Wysłałam 7 latka na obóz! Czy kompletnie oszalałam?


Stało się, klamka zapadła,odjechał wczoraj radośnie przesyłając mi buziaki zza szyby autokaru. A ja w ogromnych, ciemnych okularach machałam mu dzielnie walcząc z potokiem łez. Rozbeczałam się jak dziecko, do chwili obecnej mam mokre oczy i delikatnie rzecz ujmując przygotowałam go na obóz bardzo dobrze, ale kompletnie zapominając o sobie!



Kiedy mówiłam o tym, że Gabryś po raz pierwszy w tym roku sam wyjeżdża na obóz reakcja większość wyglądała tak" "O rany! Nie boisz się? Ja w życiu bym dziecka tak małego nie wysłała". Następnie słuchałam o tym, jak może być - co najlepsze informacji udzieli mi rodzice, którzy albo mają dzieci do lat 4 albo w życiu dziecka nie puścili na obóz. Owszem sami jeździli, ale uwierzcie mi, że również byłam dzieckiem kolonijnym, więc wiem co nie co o tym :) Postanowiłam, że opinię innych grzecznie wysłucham, a decyzję podejmę z mężem i Gabrysiem. Jeśli zastanawiacie się czy wysłać dziecko nie mówicie w okresie wątpliwości o tym swoim znajomym. Uwierzcie mi, że po tych rozmowach sama poddawałam swoje zdanie w wątpliwość. 

Co spowodowało, że zgodziliśmy się na wyjazd?

Co jest dla mnie najważniejsze, to fakt, że Gabryś jedzie na obóz harcerski. Tym samym, jako Zuch, od roku dzielnie maszerował na zbiórki i poznał dzieci oraz opiekunów, z którymi teraz jest na wyjeździe. Dla mnie miało to ogromne znaczenie, bo wiem, że bardzo lubi to towarzystwo i świetnie się w nim odnajduje. Ma w ekipie swoją dobrą koleżankę, z która zna się od pierwszego dnia przedszkola i dzięki temu w razie gorszego dnia będzie miał towarzysza do pocieszenia. 

Po drugie Gabin to dziecko przygoda, uwielbia wszelkiego rodzaju nowości i długie wycieczki 
w nieznane. Odkąd pamiętam bez problemu wyjeżdżał na weekend do Babci i nie zdarzyło mu się płakać za rodzicami :) 

Po trzecie bardzo dużo rozmawiam z moimi dziećmi i wiem, że Gabin bardzo chciał wyjechać. Pewnie nie jedno z Was zaśmieje się pod nosem "tak chciał, bo nie wiedział na co się pisze", i być może okaże się, że obóz nie będzie taki jak sobie wyobrażał, ale już od września wertowaliśmy ten temat. A może inaczej on kręcił mi dziurę w brzuchu, a ja pomału rozwiewałam wątpliwości. Obiecałam mu, że pojedzie jak;
- sam nauczy się myć sobie włosy,
- sam codziennie będzie się ubierał,
- sam będzie ogarniał czynności higieniczno - łazienkowe.

I chłopak nagle mi dorósł. Dawał radę we wszystkich powyższych czynnościach. Ja jestem typem mamy, która nie oszukujące dzieci, więc sama sobie po trosze strzeliłam w kolano.

Czemu miałam wątpliwości?

No dobra nadal je mam i nadal mocno się stresuję. Jenak na początku muszę zaznaczyć, ze wszystkie "ale" sprowadzały się do mojej osoby. To ja boję się, że nie odnajdzie się w tym ogromnym plecaku 
i zamiast w pidżamie będzie spał w ubraniu codziennym. To ja obawiam się, że cały obóz spędzi w jednych majtkach, a zęby umyje dopiero po powrocie. To ja boję się o jego tęsknotę za nami, chociaż sama tęsknie jak wariatka. To ja w głowie tworzę czarne scenariusze o zagubieniu się w środku w lasu, chociaż wiem, że młody nie powędruje nigdzie sam na nieznanym terenie. Wszelkie paranoje tworzyły się w mojej głowie. Kiedy mówiłam młodemu o różnych rzeczach grzecznie przytakiwał głową, aby na końcu skwitować:

 "Mamo dobrze, że to ja jadę, a nie Ty, bo chyba nie dałabyś sobie rady"

Teraz pozostaje mi grzecznie poczekać do przyszłej soboty, wymoczyć go porządnie i dowiedzieć się, czy obóz to była jego dotychczasowa przygoda życia? :)

Udostępnij:

Komentarze

3 komentarze:

  1. popieram w 100% moja corka za kilka dni konczy 7 lat w maju byla 3 dni na zielonej szkole w gorach(pierwszy raz w zyciu spała bez rodziców) wrocila szczesliwa teraz wlasnie jest na wakacjach w dziadkow bez problemu zostala co wczesniej sie nie zdazalo.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas byłby problem z tęsknotą, córka jest strasznie z nami zwiążana. Z pozostałymi rzeczami wiem, że sobie by poradziła :)
    Twój syn to prawdziwy zuch :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany... moje dzieci (syn 7,5, córka 4,5) jeżdżą do dziadków na tydzień (ferie, wakacje) od dwóch lat, młody w zeszłym roku miał zieloną noc (nocowanie) w przedszkolu, z zielonego przedszkola (3 noce w Rabce) w końcu zrejterował, ale za to w tym roku na 5 nocy pojechał bez mrugnięcia okiem. Zielona noc to już standard :D
    Nie rozumiem ludzi, którzy boją się wysłać dziecko w wieku 7 lat na obóz z dobrze znanymi mu dziećmi i opiekunami. Czego się bać? Jeśli dziecko czuje, że jest kochane w domu, to ma odwage i skrzydła, zeby odkrywać świat.
    I tak, moje dzieci - oboje - ogarniają czynności łazienkowe (mamy sprytny patent na czystość części intymnych, hehe) a nawet kuchenne, syn: podgrzac mleko, ukroić kromkę czy posmarować miodem...
    prosze Państwa, pokolenie/dwa pokolenia wstecz to było NORMALNE. To my sie teraz dziwnie cackamy ;-p wpajamy dzieciom strach zamiast przekonania, że sobie poradzą :)
    Pozdrowienia!!!
    mala_Mi

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)