Reklama, a dziecko


Moc reklamy jest ogromna, zwłaszcza w przypadku dzieci. Podczas seansu ulubionych bajek nagle na ekranie telewizora pojawia się grupa radosnych dzieciaków wcinających "pyszne" czekoladowe płatki lub bawiących się odlotową zabawką. Ekran aż bije nas po oczach kolorami, a dziecko jak zahipnotyzowane przygląda się reklamowanym produktom. Telewizja ma moc! A reklamy w magiczny sposób kodują nasze dzieci do tego stopnia, że podczas zakupów najczęściej właśnie te produkty, które widzieliśmy w reklamie dziwnym trafem trafiają do naszego koszyka. Czy da się dziecku w miarę bezboleśnie wytłumaczyć, że telewizja to nie autorytet tylko chwilowi sprzedawcy marzeń?



Gabinowski zawsze były indywidualistą. W przeciwieństwie do większości dzieciaków nie miał potrzeby noszenia tylko kolorowanych bluzek z nadrukami z ulubionych bajek. Posiadał swoje ulubione grupy zabawek i reklamy nie wpływały na jego gust. Myślałam, że nam to nie grozi :) Człowiek jednak całe życie się uczy :)
 Dzieciole każdego dnia mają swój czas na bajkę. Z racji zbliżających się Świąt blok reklamowy na kanałach dla dzieci dziwnie się rozciągnął i calutki jest nafaszerowany pokazem fantastycznych nowych zabawek. Pociągi, które przeskakują doliny, lalki będące Twoimi najlepszymi przyjaciółkami, pieski, które spowodują, że już nigdy się nie będziesz nudzić. Tam jest absolutnie wszystko - spełnienie dziecięcych marzeń na wyciągnięcie ręki.

List do Mikołaja został już dawno wysłany, więc kiedy usłyszałam małe zmiany w potrzebach prezentowych postanowiłam porozmawiać z dzieciolami. Okazało się, że moc reklamy zadziałała. Chcieli nowe zabawki bo.. .tu nastąpiło wyliczanie reklamowych kitów. Najlepszym rozwiązaniem wydawało mi się zaprezentowanie tych "cudów"na żywo. Wiem, że istniało ryzyko dramatu w sklepie, ale dzieciole zazwyczaj stosują się do naszych wcześniejszych ustaleń :)

Kiedy Gabinowski zobaczył swój nowy wymarzony zestaw Lego szybko ochłonął. W zestawie nie było wody, a klocki wyglądały jak "zwykłe" lego. Szybko doszedł do wniosku, że woli pierwotnie zamówiony prezent :) Z Nelką wycieczka była trochę dłuższa i bardziej skomplikowana, ale uwaga, uwaga dzieci zrozumiały, że to co pokazuje telewizja nie zawsze ma odbicie w rzeczywistości.

Początkowo rozczarowane wyszły ze sklepu. Osiągnęłam zamierzony cel pozwalając aby same zmierzyły się z rzeczywistością. Od tego czasu minął ponad tydzień i o dziwo blok reklamowy stracił swoją moc. Słyszę tylko głos oburzenia, że oni chcą smerfy i reklamy mają się skończyć.
 Swoją drogą do dnia dzisiejszego pamiętam swoje rozczarowanie kiedy po raz pierwszy zjadłam milky way-a i ni cholery nie miałam tej siły sprawiającej, że skacząc dosięgnę gwiazd :)

Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

  1. Reklama totalnie ogłupia. Widzę swoje dzieci, które na reklamy wszelakie wołają: a kupisz mi to? a to? a to?...znam je i wiem, że wiele z tych rzeczy trafiłoby natychmiast do kąta, ale gdy reklama trwa - pragną i tego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami dzieci chcą a rodziców nie stać...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)