Wyrzuty sumienia


Kiedy urodził się Gabryś szalałam ze szczęścia. Ten malutki człowiek codziennie sprawiał, że wiadro szczęścia wylewało mi się na głowę. Spędzaliśmy razem całe dnie i choć przekonana byłam, że dziecko nie zmieni całkowicie naszej codzienności dokładnie tak się stało :) Po prawie trzech latach dołączyła do nas Nela i choć zalała nas wszystkich miłością mam nieodparte wrażenie, że zabrała także coś równie cennego.

Gabinowski nie pamięta już czasów kiedy był jedynakiem. Dla niego, podobnie jak i Neli rodzice dzielą swój czas na ich dwójkę. A ja mam coraz większe wyrzuty sumienia, że coraz mniej jest mnie dla niego. Nela jako niemowlak była dzieckiem, które naprawdę niewiele potrzebowało do szczęścia. Etap kiedy straszak przechodzi szok po pojawieniu się nowego członka rodziny przeszedł u nas bardzo spokojnie i bez większych skoków emocjonalnych. Teraz mam w domu dwójkę dzieci, które równie mocno mnie potrzebują i choć staram się to czuję wewnętrznie, że czasami daję ciała.

Gabin spędza większość dnia w przedszkolu. Kiedy po niego przychodzimy swoje kroki kierujemy na plac zabaw gdzie młody szaleje ze swoimi przyjaciółmi, a mi tylko melduje, w którym kierunku zmierza. Wracamy wieczorem do domu i za nim się obejrzę już czytam im bajkę do snu. Cholera znowu nie zdążyłam dać mu trochę siebie.

Są takie dni w miesiącu, kiedy z premedytacją nie puszczam go do przedszkola chcąc nadrobić czas, którego tak bardzo mi brakuje. Gabin nigdy nie dał mi odczuć, że brakuje mu tego czasu kiedy jesteśmy tylko we dwoje. Nadrabia te chwile kiedy jesteśmy w domu obydwoje z Ł. Patrzę na niego i widzę, że uwielbia nasz dom, czuje się w nim bezpieczny i kochany. Mimo to ciągle czuję, że od kiedy dołączyła do nas Nelka mój czas skurczył się kosztem chwil spędzonych sam na sam z Gabrysiem.

Pojawienie się rodzeństwa ma tysiące plusów i tak, nie wyobrażam sobie, że mogłabym być mamą jedynaka. Nigdy nie żałowałam powiększenia naszej rodziny i nadal marzę o kolejnym małym szkrabie. Jest  jednak ciemna strona posiadania kolejnego dziecka. Walczę z tym codziennie, ale mam wrażenie, że jest to nieuniknione. Kiedy pojawia się kolejne dziecko straszak zostaje obtarty z czasu poświęconego tylko jemu. Kiedyś usłyszałam, że pojawienie się rodzeństwa w odczuciu dziecka wygląda tak jakby nagle do domu nasz mąż przyprowadził drugą żonę oznajmiając nam
"wiesz jesteś cudowna, ale od dziś będę miał jeszcze jedną żonę, będzie fajnie zobaczysz". Nie da się ukryć, że choć nam rodzicom wydaje się, że kolejne dziecko to kolejny cud w domu to naszemu dotychczas jedynakowi wcale nie jest do śmiechu.

Czy jest jakiś złoty środek? Ja idealnego rozwiązania nie odkryłam. Gabin ma mnie tylko dla siebie podczas drzemki Nelki. Nauczyłam się wynajdować całkiem sporo aktywności i zabaw w domu dostosowanych do zainteresowań i potrzeb dziecioli. Dzielnie dzielimy czas na dwa i mam wrażenie, że idzie nam to całkiem sprawie. Ale nie będę oszukiwać, że moje wyrzuty ciągle szepczą.






















Udostępnij:

Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)