Daj buziaka


Kiedy pojawia się wśród nas mały człowiek mamy ochotę tylko go całować, głaskać i przytulać! Małe cudne ciałko aż samo się prosi o masę czułości i bliskość! Nie byłam wyjątkiem i całowałam moje dzieci po brzuszku, stopkach, noskach i policzkach. Codziennie kiedy śpią cmokam ich w czoło i rączki. Dorastają, ale nasza bliskość i tym samym buziaki nie ulatniają się. Jest nawet wręcz przeciwnie - dzieciole same domagają się przytulania i głaskania :)

Bliskość to jeden z głównych filarów naszego wychowania. Pokazuje w ten sposób dzieciom jak bardzo są dla nas ważne, kocham ich i uwielbiam te chwile kiedy możemy się przytulić i dać sobie buziaka. I może nie byłoby w tym nic dziwnego gdybym ostatnio nie została uświadomiona, że całowanie własnego dziecka  w usta jest naganne. Bo dzieci nie powinno się całować w usta i koniec! Zaczęłam się nad tym zastanawiać i wiecie co? Według mnie to wybór dziecka i jego rodzica! Jeżeli obydwoje wyrażają na to chęci i lubią dostawać buziaki to czemu ktokolwiek miałby widzieć w tym coś niestosowanego?

Kiedy Nelka wskakuje mi na kolana łapie moją twarz swoimi rączkami i całuje mnie uroczo orzekając "kocham Cię mamuś jak cały świat" ja czuję się najszczęśliwszą osobą na świecie! Buziak z rodzicem nigdy nie będzie niestosowany czy paskudny. Jeżeli tak uważasz to przepraszam, ale to Twój indywidualny problem. Wymiana zarazków, serio? Kiedy masz w domu małe dziecko, które większość rzeczy smakuje chyba zdajesz sobie sprawę, że taki buziak naprawdę nie stanowi zagrożenia. Zachowuję higienę osobistą podobnie jak dzieciole, więc przez te kilka lat nic nam się nie stało :)

Granice postawiałam, a tak naprawdę postawiły ją same dzieciole. Całusy w usta są przeznaczone tylko dla domowników :) Nie zmuszam moich dzieci do bliskości z nikim. Nieważne, że babcia czy nawet ja sama mam ochotę na przytulanie czy buziaki.Jeżeli dzieci nie mają ochoty to nie przekraczam ich granic. Szanuję ich potrzeby i uczucia. Nie mam zamiaru pozwalać aby ktokolwiek je przekraczał. Sama się wzdrygam na wspomnienie upierdliwych cioteczek, które koniecznie chciały mnie wycałować i uszczypnąć w policzek. Swoją drogą gdyby ktoś dziś "tarmosił" policzki moich dzieci chyba sama bym go potraktowała w ten sposób! To naprawdę był koszmar!

Kiedy przyjdzie ten moment, że dzieci poczują ,że pocałunki to coś złego i ostentacyjnie zaczną wycierać się rękawami po każdym buziaku najzwyczajniej przestanę. Uronię przy tym pewnie nie jedną łzę, ale wiem, że zmuszanie dzieci do okazywania uczuć poprzez bliskość może tylko spowodować, że nigdy dobrowolnie nie będą chciały znowu się do nas przytulić.

Buziaki będą miały u nas miejsce dopóki dwóm stronom będzie to sprawiało radość :) No to cmok!

Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

  1. i to jest zdrowe podejście, godne pochwały. U nas też buziaki są, i będą! I to tak długo, dopóki obie strony będą miały na to ochotę.
    Z resztą.. my "łamiemy wiele granic":P i nikt nikomu do tego.. nasza sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)