Przepraszam... chyba jednak nie



Pierwszy łyk kawy i słyszę rozmowę dziecioli. Z każdym słowem decybele zwiększają się i czuję w kościach, że za moment dojdzie do spięcia. Właśnie w tej chwili słyszę krzyk, pisk i płacz. Nelka przybiega do mnie i pokazuje miejsce w które Gabin ją uszczypnął. Łzy ciekną jej ciurkiem po policzku, więc sadzam ją na kolanie przytulam i uspokajam. Wołam Gabina i sadzam go sobie na drugim kolanie. Tłumaczę, pytam i nie oceniam. Na koniec rozmowy należałoby aby Gabinowski przeprosił siostrę? I tu Was zaskoczę - nie uczę ich słowa "przepraszam". Chcę aby wiedzieli czego nie można robić drugiej osobie. Jednak nie chcę aby poczuli, że jedno słowo może usprawiedliwić wszystko! Przepraszam ma wyjść od dziecka z potrzeby serca, a nie z przyzwyczajenia wyuczonego przez rodzica.

Kiedy kilka lat temu debiutowałam na placu zabaw nauczyłam Gabrysia, że słowo "przepraszam" załatwia wszystko. Sypnął na dziecko piaskiem, popchnął, wyrwał zabawkę, odklepane przepraszam i bawimy się dalej. Sytuacja nie ulegała zmianie i za każdym razem miałam wrażenie, że na placu zabaw przerabiam mój osobisty "dzień świstaka". Pewnego dnia Gabin spojrzał na mnie swoimi wielkim oczami i oznajmił mi, że on nie chce przepraszać. W mojej głowie zapaliła się lampka i zaczęłam zastanawiać się o co chodzi.

To mój syn uświadomił mi, że popełniam straszną głupotę. Nie pokazuje mu emocji drugiej osoby, nie tłumaczę dlaczego, a używam 'złotego środka", który okazał się takowym nie być. Kiedy Nelka zaczęła udzielać się towarzysko zmieniłam swoje podejście. Uświadamiam ją, że sypiąc pisakiem na drugie dziecko robi mu przykrość. Kiedy piasek wpadnie do oka robi w ten sposób drugiej osobie krzywdę i sprawia ból. Pytam ją czy sama lubi kiedy piasek wpada jej do buzi? Odpowiedź jej oczywista "nie". Widzę jak się skupia i myśli co zrobić? Dziś kiedy obsypała tym nieszczęsnym piaskiem chłopca usiadła obok mnie na ławce. Na przeciwko niej smutny chłopczyk. Powiedziałam jej, że to było niemiłe i chłopcu jest przykro. Nelka spojrzała na mnie i powiedziała, że jej jest też przykro. Ona już nie będzie tego robić, podeszła do chłopca i go przeprosiła. Zrobiła to sama z siebie! Mnie rozpiera duma i wiem, że ona doskonale rozumie moc słowa przepraszam :)

Nie chcę zmuszać moich dzieci do przeprosin. Chcę aby poczuły, że zachowały się źle i przeprosiły właśnie dlatego, że tak czują, a nie "bo powinny". Kiedy słyszę jak rodzic zmusza dziecko do przeprosin i słyszę rzucone z pogardą słowa mam wrażenie, że zamiast rzeczywiście chcieć naprawić daną sytuację maluch w ten sposób odpowiednio intonując te magiczne słowo pokazuje co naprawdę ma na myśli. Właśnie dlatego rozmawiam o tym co się stało, a to dzieciole wyciągają wnioski i mówią to co czują.

P.s. Gabin po uszczypnięciu Nelki powiedział jej, że jest mu bardzo przykro, bo emocje go poniosły. Pocałował ją w zaczerwienione miejsce i obiecał, że już będzie ok :)
















Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Super! Dzięki Ci za tego posta   Mam właśnie ostatnio problem z synkiem, który czasem przeprosi, czasem nie, i właśnie próbowaliśmy go czasem przymusić jakby do tych przeprosin... Czułam wtedy jakiś hamulec w sobie, że nie powinnam wymagać od niego rzucenia tego "magicznego słowa" na chama, na siłę, z drugiej strony wiedziałam, że jakoś zareagować muszę, bo przykrość zrobił... To, co napisałaś, to właściwie wyartykułowanie tego, co czułam intuicyjnie. A skoro działa - nie mam już oporów, nie boję się działać podobnie :) Z brakiem przymuszania (bo co z tego, że to słowo powie, skoro nic za tym nie pójdzie), ale z tłumaczeniem :)

    Dziękuję raz jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądre podejście. Zauwazyłem, że u moich dzieciaków też działa stawianie sprawy w ten sposób - "czy czułbyś się dobrze, gdyby to ktoś Tobie tak zrobił". To trochę bardziej wymagająca droga, niż uczenie samego przepraszam, ale ostatecznie dużo bardziej wartościowa - bo uczy empatii. Żeby jeszcze tylko dało się w ten sposób uniknąć wszystkich kolejnych kłótni... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje. Niby to takie oczywiste, albo dopiero Ty mi przemiwilas do rozumu. Lekcja wyuczona.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)