłków dziennie.

Udostępnij:

Komentarze

5 komentarze:

  1. Ja jak najbardziej popieram takie rozumowanie, choć my Zośce dawaliśmy polizać wcześniej po łyżeczce. Po skończonym piątym miesiącu i jak już była stabilna. i również uważam, że intuicja jest najważniejsza, o ile nie popychana przez ciotkę, co w 3 miesiącu chce dać jabłuszko, albo danonka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danonki to zło:P Ja przyznam szczerze, że w ogóle szerokim łukiem omijam produkty z etykietą "dla dzieci" bo właśnie tam najwięcej świństw o zgrozo:/

      Usuń
  2. wychodzę z podobnego założenia jak Ty.
    Em mając rok jadła to co my, oczywiście grochówki czy bigosu nie, ale normalne jedzenie.
    z H jest podobnie, lada dzień stuknie jej 11 miesięcy i już nie martwię się, że nie mam dla niej "dzieciowego" jedzenia.
    od około miesiąca odmówiła nam kaszek. za to daję jej mleko krowie (tu mogą oczywiście posypać się gromy).
    Helena uwielbia blw, sama sobie z gracją wsadza po kawałku do buzi i delektuje się smakiem. jedzenie jej zabieram, gdy widzę, że przypomina zabawę, zaczyna się rozrzucanie czy wycieranie nim blatu w krzesełku.
    ona jest typem, który rzucał się na jedzenie, które widzi u kogoś od pierwszych tygodni.
    teraz staram się dać jej skosztować wszystko, co sama jem albo Emilka, łącznie z drożdżówką czy kawałkiem sera pleśniowego.
    by poznała smaki i oczywiście po małym kawałku. jeszcze nigdy nie miała żądnych dolegliwości i sensacji żołądkowych.
    ufam swojej intuicji.
    w tym tygodniu spróbujemy kapustę w odwróconyh gołąbkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do mleka podchodzę ostrożnie po przejściach z G. Aczkolwiek Nelka już mają nie cały rok próbowała produkty z gamy mlecznych typu jogurt naturalny:)

      Ale będziecie wcinać pyszności! Smacznego Wam życzymy:)))

      Usuń
  3. Ja zaczęłam podawać marchewkę, jak P. miał prawie 5 miesiecy. Karmiłam go piersią, ale widać było, że chciał spróbować czegoś nowego. początkowo dostawał słoiczki, później gotowałam i gniotłam widelcem jedzenie, bo na dźwięk blendera był potworny płacz i lęk. Więc papek typowych nie jadł.
    Teraz ma 16 miesiecy, w ciągu dnia jest z moją mamą i nie mogę jej przetłumaczyć, że jak mały zje obiad, to po pół godzinie nie musi zjeść przekąski typu np. wafel ryżowy. Jakoś nie może pojąć, że on między posiłkami nie jadł. Owszem, czasem dostał coś, bo chciał spróbować, ale nigdy nie były to spore ilości.
    Jedyne co mnie martwi, to fakt, że nie chce pić wody :/ Pije sok jabłkowy, który i tak jeszcze rozcieńczam, próbuję czasem jakoś wodę w bidonie przemycić, ale się nie udaje.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)