Jak ja nie lubię idealnych dzieci


Założę się, że każda z nas doskonale zna choć jedno idealne dziecko. Takie, które mówi już mając 10 miesięcy, załatwia się na nocnik w podobnym wieku. Absolutnie wszystko robi przed rówieśnikami, a histerie są mu znane tylko z obserwacji swoich rówieśników. Mały artysta, świetny sportowiec, poliglota... podsumowując 8 cud świata. A wtedy poznajesz to dziecko lepiej i okazuje się, że...

Nie ma dzieci idealnych. Są za to rodzice dzieci idealnych, którzy opowiadają niestworzone historie o swoich dzieciach. Na szczęście już dawno przestałam się przejmować, że z moim dziećmi jest "coś nie tak". Początkowo po każdej takiej rozmowie miałam gulę w brzuchu i już gotowa byłam konsultować moje dziecko ze specjalistą. W końcu jak to możliwe, żeby mój syn czy córka, tak odbiegał od innego dziecka.
Prawda jest taka, że każde z dzieci jest mocne w jakiejś dziedzinie. I pewnie Was mocno zdziwię, ale ja wcale nie chcę, aby dzieciole były dziećmi z czerwonymi paskami i wzorowym zachowaniem. No dobra, nie mówię, że nie chcę. Jednakże nie jest to dla mnie sprawa życia i śmierci :) Zdecydowanie bardziej zależy mi, aby w życiu miały swoje zainteresowania i pasję, która będzie ich konikiem. Marzę o tym, by mogli się realizować w życiu dzięki temu co kochają.

Dlatego dziś, kiedy słyszę o dzieciach idealnych uśmiecham się i odpowiadam "Super, gratulacje". Kiedy mama, dalej opowiada mówię szczerą prawdę, że moje dzieci, no cóż, do idealnych nie należą. Zapada cisza, a ja zajmuję się książką, kiedy oni biegają udając Hulka i Wonderwomen. Idealne dziecko zazwyczaj siedzi koło swojego opiekuna, żeby przypadkiem się nie pobrudzić. A ja cieszę się, że dzieciole podobnie jak ja to mali szaleńcy z ogromnym temperamentem, który często daje mi  po tyłku, ale jednocześnie sprawia, że są takim wariatami jak ja sama :)

Wracając do domu zrobimy orzełka na śniegu i stoczymy bitwę na śnieżki, a oni pomimo moich słów "To niekoniecznie fajny pomysł" stoczą się jak beczki z samego wierzchołka górki. W domu wypiją gorące kakao, zalewając sporą część stołu czy bluzeczki :) Wskoczą sami do wanny, a ponieważ są na etapie samodzielnego mycia, ja ponownie posprzątam małą powódź po ich zabawach w okręty podwodne. Przed czytaniem poskaczą po łóżku i zasną wtuleni w nas. Takie kolory i smaki ma ich dzieciństwo i za nic nie zamieniłabym ich na ideały. Zresztą przyznam Wam w sekrecie, że oni są idealni. Idealni dla mnie :)






Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Pamiętaj, że za każdym idealnym dzieckiem- stoi idealna mama! O takich właśnie dziś pisałam! Widzę że mamy podobne zdanie w temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś chciałam wpisywać swoje dzieci w pewne ramy.Autyzm i zaburzenia snu pokazały że się nie da. Każdy z nas jest inny, ważne by umieć znaleźć mocne strony każdego członka rodziny, dzieci i pomóc je rozwijać i wzmacniać te słabsze. A idealne dziecko? Każde jest na swój sposób takie, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to bym nawet nie chciała mieć takich wyidealizowanych i wymuskanych dzieci. Najważniejsze żeby były szczęśliwe, radosne i uśmiechnięte :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest chyba taki trend na bycie wzorem, mamy masę idealnych rodzin i idealnych dzieci. Te maluchy nie płaczą, nic nie boli je przy ząbkowaniu, nie miewają kolek. A mamy są piękne nawet przy zmianie pampersów. Grunt to żyć po swojemu, tak myślę, my tak próbujemy ;). Pozdrawiam, Mamatywna :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)