Żona (nie) idealna

Kiedy kobieta zostaje w domu, a mężczyzna zaczyna zarabiać na utrzymanie domu staje mi przed oczami widok kobiety przewiązanej fartuszkiem. Ona biega po całym mieszkaniu gotując, sprzątając i bawiąc się z dziećmi. Kiedy on wraca do domu czekają w przedpokoju ciepłe kapciochy, cmok cmok "siadaj do stołu kochanie ". Obiad - koniecznie z dwóch dań - właśnie cieszy oczy małżonka, a  ona pędzi wyjąć ciasto z piekarnika. Ma czas na wszystko w  końcu "siedzi" w domu. Nawet na jej pasje codziennie znajdzie się godzinka.
No cóż w naszym domu takich cudów nie zobaczycie:)




Już w pierwszym miesiącu naszej znajomości powiedziałam L. że ja nie gotuję. Po pierwsze dlatego, że nie lubię, a po drugie nie odczuwam takiej potrzeby. Świadomy mego nastawienia do tworzenia posiłków nadal chciał spędzić ze mną życie. Chyba był porządnie zakochany :) Kiedy po kilku latach zostałam w domu z Gabryniem, a on powędrował do pracy zastanawiałam się co ja zrobię z tym ogromem wspólnego czasu. Chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego ile czasu spędza się z dzieckiem :)

Dojrzałam emocjonalnie i nawet zaczęłam tworzyć różne cuda. Ale tak naprawdę w kuchni spędzam tylko tyle czasu ile muszę. Za wyjątkiem chwil kiedy tworzymy rożne smakołyki razem z dzieciolami. Wtedy zabawa jest przednia i naprawdę wychodzą nam dobre ciasta :) Jednak obiad to straszna nuda! Stałam się mistrzynią dań 30 minutowych :) W przeciwieństwie do mojej drugiej połowy nie lubię gotować. Gospodyni ze mnie mocno średnia, na szczęście jest on!






Jeżeli wpadniecie do nas to właśnie mój mąż będzie gotował :) To właśnie dzięki mnie jest również zmywarka w domu, bo niczego tak się nie brzydziłam jak zmywania naczyń. Kurczę zdecydowanie nie jestem żoną idealną. Nie rozwieszam prania tak doskonale jak mój mąż, nie sterczę przy garach, nie wycieram codziennie kurzy i nie mam ciuchów ułożonych w idealne kwadraty. W tym czasie układam puzzle, śpiewam do mikrofonu, tfu do dezodorantu, czytam o myszkach/świnkach/autkach, puszczam bańki i buduję super szybkie rajdówki oraz bardzo wysokie wierze. Czasami udaję wierzchowca na swym grzbiecie dzielnie unosząc dwóch jeźdźców :) Zamiast prasowania wybieram wycinianie smerfów z papieru, zamiast zmywania podłogi wybieram budowę z kartonu :)
 A co jest w tym wszystkim najlepsze? Nie mam żadnych wyrzutów sumienia z powodu nie poskładanego prania kiedy słyszę wesoły rechot w całym domu :)




Udostępnij:

Komentarze

9 komentarze:

  1. Oj mi także daleko do żony idealnej. Ale chyba za to nas kochają, prawda? Czytam Was od dawna ale nie było kiedy się ujawnić. A więc dzisiaj jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Daria witamy się w takim razie:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Już nie disqus? Ja sobie lubię trochę pogotować, ale zdecydowanie do ideału mi daleko ;-) i dobrze mi z tym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś wrócę do disqusa ale póki co strasznie mnie irytował...i gubił część komentarzy:/


      Usuń
  4. Ja tez idealna ne jestem ale znasz mnie:p
    I wszystko jasne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jesteś rewelacyjną żoną, jesteście jednym z najlepiej dobranych par jakie znam:D

      Usuń
    2. no coś Ty;p
      burza za burzą...oczywiście w między czasie godzenie się;p

      Usuń
  5. Hm chyba powinnam brać z ciebie przykład bo ja to właśnie ta "idealna" i wcale nie ma czym się chwalić bo ale może mi się odmieni po powrocie do pracy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma się czym pochwalić trzeba tylko dobrze poszukać tego w sobie:D Po powrocie do pracy nasze priorytety szybko się zmieniają więc kto wie jak będzie:)

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)