Tęsknoty codzienne



Drzwi się zamykają i już go nie ma. Zdecydowaną większość naszego czasu spędzam sama z dziećmi. Tata dziecioli jest zazwyczaj w pracy. Podjęliśmy wspólnie taką decyzję, że ja będę wychowywać nasze dzieci, a on będzie pracował zawodowo. Uwielbiam ten wspólny rodzinny czas, kocham go jeszcze bardziej za to, że wziął na swoje barki taki ciężar. Dzięki niemu mogę być z dziećmi, patrzeć na ich codzienne postępy, na ich małe i wielkie radości, gadać o wszystkim i niczym, doceniać chwilę nigdzie się nie spiesząc. 

Jest także moja tęsknota. Choć widzę go codziennie tak naprawdę tylko się mijamy w natłoku codziennych obowiązków. Większość czasu spędzamy z dziećmi. Gabryś i Nela szaleją z tatą. Wieszają się na nim i nie chcą go puścić. One podobnie jak ja tęsknią za nim. Kiedy przychodzę po młodego, pierwsze pytanie które pada z jego ust to "a kiedy wróci tata?". Mówię mu, że zobaczy się z tatą rano i widzę te jego wielkie oczy przepełnione rozczarowaniem. Kilka chwil i wpada w wir zabawy jednak myśl o tatusiu przeplata się co chwilę. 





Jak wariatka czekam na jego wolne dni, poranki kiedy razem siadamy do stołu, wspólny czas taki najzwyczajniejszy pod słońcem. I choć kocham moje dzieci najbardziej pod słońcem czasami chciałabym porwać mojego męża i spędzić z nim kilka dni. Złapać się za rękę i pomaszerować przed siebie. Usiąść mu na kolanach i wtulić się w jego ramiona. Nie muszę nigdzie wyjeżdżać byleby z nim spędzić trochę czasu. Odkąd zostaliśmy rodzicami nasze wspólne życie skoncentrowało się na małych istotach...jednak dla siebie nadal byliśmy. Dzieci stały się centrum naszego świata, ale my jako małżeństwo z niego nie wypadliśmy. Nasza miłość zmienia się z rok na roku, ja pokochałam go jeszcze mocniej za to jakim jest ojcem. I choć czasami mam ochotę mocno go ochrzanić nie wyobrażam sobie życia bez niego. To z nim chcę trzymać się za rękę za te 30 lat kiedy będziemy już mieć siwe włosy na głowie :)

Nie cierpię kiedy nie ma go całe dni, w domu bez niego jest tak dziwnie pusto... To on jest moją ostoją i przyjacielem. To on zna mnie jak nikt inny i z nim chcę być codziennie. Dziś znowu wróci późną nocą. Dostanie ode mnie buziaka, a ja przytulę się do niego i pójdę spać. Już tak u nas jest, że nie umiem zasnąć kiedy jego nie ma obok :) A jutro? Jutro nastanie kolejny dzień...

Udostępnij:

Komentarze

3 komentarze:

  1. Jak bym czytala o nas. Brzdace uwielbiają tatę, gdy on ma pierwsze zniane, z ust Olusia co chwilke pada "tatuś juz jedzie?" , a kiedy orzekracza prog domu piskow radości nie ma końca, szybki obiad i musowo zabawa z nimi, a co on na to ? M mówi, ze jak wraca z pracy i z slyszy ta radość serce mu rośnie, gdy miał zly dzień w pracy, przestaje mieć on znaczenie, uwielbiają się, a ja czasami siedzę i tak patrzę na tą moja trojce i się wzruszam, ze sa tak wspaniali, ze tak bardzo się kochają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane, widać, że płynie to prosto z serca.
    Też to przerabialiśmy.. całe dnie w pracy...
    U nas koszmarne są weekendy, bo całe go nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  3. cieszę się że mamy taką pracę jaką mamy, bo staram się chwytać każdą wspólną chwilę garściami i jak najwięcej, a dzięki temu że razem pracujemy mamy ich dużo więcej niż inni. Choć zdarza nam sie też po kilka dni praktycznie nie widywać, ale na szczęście tylko w sezonie i nie na długo. Mój mąż tak jak Twój dla Ciebie jest tym jedynym i prawdziwym, tym czego mi było trzeba do pełni szczęścia (nie wspominam tu o dziecku bo to chyba oczywiste;)) pozdrawiam Ilona

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)