Nie płacz kochanie


Kiedyś usłyszałam, że dziecko powinno się wypłakać, bo to są jego emocje i musi nauczyć sobie z nimi radzić. Co najgorsze ja początkowo w to uwierzyłam. Tak, tak wstydzę się do dziś, że pozwalałam mojemu dziecku "wypłakać się". Mam wrażenie, że wielu z nas chciałoby mieć dzieci, a później robi wszystko aby te dzieci tak naprawdę znikały na cały dzień. Mądrzejsza o osobiste doświadczenia nie słucham już tego "co należy", a czego nie. Wsłuchuje się w potrzeby moich dzieci i postępuję w zgodzie z samą sobą.




Płacz w przypadku dziecka to wołanie o pomoc. Dzieci nie płaczą, bo chcą nam zrobić na złość. One płaczą, bo coś im się dzieje. Może to być mokra pieluszka, zły dzień, a czasami chęć spędzenia czasu z mamą. Dlatego nigdy nie zgodzę się już z drastycznymi metodami nauki dzieci spania samodzielnie. Jak można czekać 5 minut słysząc płacz za ścianą? W imię czego, spokojnej nocy? Może dorosłego, bo na pewno nie dziecka. Czy ktokolwiek z nas chciałby usnąć łkając i czując się opuszczony. Ja podziękuję za takie uczucia! Kiedyś usłyszałam, że jak będziemy się zgadzać na przychodzenie Gabrysia do łóżka to będzie z nami spał do 10 lat! Takie straszne groźby, które tak naprawdę tylko mnie rozśmieszyły :) Jeżeli będzie miał taką potrzebę to czemu nie może do nas przychodzić nad ranem? To mój ukochany syn i zawsze będę uwielbiała przytulać się do niego.

Gabryś jest typem dziecka bardzo wrażliwego, więc jak tylko się wywróci zaciska zęby żeby rozpłakać się na mój widok i wylać wszystkie swoje żale. Przytulam go mocno do siebie i zawsze słucham co się dzieje? Młody mówi o co chodzi i biegnie bawić się dalej. A co by było gdybym postąpiła zgodnie z metodą "niech się wypłacze" albo co lepsze rzuciła tekstem "nie wyj przecież nic się nie stało! Jak to nic się nie stało? Czy my płaczemy, bo "nic się nie dzieje?" Nie wstydzę się płaczu moich dzieci i nigdy ich nie zbywam. Sama poczułabym się dotknięta, kiedy na moje łzy ktoś bliski by nie zareagował. 




Zawsze staram się zrozumieć moje dzieci, może właśnie dlatego przestałam jeździć z młodą na zakupy. Ona dostaje białej gorączki w sklepie i koniecznie chce wyjść z wózka. Nie mam serca trzymać jej tam na siłę, więc ją wypuszczam, żeby odbyła wycieczkę pomiędzy regałami. Zakupy zazwyczaj kończą się tak, że budżet domowy nie zostaje naruszony :)  Trudno zakupy zrobię kiedy indzie,j ale nie włożę wyrywającego się dziecka do wózka. I wiem, że pewnie włożę kij w mrowisko, ale czy wy chcielibyście aby na siłę przypiąć Was pasami i nie dać po-dotykać najciekawszych rzeczy na świecie. Właśnie tak czuje się nasze dziecko w sklepie - jak w prawdziwej fabryce czekolady Willy Wonki :) 

Jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy zazwyczaj rozumieją swoje emocje. Dzieci dopiero się ich uczą. Więc proszę Was nie zostawiajcie ich samych z problemem. Nie odkładajcie do łóżeczka płaczącego dziecka, bo musicie się wyspać. Dla nas to tylko kilkanaście minut, dla niego cała wieczność. Wczujcie się w potrzeby Waszych dzieci to naprawdę nie jest takie trudne :)



Udostępnij:

Komentarze

15 komentarze:

  1. odkąd jest z nami Żuk pierwszym naszym postanowieniem i celem było robić tak żeby nasze dziecko nie musiało płakać....byliśmy i jesteśmy na każde jej zawołanie... być może przez to ponad 3 lata już nie sypiamy, ale nie wyobrażam sobie zamknąć jej płaczącej w pokoju. serce by mi pękło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do braku snu można się przyzwyczaić...a ja mam do dnia dzisiejszego okropne wyrzuty, że pozwoliłam płakać młodemu żeby tylko nauczył się sam zasypiać. Nie wiem co wtedy miałam w głowie ale cieszę się, że to było chwilowe zaćmienie umysłu:)

      Usuń
    2. jak to mówią człowiek uczy się na własnych błędach - dobrze że wyciągnęłaś wnioski i Młodej nie dałaś płakać! Lepiej późno, niż za późno ;-) pozdrawiam Ilona

      Usuń
  2. Masz rację... na płacz powinniśmy reagować w odpowiedni dla sytuacji sposób... ale całkowite jego ignorowanie nie jest dobre.

