Wózek kontra komunikacja


Komunikacja miejska zawsze była moim sprzymierzeńcem. Przeczytałam w niej tysiąc książek, a do tego nawiązałam kilka ciekawych znajomości :) Do tego stopnia lubiłam podróżować środkami transportu miejskiego, że nigdy nie zrobiłam sobie prawa jazdy. Wiem, wiem - wstyd się przyznać :) Sytuacja diametralnie się zmieniła kiedy zaczęłam podróżować z wózkiem. Czy nikt nie pomyślałam o młodych rodzicach? Jest nas naprawdę sporo! Jak się jednak okazuje ZTM ma nas głęboko w poważaniu i mam wrażenie, że nie za bardzo chce wyjść naprzeciw.

Wczoraj po raz kolejny miałam niewątpliwą przyjemność skorzystać z uroków podróży autobusem. Wszystko układało się idealnie do czasu powrotu. Po przejściu kilku kilometrów Nelka słodko spała, a ja z koleżanką ruszyłyśmy drogę powrotną. Każda z nas ma starszaka do odebrania z placówki oświatowej, więc czas ma znaczenie. Mam nieodparte wrażenie, że Warszawa to obecnie jeden wielki plac budowy. Co chwila następują zmiany w trasach komunikacji, więc jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony. Przed każdą wycieczką wchodzę na stronę i sprawdzam. Jednak ZTM dba o moją rozrywkę i kiedy dochodzę do przystanku czeka mnie niespodzianka - przystanek zniknął. Czy David Copperfeld był tu przede mną? :)







Kobiety jednak to zaradne bestie, więc wtoczyłyśmy się na górkę i podjeżdżając znowu otrzymałyśmy mały gratis. Brak jakichkolwiek zjazdów, a winda? Winda jest, ale nie działa, bo po co? Wyjście numer 1 to dźwiganie wózka ze śpiącym dzieckiem - mój kręgosłup już krzyczy "nieee rób mi tego , nieee!". Wyjście numer 2 to  zjazd bez trzymanki ze stromej górki. Zostałyśmy bohaterkami na własnym podwórku, trampki lekko przykurzone, ale brak złamań i stłuczeń. Jest sukces! Jeszcze tylko przejazd autobusem, przesiadka i kolejna podróż.

Efekt jest taki, że do domu wróciłam po 1,5 godzinie. Bilans jednak mamy zdecydowanie na plus - młoda nauczyła się piosenki o autobusie, poznałam przeuroczą starszą panią i zgubiłam mnóstwo kalorii i przede wszystkim spędziłam cudowne popołudnie w przemiłym towarzystwie. Ewa Ch. może być ze mnie duma! A Ty drogi ZTM weź się do roboty, bo robienie z mam wózkowych idiotek to cios poniżej pasa!



Udostępnij:

Komentarze

3 komentarze:

  1. Znikające przystanki to kiepska sprawa :) Świetne zdjęcia, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O taaak, kochałam w Warszawie te wiecznie rozkopane drogi! Jeden wielki plac budowy, dokładnie! Odkąd wróciłam do Rzeszowa, zastanawiam się tylko jak to będzie, kiedy urodzę i będę musiała się wybrać z Małym do lekarza (mam prawko, ale brak mi auta). Ciekawe jak długo wytrzymam bez zakupu samochodu? Pocieszam się myślą, że do naszej przychodni będę mogła podejść spacerkiem... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja podziwiam podróżujących z wózkiem. Wybrałam się raz, prawie wpadłam między autobus a super hiper przystosowany peron :/ (mind the gap, nie ma co). Póki co zostaję przy chuście ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)