Jak pies z kotem, czyli jak przetrwać kłótnie rodzeństwa


Każdy z nas kto posiada rodzeństwo wie jak wygląda rzeczywistość mamy posiadających więcej niż jedno dziecko w domu. Za sobą poszliby w ogień, ale kiedy zaczyna się awantura nie ma mocnych. Ciężka artyleria zostanie wytoczona i niech wygra najsilniejszy, najsprytniejszy czy może najgłośniejszy. Dzień bez kłótni jest dniem stracony - właśnie tak ostatnio jest w naszych czterech ścianach. Czy istniej jakiś cudowny sposób na zażegnanie chociaż części sporów? Czy to kolejny etap rozwoju emocjonalnego u rodzeństwa?

Bawią się w swoim pokoju, słyszę ich rozmowę i nagle krzyk. Jedno z nich zrobiło coś strasznego. Ton coraz głośniejszy, pisk Nelki, krzyk Gabina. Kieruję swoje kroki do pokoju i widzę, że za chwilę dojdzie do eksplozji. Sama moja obecność odrobinę ich wycisza. Właśnie w tym momencie Nela bierze koszyk ze straganu i z uśmiechem na ustach orzeka, że ona nie będzie już u niego robić zakupów. Foch! Każde idzie w swoją stronę. O co poszło? Gabin nie chciał sprzedać Neli truskawki tylko maliny. Sami rozumiecie, że to bardzo istotna kwestia. Taka ważna, że można rzucić czymś w "Pana sklepikarza". Po kolejnych 10 minutach wymyślają następną zabawę i jak gdyby nigdy nic bawią się w najlepsze.

Kiedy dochodzi do bójki kucam pomiędzy ich dwójką i pytam "dlaczego sprawiają sobie ból i się biją". Gabinowski najczęściej odpowiada mi, że sam nie wie lub "już nie wytrzymałem mamo". Nela natomiast ma zdecydowanie szerszy repertuar swoich usprawiedliwień na bicie brata. Co mnie zaskakuje to odpowiedź na kolejne pytanie"fajnie jest sprawiać drugiej osobie ból?". Za każdym razem oczy wędrują ku podłodze, mina nagle robi się smutna i słyszę: "nie mamusiu". Czemu biją się ponownie za 20 minut? Chyba nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. Czuję się jakbym rozwiązywała sprawę z Archiwum X. Zjawisko powszechne, a jednak nikt nie jest w stanie go racjonalnie wytłumaczyć.

Przeprowadziłam nawet wywiad środowiskowy, bo może to ja popełniam błąd którego nie widzę. Wyniki marne  - im większa różnica wieku tym później zaczynają się bitwy. Podobnie jest w przypadku dwóch córek - są przepychanki i wojny, ale nie tak zaawansowane jak w przypadków dwóch synów. Co najgorsze każda z mam powiedziała mi, że jej dzieci się biją.  Dochodzę do wniosku, że to element rywalizacji, który dzieciaki przekładają na zabawy siłowe. Cholera ja jednak jestem pacyfistką i kiepsko znoszę ich bitwy codzienne.
 Nie poddaję się i dalej próbuję... A może Wy macie jakieś super pomysły na zażegnanie konfliktów u rodzeństwa?

Udostępnij:

Komentarze

1 komentarze:

  1. U nas na razie walka jest głownie o pilota, kiedy młoda ogląda bajki a młody kradnie jej pilota sprzed nosa i pryska, no i o lego, którym on jeszcze nie może się bawić, a ona rozkłada te klocki dosłownie wszędzie. Z racji wieku dopiero zaczynają się razem bawić, więc chyba jeszcze wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)