Daj mi poznać świat


Nigdy nie należałam do tych bojących się wszystkiego, a wręcz przeciwnie - lubiłam udowodnić, że się da. Nie ważne było starte kolano czy szrama na pół nogi. Bawiłam się przy tym doskonale i byłam jedyną dziewczyną, z którą chłopcy chętnie bawili się w podchody :) Jest jednak druga strona medalu. Oto ja odwieczna łobuziara zostałam mamą i kiedy tak sobie pomyślę co ja wyczyniłam najchętniej zamknęłabym dzieci na 4 spusty. Niech siedzą w domu z daleka od tego pełnego niebezpieczeństw świata!

Patrzę na nich i widzę, że są spragnieni nowych doświadczeń, każda jedna nasza dalsza lub bliższa wyprawa wprowadza ich w stan euforii. Chodź zupełnie inaczej reagują na nieznane obydwoje daliby się pokroić w zamian za przygody :) Gabinowski to typ dziecka ostrożnego. Nie boję się kiedy idzie po mostku bo wiem, że bezpiecznie przemaszeruje środkiem, nie podejdzie do zwierząt których nie zna, nie porozmawia z nieznajomym. Nela to moja kserokopia. Nieważne, że woda sięga jej do brody, brnie dalej, zaprzyjaźnia się z każdym napotkanym żyjątkiem począwszy od pająka, a skończywszy na wielkim nowofunlandzie. Nieposkromiona złośnica, która musi sama poczuć żeby wydać werdykt. Dzięki temu, że są tak bardzo różnią się doskonale się uzupełniają i wzajemnie pokonują dzielące ich bariery.

Ja podczas naszych wojaży zdecydowaną większość czasu spędzam w roli obserwatora. Uwielbiam na nich patrzeć, kiedy wspólnie odkrywają nowe oblicza matki natury :) Odnalezione mrowisko stanowi dla nich pewnie tyle co dla Kopernika fakt, że Ziemia krąży wokół Słońca :) Cieszą się najmniejszą pierdółką, na którą zdecydowana większość z nas nawet nie zwróciłaby uwagi. Właśnie teraz odkrywają świat, który ich otacza. Dlatego też nie mam zamiaru zabraniać tego aby się pobrudzili, przedarli spodnie podczas pogoni za motylem czy zmoczyli buty, kiedy jakiś skarb pływa w wodzie :) To tylko rzeczy materiale, a wrażenia i emocje nie mają żadnej ceny :)





















Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Oszalałam na punkcie zdjęć w tych kolanówkach i z wiewiórką! REWELACJA!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiewióra wymiata ;)
    przyznam że jak pomyślę o zabawach naszej osiedlowej paczki to skóra cierpnie np. jak chodziliśmy z piwnicy na czwarte piętro między schodami na klatce.. była taka dziura z góry na dół, wspinaliśmy się, super zabawa, ale jakby się tak któremuś noga poślizgnęła to leeeeeciii brrrrr...z drugiej strony, z dzieciństwa mam piękne wspomnienia ;)
    ogólnie dzieciakom pozwalam na penetrowanie przyrody ;) ale jednocześnie bacznie obserwuję, nie latają w samopas jak kiedyś ja ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale czad z ta wiewiora!! Moja Inka raczej w stylu Twojej cory. Nie straszne jej nic. Ja probuje wrzucic na luz, ale przyznaje, nie zawsze mi to wychodzi. Staram sie jednak sobie przypomniec to dzieciece zdziwienie kazda nowa rzecza, te naiwnosc, dzieki ktorej swiat jest rozowy. Oby dziecinstwo trwalo jak najdluzej!! Pozdrawiam. (Swietne podkolanowy.)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)