Farma dyń

Drastyczny spadek temperatur nas nie powstrzymał i wreszcie dotarliśmy na farmę dyń :) Powsin leży dokładnie na drugim końcu Warszawy ,więc zapakowaliśmy się na cały dzień i pojechaliśmy w siną dal. No cóż farma jest piękna, ale mocno mnie rozczarowała swoją wielkością. Nie wiem czemu, ale byłam wręcz przekonana, że farma jest przynajmniej wielkości dużego gospodarstwa. Ach te amerykańskie filmy, to pewnie one podniosły poprzeczkę :) Ale wiecie farma brzmi tak dostojnie. A nas zastało średniej wielkości podwóreczko, ups.


I chodź wielkość nie powala to dzieciolom ona zupełnie nie przeszkadzała. Biegały jak szalone! Punkt numer 1 to oczywiście zwierzątka. Nelka przykleiła się do siatki i próbowała się zaprzyjaźnić z huacaya-mi, gigantyczny królik również podbił jej serce.

Gabryń zdecydowanie bardziej zainteresował się taczkami i labiryntem. Facet ma konkretne upodobania, chyba odnalazłby się w roli farmera. Układał, woził, a kiedy zobaczył ciągnik o mało nie padł z wrażenia. W dodatku czerwony, czyli wycieczka full wypas :)










Czy wybrałabym się na nią jeszcze raz? Z nimi zdecydowanie tak! Najważniejszą rzeczą jakiej uczą mnie dzieciole to czerpanie radości nawet z tych najmniejszych rzeczy. Prowadzenie taczki, widok ukochanego sprzętu czy wspólne wybieranie dyni. Te wszystkie małe rzeczy składają się w jeden wielki uśmiech dziecioli :) Farma dyń to świetne miejsce na wycieczkę dla skrzatów ciekawych małych i większych pomarańczowych kul :)








Udostępnij:

Komentarze

3 komentarze:

  1. Dobrze, że piszesz bo ja ciągnęłam męża ze Ślaska na te farmę, a jakby zobaczył podwórko jak nasze pewnie by się wkurzył :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie wygląda ta farma:) Odwiedziny w takim miejscu to na pewno fantastyczna zabawa

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać dziecięca radość a to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)