Izba przyjęć z dzieckiem


Nasza rodzinna tradycja to coroczna wizyta w szpitalu. Gabinowski stara się jak może żeby dostarczyć nam atrakcji :) Szaleństwa na sali zabaw, o jeden skok za dużo skończyły się urazem nogi. Gabin coraz bardziej kulał, więc podjęliśmy decyzję, że odwiedzimy Pana Doktora. Tu zaczynamy naszą "przygodę" absurdów dotyczących naszej kochanej służby zdrowia.. Wizyta na ostrym dyżurze wiąże się z oczekiwaniem. Dlatego też zapakowałam przekąski, picie i książki żeby dzieciole nie rozniosły szpitala.

Godzina 17 środek tygodnia i dzwoniąc po prywatnych placówkach otrzymuje informację, że niestety nie przyjmą dziecka z podejrzeniem złamania. Niestety o tej porze nikt już nam  nie opisze zdjęcia rentgenowskiego. Przepraszam Cię Synu, ale zdecydowanie za późno postanowiłeś uszkodzić sobie stopę.

Przystanek pierwszy miał miejsce w Warszawski Szpitalu Dziecięcym przy ulicy Kopernika. W oczekiwaniu na wizytę do gabinetu lekarskiego oczekiwało około 6 dzieci. Dobra perspektywa czasowa była jednak mocno złudna. Po około 2 godzinach na ostry dyżur przyjechał chłopiec z dosyć mocno połamanymi obydwiema rękami. Po kolejnej godzinie dowiedzieliśmy się, że musi on zostać operowany i teraz uwaga ostry dyżur zostaje bez lekarza!!! Dwóch chirurgów przyjmujących poszło operować dziecko. W związku z powyższym reszta mniej uszkodzonych małych pacjentów została pozbawiona możliwości konsultacji lekarskiej na najbliższe 5/6 godzin. Zbierałam szczękę z podłogi i nadal w to nie wierzę, że taka sytuacja może mieć miejsce w szpitalu dziecięcym. My mogliśmy teoretycznie poczekać, ale kiedy zapytałam się Pani co w przypadku przywiezienia kolejnego dziecka mocno połamanego pielęgniarka tylko rozłożyła ręce. Dziękuję, jedziemy dalej.

O godzinie 21 zameldowaliśmy się w szpitalu Bielańskim. Kolejka do rejestracji trwała ponad godzinę, a później wystarczyło tylko trochę poczekać. Gabinowski zasypiał mi na rękach, miałam wrażenie, że kolejka stoi w miejscu. O 1 w nocy zostaliśmy wezwani. Dalej wszystko idzie bardzo sprawnie. Jednak opcja czekania ponad 4 godzin na wizytę mnie osłabiła. Czas oczekiwania wydłużał się za każdym razem kiedy lekarz dostawał wezwanie do przypadków z karetki. Czy tylko ja uważam, że lekarz z SOR-u powinien zajmować się z pacjentami z SOR-u. Ortopeda zaginął na 2 godziny, ponieważ poszedł założyć wyciąg.
Ze szpitala wyszłyśmy w okolicach 2 w nocy, a ja byłam taka szczęśliwa, że wychodzimy bez gipsu i że jest nareszcie koniec, że nawet godzina nie miała znaczenia :) Plusami są także to, że w automatach kawa jest całkiem smaczna i poznaje się grono bardzo ciekawych osobowości :)

Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

  1. Oj współczuję. Ja kilka (a może kilkanaście) razy byłam z dziećmi na SORze, ale na szczęście czekaliśmy max godzinę, za to jak męża przywiozła karetka, to też wrócił w środku nocy, więc wygląda na to, że dziećmi jakoś bardziej się przejmują.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masakra! Jednak najważniejsze, że Gabinowski wyszedł z tego bez szwanku. Zdrówka dla Was :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)