Czy dziecko jest Twoją własnością?


Czy możemy traktować własne dziecko jak naszą własność? Czy dzieci do pewnego wieku nie mają prawa głosu, bo one są nasze i mają robić to co my - rodzice uważamy za słuszne? 
 Zawsze byłam przekonana, że dzieci stanowią osobny byt. Z pewnością nie samodzielny, zwłaszcza na początku, jednak rodzice mają stanowić ster, który zawsze będzie starał się ominąć niebezpieczeństwo. 



Codziennie widzę relacje pomiędzy dziećmi, a ich opiekunami podczas przedszkolnych pobytów w szatni. Ku mojemu zaskoczeniu najważniejszym pytaniem jest "co było na obiad?" lub inne równie ważne kwestie kulinarne. Czy to naprawdę takie ważne co dziecko dziś zjadło? A może tylko ja jestem taką ignorantką, że nie pytam o posiłki tylko zwyczajnie "jak ci minął dzień kochanie?". Chcę aby moje dzieci mogły opowiadać o tym co jest ważne dla nich. Nieraz rzeczywiście słyszę o jakimś posiłku, jednak widzę przedszkole oczami mojego dziecka i to jest dla mnie najważniejsze. 

Czasami mam wrażenie, że ludzie traktują dzieci jak swoją własność. A to nie powinno mieć racji bytu. Każdy z nas jest indywidualną jednostką mającą prawo stanowić o sobie. Oczywiście my jako rodzice mamy prawo wychowywać dzieci i dbać o nie, a tym samym nie zgadzać się ze wszystkim pomysłami naszych dzieci. Jednak kiedy słyszę, że dziecko dostało, bo według rodzica "mu się należało" i ktokolwiek ośmieli się zwrócić uwagę w ripoście słyszymy "to moje dziecko i mogę robić co chcę". Bzdura! Nie możesz, nikt nie ma prawa naruszać cielesności drugiej osoby, a tym bardziej takiej bezbronnej, jaką jest małe dziecko.

Traktujemy dzieci jak własność i w efekcie wychowujemy ich na posłuszne marionetki, które mają robić to co wymyślimy. A co się stanie kiedy nasze małe dzieci nagle dorosną? Nikt im nie przełączy guzika włączając tryb "teraz już decydujesz o sobie". Nie wychowujmy ludzi, którzy nie będą mieli własnego zdania. Będą przyjmować nasze polecenia, bo inaczej dosięgnie ich "ręka sprawiedliwośći".

Śmiejesz się ze mnie kiedy pytam moje dzieci o wszystko? W końcu to ja jestem dorosła i to ja mam wydawać polecenia. A ja uśmiecham się do Ciebie i uwierz mi, że warto traktować dzieci jak ludzi. To wszystko będzie miało odbicie w niedalekiej przyszłości. Nie chcę wychowac ich na grzecznych, bojących się wyrazić ludzi "bo nie wypada". Dzieci nie są moją własnością i wychowuję ich dla nich samych i ich lepszego życia.
















Udostępnij:

Komentarze

5 komentarze:

  1. Co dziś było na obiad? a zaraz potem: a byłeś grzeczny? Też o to nie pytam, też rozmawiam z dziećmi. Mają prawo wyboru, mają prawo wyrażenia własnego zdania. Wiem, że to dobra droga. Dzieciaki wyrastają na odważnych, nie bojących się pytać ludzi. Czasem jedynie usłyszę:" bo On za dużo dyskutuje" - mowa o najstarszym w szkole ;). A niech dyskutuje, skoro uważa że to jest w tej chwili potrzebne ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem fanką dzieci dużo dyskutujących...:D

      Usuń
  2. A co jest złego w pytaniu "co dziś było na obiad"? Moje nieśmiałe dziecko (5 lat) na pytanie "jak Ci minął dzień Kochanie?" nie odpowie nic. Muszę jej zadać konkretne pytania, żeby się cokolwiek dowiedzieć i akurat to o obiedzie jest jednym z wielu. A Ci rodzice, którzy w szatni pytają o obiad, może później rozmawiają z dziećmi na inne tematy. Co do całości tematu to ostatnio ku zdziwieniu wszystkich pozwoliłam córce samej zdecydować, czy zgadza się na sprawdzanie czystości głowy w szkole, no i ja jako jedyna podpisałam listę w rubryce "nie wyrażam zgody"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulinka ale nieśmiała jest w stosunku do Ciebie? Dla mnie to co dziecko jadło nie jest najważniejsze, spotykając się ze znajomymi też nigdy nie pytam o jedzenie tylko co u nich słychać:) Nie twierdzę, że rodziców interesują tylko posiłki ale dziwi mnie niezmiernie, że właśnie to pytanie pada jako pierwsze i niestety tak jak napisała Marta chwilę później "Czy byłeś grzeczny" a później koniec konwersacji.

      Usuń
    2. No tak, jest nieśmiała również w stosunku do mnie, choć na pewno w mniejszym stopniu niż do innych ludzi np dalszej rodziny czy nauczycielki lub dzieci w szkole. Na pytania często odpowiada "nie wiem" albo "nie mogę powiedzieć", więc to pytanie co było na obiad nie ma na celu tylko uzyskania informacji co dziecko jadło (choć czasami jest to ważne, bo niektóre rzeczy są dla niej nie do przełknięcia i chcę żeby wiedziała, że jak coś jej nie smakuje to nie musi tego jeść), ale jest to wstępem do dalszej rozmowy. Czasem sama powie z kim siedziała przy stoliku, kogo z dzieci lubi bardziej, kogo mniej, że wracając ze stołówki do sali spotkała brata i przybiła mu pionę i nianię, która poprawiła jej włosy, które wpadały jej do oczu - to są ważne dla niej sprawy a nie powiedziała by mi o nich, gdybym nie zapytała się co było na obiad. Więc widzisz, pozory mogą czasem mylić, każde dziecko jest inne i chyba każdy rodzic najlepiej wie, jak rozmawiać z własnym dzieckiem. Z resztą ja z dzieckiem rozmawiam w domu lub na spacerze a nie w szatni. Czy ludzie traktują dzieci jak swoją własność? - nie wiem i w sumie w to nie wnikam, bo to nie moja sprawa. Byłam kiedyś świadkiem sytuacji, kiedy mama z dzieckiem wysiadła z autobusu i trochę tym dzieckiem szarpnęła. Pewna starsza pani podniosła alarm na całe osiedle, że nie można tak dziecka traktować, że to nie jest jej własność itp. Tylko ta pani nie jechała tym autobusem i nie widziała jak te dziecko się zachowywało a testowało cierpliwość matki na maxa i naprawdę podziwiam tę mamę, że była tak opanowana i "tylko" szarpnęła wyrywającym się i wrzeszczącym dzieckiem.

      Usuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)