Urodzinowa klapa


Liczba 3 chyba mi nie sprzyja. W tym roku postanowiłam przygotować wszystko wcześniej i wyszło... no cóż gorzej niż zazwyczaj. W dzień przyjęcia urodzinowego miałam ochotę usiąść i się rozpłakać. Cokolwiek zaczynało się dziać kończyło się z efektem dalekim od oczekiwań. Wiecie jak to jest kiedy na czymś na zależy, a świat chce nam pokazać kto tu rządzi? Tylko dlaczego akurat wtedy kiedy tak bardzo się staramy? Miałam ochotę porwać młodą i olać całe przyjęcie urodzinowe,



Kilka dni przed urodzinami nasza lista gości niebezpiecznie się zmniejszyła, bałam się odbierać telefony, bo co chwilę słyszałam, że choroba nie pozwoli kolejnej osobie na uczestnictwo w urodzinach Neli. Do tego doszła choroba Gabrysia. Jako urodzona optymistka nadal widziałam szklankę do połowy pełną. Kiedy jednak nastąpiła lawina prezentowa powoli miałam dosyć.

Jeden z prezentów w ogóle do nas nie dotarł. Zamówiony ponad dwa tygodnie temu na szczęście w opcji za pobraniem zaginął w tajemniczych okolicznościach. Sklep nie odpisywał na maile ani nie odbierał telefonów. Doszłam do wniosku,że to tylko jeden prezent, więc Nelka nie ucierpi. Wtedy jednak nie wiedziałam co czeka mnie w urodziny.

Zaczęło się od prezentów, każdy jeden karton wrzucałam na szafę gdzie miały czekać na chwilę pakowania. W dzień imprezy kiedy siedziałam na zebraniu w szkole dostałam wiadomość od mojej drugiej połowy, że jeden z najważniejszych prezentów jest rozwalony. Sprzedawca wysłał nam krzesło z całymi obdrapanymi nogami. Weszłam na stronę gdzie dowiedziałam się, że reklamacja należy się tylko wtedy kiedy otworzę paczkę przy kurierze. Tego oczywiście nie zrobiłam. Napisałam do sklepu i zaczęła się "uprzejma" wymiana zdań.

Zajęłam się tym co najważniejsze i wir przygotowań mnie pochłonął. Efektem czego do godziny zero wszystko było prawie gotowe, a goście zaczęli się pojawiać :) Nela tak szalała świętując swoje trzy lata, że bawiła się najlepiej ze wszystkich. Oddetchnęłam z ulgą, bo to ona tego dnia miała być szczęśliwa. Miała swoje wymarzone przyjęcie w mroźnych klimatach. Dmuchała świeczki ile razy tylko chciała i zjadła tyle słodyczy, że poziom cukru przekroczył wszystkie możliwe normy :)

Kiedy następnego dnia nasze plany co do wypadu wzięły w łeb nawet się nie zdziwiłam :) No cóż ten weekend miał być pełen pagórków i nieosiągalnych wielkich szczytów. Zapytaliśmy Nelki gdzie ona chce spędzić swoje urodziny

- z Wami i zwierzątkami w zoo :)

Cudownie jest mieć bezproblemowe dzieci, które w mig zmieniają plany :) Wieczorem zapytałam młodej jak jej się podobało, mrużąc oczęta rzuciła, że było magicznie :) Misja urodzinowa spełniona na 5! Kiedy ona jest szczęśliwa ja cieszę się razem z nią :)


























Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Czasami niestety tak bywa, że wszystko po kolei się sypie. Grunt, że główna zainteresowana zadowolona :) a tort - wow!!! Dobrze, że moja córa go nie widzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się trzymam najważniejsze, że Neli się podobało;))

      Usuń
  2. Moc radości dla wesołej trzylatki!
    Nela na pewno ten dzień będzie wspominała z uśmiechem :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)