Nie moje dziecko


Siedzi na placu zabaw z czułością zerkając na swoją małą córeczkę. Kiedy ona się wywróci szybko podbiega, pomaga wstać i tuli do siebie. Ona sama zawsze uśmiechnięta i elegancka. Mama, która się nie złości tylko rozumie, bawi się z dzieckiem i jest dla niej, a nie obok. Idealny obrazek, który cieszy oko mnie siedzącej obok. Kiedy do piaskownicy wkracza drugie i zaczyna podbierać zabawki jej córeczce nagle jej wyraz twarzy się zmienia. Dziewczynka została z samą łopatka i próbuje odebrać swoje zabawki. Chłopiec nie chce zwrócić zdobytych skarbów. Jednym skokiem przy piaskownicy znajduje się ona i przez zęby syczy:



- Oddawaj te zabawki natychmiast.
- Nie.
- Bo zaraz ci je zabiorę! To nie Twoje!
- Ale ja chcę się pobawić.
- To sobie kup, oddaj jej to natychmiast, bo zaraz zobaczysz!

Chłopiec oddał zabawki, a mój idealny obrazek prysł jak bańka mydlana. 

Pojawia się na placu zabaw dosyć często i za każdym razem kiedy inne dziecko zrobi coś nie pomyśli jej córeczki zaczyna dosłownie na nie krzyczeć. Nie uznaje sprzeciwu i mam wrażenie, że nie miałaby żadnych oporów żeby uderzyć drugiego malucha po rękach. Kiedy usiadła obok mnie po jednej ze swoich sprzeczek i rzuciła:

- Widziała Pani jaki okropny gówniarz, pewnie by ukradł gdyby nie postraszyła go. 
- Okropna to jest Pani, jak można tak krzyczeć na małe dziecko i je straszyć?
- Słucham? 

Obrzuciła mnie spojrzenie i przesiadła się na drugą ławkę. 






Nie rozumiem jak można być tak czułym i kochającym wobec własnego dziecka i jednocześnie taką wiedźmą dla każdego innego małego człowieka na placu zabaw. Empatia wobec własnych dzieci jest dla nas bardzo łatwa, jednak co z dziećmi obcymi? Czy mamy prawo na nie krzyknąć, bo robią coś źle? Nie mamy prawa krzyczeć na nikogo, tym bardziej na małe dzieci! Są idealnym celem, bo tak łatwo można je nastraszyć, tak łatwo nam pokazać gdzie ich miejsce. A mnie aż trzęsie ze złości na złe traktowanie nie swoich pociech. 

Nigdy nie zwracałam na to większej uwagi i chyba dobrze. Im częściej przyglądam się dorosłym w miejscu zabaw dzieci tym bardziej jestem przerażona. Dorośli w stosunku do obcych dzieci potrafią być naprawdę bezwzględni i zachowywać się poniżej krytyki. Nie wiem skąd to się bierze, skąd ten brak empatii w stosunku do drugiego dziecka? Może to poczucie bezkarności i wielkiej władzy. W końcu maluch teoretycznie nic nam nie zrobi, co najwyżej popłacze się. Za każdym razem kiedy staję w obronie tego malucha agresor patrzy na mnie z oburzeniem. Ale wiecie co? Ja mam to w nosie, bo słabszym trzeba pomagać. Wiem, że świata nie uratuje, ale może pomogę choć jednemu maluchowi. 








Dzieci to małe, bezbronne istoty, więc proszę Was podchodźcie do nich z dużą dawką cierpliwości i uśmiechem na twarzy :) Szanujcie tych małych ludzi, bo oni też mają prawo się mylić i czegoś nie wiedzieć :)

Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)