Kryzys adaptacyjny w przedszkolu



Miało być tak pięknie :) Maluch maszerujący z plecach kinem na plecach i ukochaną lalą pod pachą wkracza do sali pełnej bawiących się dzieci. Cmoka rodzica w policzek i znika na odchodne mówiąc "Pa, pa mamusiu". Wtedy, nie wiadomo skąd nagle pojawia się podkówka na tej małej buźce, oczęta zachodzą łzami i już czujesz, że dopadł Was kryzys adaptacyjny. Rozum podpowiada, że to normalna reakcja dziecka, ale serce pęka Ci na milion kawałków. Co zrobić, aby przetrwać ten ciężki okres?

Nelka od dłuższego czasu nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie nadejdzie ten dzień i stanie się oficjalnie przedszkolakiem. Adaptacja z rodzicami, a następnie dwa pierwsze dni potwierdziły tylko to, że przedszkole jest dla Nelki stworzone. Kiedy więc kolejnego dnia poszłyśmy do sali, a ona wtuliła się we mnie i zaczęła płakać ja sama miałam ochotę rozpłakać się razem z nią. Teoretycznie znamy tysiące pomysłów na załagodzenie kryzysu i powrót do normalności. Jednak kiedy w grę wchodzą emocje naszego dziecka, już nie jesteśmy tacy przekonani o słuszności tych dobrych rad.

Zdecydowana większość osób radzi szybko pożegnać i przekazać dziecko Pani przedszkolance, a samemu szybko zniknąć dziecku z oczu. Kiedy młoda łkała mi w ramię, a Pani chciała ją zabrać twierdząc, że tak będzie najlepiej dla niej, nie zgodziłam się. Wyszłam z sali, usiadłam z nią na schodach z dala od innych dzieci, żeby nie sprawiać im przykrości i porozmawiałam z moim dzieckiem. Nelka mnie potrzebowała, a ja chciałam jej pomóc zażegnać chwilowy kryzys. Wystarczyło kilka minut, żeby się uspokoiła i razem poszłyśmy ponownie do sali.

Mój osobisty sposób na kryzys adaptacyjny jest bardzo intuicyjny. Skupiam się na potrzebach mojego dziecka i zawsze mówię prawdę. Nie obiecuję jej, że za chwilę wrócę. To na pewno by ją uspokoiło, ale co później? Pewnie siedziałaby w oknie i czekała na mamę, która miała wrócić za chwilę. Nie zgadzam się na okłamywanie dziecka i przynoszenie mu tym samym ogromu rozczarowania.

Pożegnania są czułe, ale w miarę szybkie. Nie przedłużam naszych rozstań, jednak chcę aby moje dziecko wiedziało, że jego uczucia są dla mnie bardzo istotne. Właśnie dlatego nie zgadzam się na wyrywanie dziecka z moich rąk, a argument "Chwilę popłacze i mu przejdzie" jakoś dziwnie do mnie nie trafia. Przez 3 lata budowałam nasze wspólne relacje oparte na zaufaniu i miłości nie po to, aby teraz nie patrzeć na jej potrzeby. Zazwyczaj wystarczy chwila na osobności i rozmowa z dzieckiem, aby maluch pomaszerował spokojnie do grupy.

Daję jej troszkę "domowego szczęścia". Dziś powędrowała do przedszkola ze swoim ukochanym kocykiem i lalką. Znam rodziców, którzy dają dziecku swoje zdjęcia. Nie istotne co maluch będzie miał ze sobą. Ważne aby ta mała rzecz przypominała mu o tym co jest dla niego bliskie i potrafiła wpłynąć na niego kojąco.

Każde dziecko ma odpowiedni dla siebie czas dorastania, przystosowania do wymogów, które stawia przed nim życie. Tak właśnie jest z przedszkolem. Nie każdy szybko się oswaja i wtapia w nowe środowisko i dlatego bądźmy dla maluchów bardzo wyrozumiali. Krzyczenie na dziecko, czy obrażanie go,:"Taki duży, a beksa wstyd!", "Przestań ryczeć, bo wstyd mi za Ciebie" (tak, tak dziś słyszałam takie cuda), przynosi odwrotny skutek. Zniechęcamy dziecko do placówki i do samych siebie.

Postaw się w sytuacji swojego dziecka i pomyśl o tym, jak się czujesz idąc do nowej pracy? A teraz, spójrz na malucha i pomyśl, że on przeżywa to po raz pierwszy. Bądź mądrym rodzicem i wspieraj swoje dziecko :)

Udostępnij:

Komentarze

2 komentarze:

  1. No właśnie - przede wszystkim: nie krzyczeć, nie śmiać się, nie strofować. To chyba najgorsze, co dziecko może spotkać w momencie, gdy najbardziej się stresuje.

    https://www.facebook.com/Spodziewajka-777389472349620/?fref=ts

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety mam większe problemy.. Wychowuję mojego 5 letniego synka sama, mieszkam z rodzicami a kiedy jestem w pracy czy na studiach to z maluchem siedzi moja babcia. Nie mam wyjścia i muszę korzystać z jej pomocy bo tata zagranicą a mama...no cóż. Moja babcia uczy go złych rzeczy i czasem mój misiek mówi mi że po co ma iść do przedszkola bo i tak jest głupi itp. Strasznie mnie to boli, tłumaczę mu że tak nie jest ale to i tak boli kiedy on żyje w przekonaniu że jest gorszy od innych... Myślę że zrezygnuję z pracy...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)