    http://www.MartynaG.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ignorowanie płaczu to dla dziecka jasny sygnał, że mamy gdzieś jego problemy:(

      Usuń
  3. Mam 3,5 letniego synka i 10 miesięczna córcie i tez nie wyobrażam sobie zamknąć drzwi od pokoju i siedzieć jakby nigdy nic. Serce by mi pękło gdyby płakali a ja bym nie zareagowała. Tez nie przespałam całej nocy od ponad 3 lat, ale wierzę że moja miłość i opiekuńczość do dzieci będzie owocowa z roku na rok. Juz teraz dostrzegam , że jeżeli da się od siebie dużo miłości ta miłość będzie odwzajemniona. Nie ma nic piękniejszego jak usłyszeć KOCHAM CIĘ mamus bardzo mocno:) to wynagradza wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Cię zyskuje nowy wymiar kiedy usłyszysz je od dziecka:))

      Usuń
  4. Mam 3,5 letniego synka i 10 miesięczna córcie i tez nie wyobrażam sobie zamknąć drzwi od pokoju i siedzieć jakby nigdy nic. Serce by mi pękło gdyby płakali a ja bym nie zareagowała. Tez nie przespałam całej nocy od ponad 3 lat, ale wierzę że moja miłość i opiekuńczość do dzieci będzie owocowała z roku na rok. Juz teraz dostrzegam, że ile dasz tyle dostaniesz. Nie ma nic piękniejszego jak usłyszeć KOCHAM CIĘ mamus bardzo mocno:) to wszystko wynagradza

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo madrze napisane!! Nigdy moje dzieci nie usypialy same... zawsze bylam i jestem obok... ostatnio zapytaly mnie ,,czemu pani w telewizji zostawila same dzieci w pokoju w lozkach i wyszla? Czy
    one byly niegrzeczne mamusiu czy ta mama juz ich nie chce? ,, Wtedy odetchnelam z ulga bo to znaczy ze moje dzieci czuja sie kochane a to jest najwazniejsze. A kazdego ranka kiedy otwoeram oczy i widze ze znow spimy wszyscy w 4 to i ja czuje sie kochana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam te poranki kiedy budzę się a obok wtulone we mnie dwa małe ciałka:))

      Usuń
  6. Ja także uważam, że na każdy płacz dziecka powinno się reagować. Wiadomo, że są różne płacze ale nawet na ten, który ma na celu wymuszenie powinno się odpowiednio reagować.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daria ten płacz,który wymusza pojawia się dużo później...ja za każdym razem próbuję pomóc dzieciolom. Serce mi pęka na samą myśl, że miałabym je zostawić całe we łzach:(

      Usuń
  7. moja Ty mądra kobietko:):*
    ja się uczę wsłuchiwać, bo nigdy raczej w 100% mi się to nie uda. i potrzeby się zmieniają też więc czasem muszę podbiec żeby nadążyć.
    A jeśli chodzi o płacz wymuszający to u nas wtedy nie jest to płacz płacz, tylko słychać od razu że to łzy na zawołanie. taka skubana jest :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się podobało to co napisałaś na początku. Że najpierw chcemy mieć dzieci a potem oczekujemy, że nic się wraz z ich pojawieniem nie zmieni. Ja mam bardzo wrażliwe dziecko. Nigdy nie pozwalałam mu się wypłakiwać. Ja też nie widzę nic złego w tym, że dziecko będzie przychodzić do łóżka nad ranem. Ja do 2 lat spałam z mamą. I rzeczywiście jako nastolatka czasem wskakiwałam jej do łóżka. Jak miałam jakiś problem, albo się czegoś bałam. Wiedziałam, że ona mi pomoże i sama jej obecność działała na mnie kojąco. Chcę, żeby moje dziecko również wiedziało, że ma we mnie oparcie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, niestety - jestem po drugiej stronie barykady. Wiem, że moje dzieci czasem niby płaczą, a tak naprawdę łzy są tak słodkie, że można je dodawać do herbaty. Przykład? Wracamy ze spacerku, mamy przed sobą jeszcze schody do mieszkania. I tak ryk - no nogi natychmiastowo opadły z sił i ani się ruszą pod górkę. Nawet o jeden stopień. Płacz tak histeryczny, że pewnie ją słychać na placu zabaw. I co? I nic - tak czy owak musi wejść te kilkanaście stopni. Bo jak tylko wejdzie i stanie przed drzwiami to w jakiś magiczny sposób nogi znów są pełne sił i z rozpędu (ku mej "radości") chcą wejść jeszcze jedno piętro wyżej...
    Wiem, kiedy moje dzieci płaczą z bólu, strachu, złych emocji, z bezradności. Staram się natychmiastowo reagować na ten płacz.
    Ale wiem też, kiedy płaczą na zawołanie, żeby wymusić na mnie (na innych) oczekiwaną reakcję (wejście po schodach, czekolada zamiast zupki, telewizja zamiast książki) i sorry, ale tu się nie dam nabrać.
    Także ten... jak pisałam... jestem po drugiej stronie ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)