Równouprawnienie w rodzeństwie


Pamiętam jak cale wakacje spędzałam u cioci w małym miasteczku. W domu było nas wówczas sześcioro z stosunkowo małą różnicą wiekową :) Ku swojej radości łapałam się do starszyzny, a wiecie jak bywa z najstarszymi :) Rzeczy zakazane w większości stały przed nami otworem. Oczywiście po cichutku i w wielkiej tajemnicy, ale najważniejsze, że cel osiągnięty :) Nie wszystko jednak jest tak fantastyczne, kiedy jest się najstarszą z rodzeństwa...

Kiedy tylko słyszałam "daj jej to, zabierz ją, ustąp jej, o jest młodsza" miałam ochotę krzyczeć ze złości. W oczach zbuntowanej siedmiolatki takie słowa to okrutny żart. Cokolwiek chciało młodsze rodzeństwo zazwyczaj miało, bo jest młodsze. Dla świętego spokoju dorosłego należało ustąpić. Byłam zła przede wszystkim na moje siostry cioteczne. Choć tak naprawdę one większości nie rozumiały. Ot logika siedmiolatki.

Teraz kiedy sama jestem mamą dwójki doskonale wiem czemu tak często słyszałam "ona jest młodsza". To doskonały argument dosłownie na wszystko, złoty środek dorosłych na rozwiązanie większości waśni i sporów dzieci. Jest na wyciągnięcie ręki jednak nie użyję go nigdy! Nie cierpię dróg na skróty w wychowaniu dziecioli, a tak właśnie jest w tym wypadku. Chcę aby obydwoje byli traktowani na tym samym poziomie. Ani wiek, ani płeć nie ma tu większego znaczenia. Argument, że ktoś jest młodszy na mnie nie działa.

Kiedy Gabinowski po raz pierwszy usłyszał, że to on powinien dzielić się z siostrą zabawkami, bo ona jest młodsza posłuchał się i ze smutkiem spuścił głowę. Widziałam, że nie rozumie dlaczego musiał oddać zabawkę. Siedziałam obok i widziałam jego bezradność. Podeszłam do dziecioli i poprosiłam Nelę o zabawkę i oddała bez problemu. Sytuacja miała miejsce ponad rok temu i Gabinowski doświadczył jej od całkiem obcej osoby, nie gdzie indziej jak na publicznym placu zabaw. Kilka tygodni później ponownie usłyszał, że powinien się podzielić autem, bo chłopiec jest młodszy. Gabin cicho odparł, że to jego zabawki i on nie chce się podzielić ,ale może się wymienić. Wiecie co usłyszał, że nieładnie być samolubem! Nie wtrącam się w relację z innym dziećmi, ale nie toleruje obrażania mojego dziecka przez nadgorliwe babcie, które wszystko wiedzą najlepiej. Podeszłam do młodego i z wielkim uśmiechem na ustach powiedziałam pani, że samolubne jest branie od innego dziecka zabawek nie mając nic na wymianę. Pani obrażona odeszła.

Co to za argument, że rodzeństwo lub inne dzieci są młodsze. Czy starszaki mają być pokrzywdzone i zawsze ustępować, bo tak należy? Mogę go postawić na równoważni z tekstem "jesteś straszy i mądrzejszy". Dzieciole wiedzą, że wiek nie jest przepustką do uzyskania lepszych zabawek, bajki czy dostępu do elektroniki. Zdecydowanie jestem za równouprawnieniem w rodzeństwie i patrząc na dzieciole widzę, że to im służy :)

















Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

  1. Zgadzam się z Tobą w 100 % :) Do mnie wiele razy mówiono w dzieciństwie, że jestem starsza i muszę ustąpić siostrze i zawsze czułam, że to straszna niesprawiedliwość, więc do dzieci nie powiedziałam tak nigdy, ale synek usłyszał to kiedyś od mojego taty, więc musiałam uświadomić dziadka, że u nas są inne zasady niż kiedyś w moim rodzinnym domu.

    OdpowiedzUsuń
  2. jak bylam mała, to ciągle słyszałam, że mam się wszytskim dzielić, zeby nikt nie posądził mnie o samolubną jedynaczkę :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)