Daj cioci buziaka, czyli kilka słów o witaniu


Pamiętacie te czasy, kiedy na każdym zlocie rodzinnym należało się przywitać z tysiącami cioteczek 
i wujków. Do dziś pamiętam, że szczerze nie cierpiałam tych powitań. Wymuszonych buziaków, lub co gorsza szczypnięcia w policzek. Co to do cholery za durny zwyczaj? Czułam się źle i bardzo niekomfortowo i po takim urazie do dnia dzisiejszego nie przepadam za czułymi powitaniami. Dlatego też, kiedy widzę, że moje dzieci nie wyrażają chęci na czułe powitania absolutnie nie naciskam. Czasami nawet stoję jak matka lwica, której na usta ciśnie się: "dajcie im spokój"! 

Wstyd jest normalną reakcją przed "obcymi" u mniejszych dzieci. Kiedy rodzina czy przyszywane ciocie, które dziecko widuje raz w roku chcą koniecznie przełamać barierę od progu drzwi, sama proszę o chwilę dla dziecioli. Zazwyczaj jestem obrzucana spojrzenie pełnym oburzenia i słyszę "bez przesady". Nie wiem czemu koniecznie dziecko musi się witać już i teraz. Kiedy słyszę "co się mówi?" sama mam ochotę powiedzieć "gówno". Dziecko chowa się za moim nogami, nie dlatego że jest niewychowane i niegrzeczne, a tylko dlatego, że czuje się nie pewnie w danej sytuacji. Więc sorry ciociu, ale tym razem buziaka nie dostaniesz! 

Czemu nie zmuszam moich dzieci do witania się? Przede wszystkim dlatego, że wymuszone powitania są moim zdanie kompletnie bezcelowe. Zarówno Gabin, jak i Nelka dziś sypią uprzejmościami jak z rękawa. Jednak były chwile, kiedy nabierali wody w usta i widziałam, że sytuacja ich przerasta. Emocje u dziecka  to bardzo skomplikowana sprawa, a przymuszanie ich do tego co nam się wydaje być odpowiednie często pogłębia blokadę. Uwierzcie mi, że dzieci uczą się przez obserwację dorosłych. Więc jeśli witasz się z bliskimi, sąsiadkami i panią w warzywniaku pewnego dnia usłysz to samo w wykonaniu Twojego malucha. 

Pamiętam sytuację, kiedy była z dzieciolami w sklepie i spotkałam sąsiadkę. Powiedziałam "dzień dobry" i poszłam dalej. Dzieci milczały jak zaklęte. Po wyjściu ze sklepu zapytałam się czemu nic nie powiedzieli. 

- Mamuś powiedziałaś "dzień dobry", a my byliśmy z Tobą.
- Aaaa, czyli jak jesteśmy razem to wystarczy jedno "dzień dobry"?
- Tak. Jedno "dzień dobry" od rodziny.

Rzeczywiście tak było przez pewien okres czasu. Kiedy oni pierwsi wchodzili to rzucali "cześć" albo słynne "dzień dobry", natomiast kiedy ja wchodziłam z nimi milczeli jak zaklęci po moim przywitaniu. Po pewnym czasie doszli do wniosku, że można się witać osobiście, a nie rodzinnie i sami niezależnie ode mnie radośnie się witają.

Wymagamy od naszych dzieci kultury, wszelkich uprzejmości i czułych powitań z osobami naszym zdaniem bliskimi. Chcemy żeby pokazały jaki kawał dobrej roboty odwaliliśmy i duma nas rozpiera, że "takie dobrze wychowane" te nasze dzieci. Czy te pochwały są warte zmuszania do przełamania niepewności i wstydu? Wierzyłam głęboko w to, że małymi kroczkami sami zaczną pokonywać swoją nieśmiałość. Dlatego nigdy nie będę wymuszać na moich dzieciach przywitań.

Udostępnij:

Komentarze

9 komentarze:

  1. Super, że podjęłaś taką decyzję. Moim zdaniem dzieci powinny naturalnie podchodzić do przywitania. Pamiętam jak się czułam, kiedy mama mówiła - no przywitaj się z ciocią, wujkiem, babcią! Chyba wolałam, jak rozmawiała o tym ze mną w domu a nie na forum rodziny, było to wtedy dość peszące mimo, że byłam tylko dzieckiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze pamiętam o tym, żeby sprawy, które mogą być kłopotliwe dla dziecioli załatwiać z nimi na osobności, a nie w gronie całej rodziny:)

      Usuń
  2. Moje dziecko z tym kogo zna się wita samo, a z obcymi nie musi, bo taka niby rodzina, widziana raz na jakiś czas, to dla dziecka obcy człowiek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, my wiem, że to nasza rodzina ale w oczach dziecka to tak naprawdę obcy ludzie. Dużo bliższe są dla nich nasi przyjaciele czy osiedlowe ciocie, które widuje codziennie:)

      Usuń
  3. Mnie te pocałunki bardzo drażnią. Pomijając kwestie tego jak się dziecko wówczas czuje to jeszcze dochodzi sprawa próchnicy. Część osób całuje maluszki w usta (!) a to może spowodować przekazanie próchnicy dorosłego dziecku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z tobą w pełni... Pamiętam jak sama nie znosiłam tego typu powitań i spoufalania się z kolejnymi ciotkami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nigdy tego nie lubiłam i nie zmuszam córki do takich powitan

    OdpowiedzUsuń
  6. Szlag mnie trafia na te wszystkie babcia i ciocie lezące z pyskiem do moich dzieci. Przez lata wywalczyłam tylko niecałowanie w usta-doprowadzało mnie to do szału. A dzieci "wytresowałam", że jak ciotki-pociotki z pyskami się pchają to mają nadstawiać policzki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też uczę Krzysia zwrotów grzecznościowych itp, jednak dzień dobry jest tematem ciężkim... tzn ciężko mu to przechodzi przez usta do dalszej rodziny czy znajomych. Ale wiem, że tak już bywa u dzieci, że czasem dłuuugo nic, a później zaczynają gadać dzień dobry każdej spotkanej na ulicy osobie :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)