Nie wychowuj pierdoły!


Na rowerku jedzie blondynek. Ma około 2 lat i cieszy się całym sobą mknąc przed siebie :) Włos rozwiany i zasuwa i wszystko byłoby idealnie gdyby nie mama. Biegnie obok niego krzycząc: "uważaj, pomalutku". Chłopiec odrobinę zwalnia i widzę, że traci ochotę na "szaloną" przejażdżkę. Mama nie oddala się od niego nawet na metr. To jej mały synek, który może spaść z 4 - kołowego rowerka i dotknąć rączką leżącego na ziemi kamyka. Nie, ona stanowi jego mur ochronny, zawsze i wszędzie aż chłopczyk dorośnie stając się już całkiem sporą ciamajdą uzależnioną od swojej mamusi. Ona się zdziwi, przecież chciała go chronić! No cóż we wszystkim musimy kierować się zdrowym rozsądkiem. Spadek z małego rowerka boli dużo mniej niż świadomość chłopca w szkole podstawowej, że bez mamusi to on sobie raczej nie poradzi!



Miłość do dziecka jest wyjątkowa i jest jednym z najsilniejszych uczuć jakie w życiu doznałam. Dla dzieci jesteśmy w stanie zrobić tak wiele, że czasami sami jesteśmy zdziwieni mocą naszego uczucia. Niestety często ta miłość powoduje, że zamiast być przy dziecku i towarzyszyć mu w poznaniu świata my zaczynamy robić wszystko za nie. Chronimy je przed matką naturą - bo kałuże są takie mokre, błotem można się pobrudzić, a do pisaku też nie ma co wchodzić, bo to siedlisko zarazków. 

Dzieci rosną, a my nadal we wszystkim je wyręczamy. W końcu poprosić 3 latka, żeby posprzątał po sobie zabawki to wielki nietakt ze strony rodzica. Dzieci w niczym nie pomagają, bo mogą sobie zrobić krzywdę, zresztą samemu zrobimy lepiej i szybciej. Kiedy nagle nasze dziecko na imprezie u znajomych nie chce się bawić z innymi dziećmi tylko siedzi przy nas i trzyma się maminych spodni jesteśmy wielce zdziwieni? A tak naprawdę w tym momencie powinniście pogratulować sami sobie! Cel został osiągnięty - nasze dziecko jest w pełni od nas uzależnione, więc potencjalna krzywda raczej się nie wydarzy... Ups z małym wyjątkiem tym emocjonalno - poznawczym. 

5-cio latek, który sam nie zje obiadu, bo mamusia go wyręczy, 4-ro latek, który sam się nie ubierze ,bo mamusia mu pomoże, 3-rzy latek, który nadal ma krojone kanapeczki. Co chwila słyszę jak to jej maleńki synek czy córeczka nadal nie może umyć sama zębów, bo... Tysiące wymówek i już sama się zastanawiam czy to ja przeginam, bo Gabinowski już w większości jest samoobsługowy? Chcę aby moje dziecko umiało samo żyć, bo nikt nie może tego robić za nas!

Stosując barierę, chodź raczej powinnam napisać olbrzymi mur ochronny, wydając tysiąc zakazów i nakazów każdego jednego dnia, zaczynamy zabijać w naszym dziecku chęć poznania świata. Powoli je wycofujemy z życia i robimy mu tym bardzo dużą krzywdę. Jeżeli nasz maluch zje garść piasku czy rozwali kolano to naprawdę nic strasznego się nie stanie. Pozna kawałek otaczającego go świata. Dajmy żyć naszym dzieciom, bo w przeciwnym razie wychowamy nasz największy skarb na ciamajdę życiową, która sama nie zrobi kompletnie nic. Chyba nie chcecie do 30-stki robić dzieciom prania i gotować obiadów. Spójrzcie na swoje "maleńkie" dzieci i zastanówcie się ile rzeczy są w stanie zrobić same. Czy naprawdę musicie je we wszystkim wyręczać?

Udostępnij:

Komentarze

5 komentarze:

  1. Ja to nazywam małpią miłością. Ta domena nie jest tylko domeną mamuś ale i babć. Rzeczone Panie uważają że ich dziecko jest najlepsze, najzdolniejsze, same naj i same och i ach i nie ważne że wisi nawet jako dorosły na spódnicy. A już nie daj Boże powiedzieć na takiego leminga słowo krytyki - oczy wydrapie. Znam jedną babcię która w swojej małpiej miłości potrafi głaskać swojego wnunia (23 letni byk) po nuzi i mówić o nim moja sierotka. A to nie sierotka tylko zwykły pizduś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam sie w 100% z samodzielnością, ale z całym tekstem już nie. Od początku wychowuję syna w duchu samodzielności (z reszta również wg metody montessori), mimo to nie znam bardziej nieśmiałego i niestety pierdołowatego dziecka niż moje. W domu oczywiście hojrak, na zewnątrz trzyma się przysłowiowej spódnicy. Z kolei sąsiadka wychowuje dzieci w reżimie "o matko jedyna... nie tak szybko, nie skacz, nie biegaj, nie dotykaj, nie wąchaj..." a jej dzieci są mimo to niezwykle samodzielne. Nie przejmują się jej gadaniem i robią co chcą. Nie rozumiem zatem systemu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta ogromne znaczenie ma też osobowość malucha:) Każde dziecko ma etap "wstydziocha". Chocdzi mi przede wszystkim o tą dalszą przyszłość naszych dzieci, chwile kiedy zostaną bez nas np. w szkole.

      Usuń
  3. Jak ja nienawidzę takiego zachowania mam( może jak nią będę to zrozumiem). Najgorsze jest to jak wyrośnie taki mężczyzna i mając 30 lat to pierdoła i jeszcze tym wieku mamusia go karmi, sprząta , prasuje. Masakra!
    Na szczęście moja mama uważała na nas ale nie przesadnie. Często miałam zdarte kolana czy siniaki - przecież to jest właśnie dzieciństwo . Dziecko się uczy poprzez takie zachowanie. Fajny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy trzecim i kolejnym jak cos się stanie to patrzysz tylko czy oddycha i kontaktuje. Jesli tak - to nic mu nie jest ;) Co do samodzielności, to w wielodzietnej rodzinie nie ma czasu na roztkliwianie się - chcesz być ubrany, to się ubierz, bo rodzeństwo fantastycznie się bawi. Najwazniejsza jest dobra motywacja :)
    Fajny wpis, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)