Nie, nie, nie czyli kilka słów o asertywności



Piękna aura zachęca nas do spędzania dni na dworze. Zabieram więc ze sobą wielką torbę klamotów, Nelka taszczy pod pachą hulajnogę, a Gabryś pomału sprowadza swój rower. Na dworze pędzą jak szaleni w stronę swojego ulubionego parku. Jest sobota, jednak świadomie omijam okoliczne festyny i lądujemy na pobliskim placu zabaw. Siadam na ławce z książką w ręku, a oni szaleją.

Po pewnym czasie sprzęty lądują przy naszej ławce, oni zmachani biorą łyk wody i lecą dalej się bawić. Do ławki zakrada się blond dziewczynka, bierze hulajnogę Nelki i odjeżdża. Nelka siedzi akurat w piaskownicy,  więc podrywa się szybciutko i mówi do dziewczynki, że to jej hulajnoga.

- Ale tam stała. 
- Tak, przy mojej mamie. Oddaj mi ją!
- Nie, bo teraz ja jeżdżę. 
- Ale ona jest moja, nie zapytałaś się, oddaj! 

Dziewczynka odjeżdża na hulajnodze Neli, nic nie robiąc sobie z prośby właścicielki. Jestem lekko zdziwiona zaistniałą sytuacją, jednak wierzę w umiejętności personalne mojego dziecka i grzecznie czekam na ławce. Nelka to typ dziewczynki, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Czym prędzej otrzepała raczki i podbiegała do uciekinierki.

- Prosiłam, żebyś nie jeździła. 
- Ale ja chcę!
- Zejdź! 

Dziewczynka ponownie chciała odjechać, tym razem moja córka przytrzymała hulajnogę i nagle pojawił się tatuś dziewczynki. Zaczął mówić mojemu dziecku, że trzeba się dzielić! 

- Ona nie zapytała i ja nie chcę, żeby jeździła na mojej hulajnodze. 
- Nie bądź taką sknerą i daj jej trochę pojeździć, zaraz się jej znudzi i Ci odda!

Na twarzy Nelki pojawiła się podkówka, a ja nie wytrzymałam i szybko podeszłam do owego tatusia. Powiedziałam, że to hulajnoga mojego dziecka i proszę nie odzywać się w ten sposób do mojej córki. Pan rozpoczął dyskusję, która moim zdaniem była mocno nie na miejscu. Więc zapytałam się, czy da mi swój telefon.
Zamilkł, zabrał dziecko i odszedł. 

Młoda przytuliła się do mnie i ze łzami w oczach oznajmiła: Mamo, ja nie jestem sknerą".

Nelka po rozmowie ze mną pojechała się bawić, natomiast ja w środku aż się gotowałam ze złości. Nie rozumiem,  czemu w naszym społeczeństwie jest przymus dzielenia się zabawkami, sprzętami, przymus,  który odnosi się tylko do dzieci. Jeżeli nie dasz chłopcu łopatki, dostajesz miano "niegrzecznego" dziecka. Jeżeli nie masz ochoty na podzielenie się swoim rowerkiem, zaraz się dowiesz, że jesteś źle wychowana i na pewno sobie nie poradzisz w społeczeństwie. A spójrzmy się na to z drugiej strony!
Czy w świecie dorosłych normalne jest pożyczenia sobie ulubionej bluzki, telefonu czy auta? Nie! Dzielimy się swoimi dobrami z naszymi najbliższymi osobami. Nie wyobrażam sobie, że pożyczasz auto pani z klatki obok, którą widzisz 3 raz w życiu. 


Jestem dumna z mojej córki, że umiała postawić granicę i uargumentować swoją decyzję. Jeżeli nie masz ochoty dać komuś swojej zabawki, nie będę Cię do tego zmuszać. Osobiście uważam, że każdy z nas musi umieć powiedzieć "nie", kiedy druga osoba przekracza naszą granicę. Dlatego nie zmuszam moich dzieci do bawienia się z konkretnymi osobami, bo tak by należało. Własnie dlatego, nie każę im całować wszystkich wujków i cioteczek, i właśnie dlatego pozwalam im podejmować samodzielne decyzje w zakresie ich dóbr osobistych.


Udostępnij:

Komentarze

4 komentarze:

  1. Asertywna może i jestem, uczę też tego córkę, ale gorzej u nas z konsekwencją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post !
    Może trochę nie na temat, ale czy znasz już książkę "Zatrzymać dzień" ?
    Lektura obowiązkowa dla każdego rodzica, szczerze polecam

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo dla
    Nelii

    OdpowiedzUsuń
  4. TAK trzymać! NIE MUSIMY pożyczać / dzielić się, zwłaszcza, gdy ktoś nie pyta (to kradzież, tak a propos).

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)