Nadzieja na lepsze jutro


Wstaję i coś z tyłu głowy mi szepcze, że dziś lepiej zostać w tym miejscu. Każdy kolejny element powoli obraca się w nicość. Krople uderzają o parapet, a w radiu lecą sentymentalne kawałki.
Nasze życie nie zawsze jest tak kolorowe jak my sami byśmy tego chcieli. Zdarzają się takie okresy kiedy mam wszystkiego dosyć. Wkurza mnie już od samego rana dźwięk tego przeklętego budzika, a później krok po kroku robi się coraz gorzej. Mój optymizm zniknął gdzieś w szafie pomiędzy koszulką na ramiączka, a jeansami, w które ledwo się zapinam... Cholera nie chcę stać się to marudząca kobietą, która narzeka że świat stoi przeciwko niej!

Nigdy nie byłam typem kobiety, która okazuje swoje słabości. To ja zazwyczaj wspieram i może dlatego tak strasznie ciężko mi zwrócić się do drugiej osoby, kiedy świat nagle przestaje grać według moich zasad.


Kolejne minuty przynoszą małe igiełki. Wiem, że moja skóra zazwyczaj niewzruszona zaczyna posiadać rysy. Kiedy Twój idealny plan nagle okazuje się być bliżej niedostatecznego czujesz, że oddech robi się coraz płytszy, serce szybciej bije i kolejna rzecz jest zbyt odległa. Ruch ręką nic nie zmieni. Nie dajesz rady młoda!

Z wentyla uchodzi powietrze i chyba nic już nie muszę. W dupie mam te odwieczne starania, kiedy co krok los pokazuje mi środkowy palec. Może szklanka nagle stała się w połowie pusta, a może to ja gdzieś posiałam różowe okulary.

Wino obija się o brzeg kieliszka i rozgrzewa podniebienie. Ten cholerny deszcz nieustannie oddaje mój nastrój. Wkładam jeansy i ukochany szary sweter. Makijaż nie zamaskuje braku szczęścia, ale przekonuje siebie, że nikt nie zauważy. Nie mam siły już udawać, ale nie chcę pokazać Ci, że każdy uśmiech jest walką. Moją wewnętrzną batalią. Zamykam drzwi i czuję, że mogę wreszcie złapać oddech. Nie chcę, nie mogę... Poczucie beznadziejności tak zawsze dalekie nagle chwyta mnie za rękę.

Drożdżówki nie smakują tak jak dawniej, a nowe buty lądują w szafce. Pełna obaw o kolejne badanie, telefon znowu dostaję pstryczka w nos. Powinno boleć coraz mniej, powinnam przywyknąć, ale ja nie umiem. Cofam się krok wstecz, ogarnięta sentymentami wślizguje się pod kołdrę... Jutro będzie lepiej? Wyszepcz mi to!

Udostępnij:

Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)