Mój cichy krzyk

Siedzi na ławce machając nogami, buty leżą nieopodal, a ona mała, drobna blondyneczka zajada z apetytem wielkie ciastko. Okruszki padają na jej sukienkę i wygląda jak mały uroczy rozrabiak. Te iskierki w oczach ją zdradzają. Uśmiecha się do mnie, podbiega i wtula w moję nogi. Biega jak szalona, cieszy się z każdego momentu... na placu jest ze swoją "babcią". Choć tak naprawdę nie jest jej wnuczką to jedna z najbliższych jej sercu osób. Przytula, rozmawia i pociesza. Daję to co najważniejsze, czyli poczucie bezpieczeństwa.

Nagle pojawia się on. Maleńka staję zdezorientowana i widzę gasnące iskry. Chowa się, łapiąc kurczowo rękaw "babci". Obie nie lubią tych chwil, kiedy on się pojawia. Obie wiedzą, że tego dnia nie będzie już więcej małych radości. Stalowy wzrok jego, purpurowe policzki i ten złowrogi wyraz twarzy. Słyszę tylko jak mówi przez zęby:

- Do domu, już!




Idą obydwie. Czasami udaje się wyrwać jeszcze trochę chwil z babcią, czasami drzwi zatrzaskują się i obydwie odchodzą w swoją stronę na klatce pozostaje tylko zapach rozwianych marzeń i odór alkoholu po kolejnej wypitej butelce.

A ja stoję obok tego i moje płuca rozdziera cichy krzyk, bo w tej całej historii jest jeszcze ona.
Mama, która codziennie rano szykuje swoją córkę do przedszkola, ciesze blond włosy i zjada razem z nią śniadanie. Kocha swoją córkę! Marzy o lepszym życiu dla niej jednak nie robi nic oprócz łez wylewanych w poduszkę codziennie wieczorem. Piędzi każdego dnia do pracy wiedząc, że ona spędzi kolejny dzień z babcią i nim. Z pozoru obcą osobą, która dla tej małej dziewczynki jest całym światem i tatą, który za kolejną butelkę oddałby nawet swoje dziecko.

Cichy morderca dzieciństwa. Zabiera to co najważniejsze: bezpieczeństwo i miłość. Okrada z pięknych chwil, które zamieniają się w mini koszmar za zamkniętymi drzwiami. Niszczy ja od środka kawałek po kawałku.To ona ponosi konsekwencje każdego wypitego kieliszka. To ona będzie dorastać w cieniu kolejnej butelki.

Takich historii są tysiące, dla Was to tylko chwila zadumy dla nich horror na lata. Mamo dziękuję, że miałaś siłę odjeść od niego i jego nałogów.

Udostępnij:

Komentarze

10 komentarze:

  1. Wpis poruszył mnie bardzo .. ja na szczęście nie znam takich przypadków ale to nie oznacza że ich nie ma .. niestety są . Najgorsze że w tym wszystkim zawsze najbardziej cierpi dziecko . Smutne to :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko niestety najbardzije dostaje, a nie ma absolutnie żadnego wpływu na całą sytuację...

      Usuń
    2. I właściwie nigdy nie możesz być pewna, że nie znasz, bo osoby pokrzywdzone potrafią się bardzo dobrze maskować, ze wstydu, ze strachu, bo się im wpaja, że o tym nie wolno mówić, bo myślą, że u wszystkich tak jest i często problemy rodzinne pozostają w domu i niby wszystko jest ok, a w praktyce codziennie przeżywają dramat i potem nagle jest zaskoczenie otoczenia, bo to przecież taka spokojna rodzina była.

      Usuń
  2. Smutne :( ale tak prawdziwe... i u mnie w rodzine zdarzyli sie niestety tacy ojcowie, a najgorsze ze kiedys byli dobrzy, kochajacy, co sie dzieje z takimi osobami, czemu tak sie zmienaja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój chyba nigdy nie był kochający...alkohol odkąd pamiętam był numerem 1. Tak niestety bywa z nałogiem, on grzebie wszystko inne dlatego jeżeli się kocha naprawdę to człowiek powinnien się pójść leczyć a nie udawać, że od utra już koniec.

      Usuń
  3. Ojej. Przykro.... Sa alkoholicy tacy którzy maja wszystko gdzies i tacy którzy nie dają rady. Moj brat jest alkoholikiem. Ma córkę. 5letnia Natasze. Próbuje, z rożnym skutkiem. Na szczescie to taki typ, który dla niej zdobi wszystko. Aczkolwiek i tak mi jej zal. Mam nadzieje ze kiedys uda mu sie opanować chorobę do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli bardzo ją kocha to na pewno powoli dojdzie do równowagi. Najważniejsze to zdanie sobie sprawy z tego że problem rzeczywiście istnieje i wyrażenie chęci podjęcia leczenia.

      Usuń
  4. Smutne, ale prawdziwe i tak mi bliskie.
    I tak bardzo cieszę się, że miałam więcej szczęścia w życiu, niż moja mama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co zawdzęczam moejmu "tacie" to fakt, że męża wybrałam sobie bardzo starannie:))

      Usuń
  5. gdy zaczynam myśleć o liczbie takich dzieci aż brakuje mi tchu, co możemy zrobić ? praktycznie nic, uważnie patrzeć, interweniować, chronić, bronić ...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)