Rozwiń skrzydła i leć


Patrząc na swoje dzieci nadal widzę te maluszki, które jeszcze niedawno uczyły się chodzić, niezdarnie wkładały łyżkę do buzi zalewając przy okazji wszystko dookoła. Te obrazy ciągle są "tak żywe", że kiedy spoglądam na mojego 7 - letniego syna, który namiętnie wertuje komiks z Kaczorem Donaldem, a obok niego jego siostrę, która właśnie zajada samodzielnie zrobioną przez siebie jajecznicę nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko minął. Jeszcze wczoraj w pełni zależni od rodziców, a dziś to młodzi ludzie z własnymi pomysłami na swoje życie.

Uważam, że moja rola jako rodzica polega przede wszystkim na wspieraniu moich dzieci  i dawaniu im ogromnej dawki miłości i poczucia bezpieczeństwa. Chcę aby wyrośli na ludzi pełnych pasji i dlatego nigdy nie wyśmiewam ich pomysłów. Czy warto iść za głosem dziecka? Czy może lepiej samemu je nakierować i zapisać na konkretne zajęcia, w końcu dorośli zdecydowanie lepiej znają świat? Czy aby na pewno?

Jestem typem rodzica słuchającego i właśnie dlatego swoich osobistych ambicji nie przelewam na moje dzieci. To one wybierają te zajęcia, które powodują błysk w oku. Gabinowski swego czasu zmieniał zajęcia jak rękawiczki, była plastyka, piłka nożna, judo, harcerstwo i jeszcze kilka innych pomysłów na spędzanie czasu wolnego :) Ostatecznie został przy judo i harcerstwie. Niebawem wyjeżdża na swój pierwszy obóz. Jestem przerażona jego samodzielnym wyjazdem, ale dotrzymał słowa, więc ja również muszę. Obydwoje bardzo przeżywamy jego wyjazd, oczywiście każde z innych powodów. On jest podniecony spaniem w namiocie i śpiworze, a ja obgryzam paznokcie jak mój "malutki" synek da sobie radę? 

Wchodzenie dziecka  w dorosłość bywa cholernie ciężkie dla rodzica. Niestety wiele mam kurczowo trzyma swoje dzieci nie pozwalając im nawet na odrobinę odpowiedzialności. Ja sama byłam bardzo odpowiedzialnym dzieckiem i na dobre mi to wyszło. Dlatego podążam tą drogą wychowując moje dzieci. Wspieram ich w ich planach i pomagam w realizacji marzeń.To oni rozwijają skrzydła wznosząc się coraz wyżej, my jako rodzice staramy się aby lądowanie było w miarę miękkie. Niebawem Nelka powędruje na swoje pierwsze prawdziwe zajęcia, które wybrała samodzielnie. Baletki już czekają, a ja ocieram łzy wzruszenia widząc moje "malutkie" duże dzieci.















Udostępnij:

Komentarze

3 komentarze:

  1. Zazdroszczę mu tego obozu ;) A Tobie nie zazdroszczę obaw, bo sama też pewnie przed pierwszym wyjazdem Laury będę takie miała. My dziś mamy urodziny więc w takim dniu tym bardziej rozumiem Ciebie, czas ucieka, dzieci coraz większe... i coraz bardziej samodzielne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądre słowa i piękne, żywe zdjęcia <3 Mam podobne zdanie co Ty i też staram się wspierać, wpierać... no dobra, czasem hamuję, ale generalnie wspieram ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisane!!! Zgadzam się w 100% i dokładnie rozumie. Moje maleństwo też już ma 7 lat!
    Podsuwam córce różne możliwości ale ZAWSZE ostatnie zdanie nalezy do niej. To ona decyduje czy chce czegoś spróbować czy też nie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)