Starszaki, a ciąża? Jak przygotować dzieci na pojawienie się dziecka?


 Trzecia ciąża napawała mnie lekkim przerażeniem. Dwójka dzieci w domu, które chociaż już całkiem spore nadal potrzebują swojej mamy. Wspomnienia poprzednich dwóch 9 miesięcy przyprawiały mnie o gęsią skórkę, jednak odkąd pamiętam marzyliśmy o dużej rodzinie. Poczekaliśmy, aż Nelka zaadoptuje się w przedszkolu, a Gabryś w szkole. Wybraliśmy w naszych oczach jeden z tych "idealnych" momentów na pojawienie się kolejnego członka rodziny. Tylko co na to moje dzieci?



Jak było u nas?


Muszę na wstępie przyznać, że mieliśmy odrobinę ułatwione zadanie. Starszaki już od dawna "męczyły" nas o dzidziusia. Ku mojemu zdziwieniu pomimo mijających miesięcy, za każdym razem, kiedy w naszym towarzystwie pojawiały się mamy z brzuszkami lub malutkie dzieci, słyszałam pytanie: "Mamusiu, a kiedy Ty będziesz miała w brzuszku naszego dzidziusia?". Kiedy więc zobaczyłam dwie kreski na teście, to właśnie im chciałam powiedzieć najszybciej jak się da. Kilka głębszych oddechów, przekazanie radosnych nowin partnerowi i wspólnie zdecydowaliśmy, że to jeszcze nie ten czas. 

Po pierwszych badaniach prenatalnych, usiedliśmy razem na łóżku i powiedzieliśmy dzieciom, że już po wakacjach nasza rodzina powiększy się. Nelka zaczęła skakać po łóżku jak szalona, Gabin początkowo w lekkim szoku dopytywał się, czy naprawdę będzie miał brata/siostrę. Po napadach euforii przeszliśmy do naszej codzienności. Nela, dopóki nie było widać brzuszka, nie przejawiała większego zainteresowania ciążą. Gabryś natomiast zaczął się o mnie wyjątkowo troszczyć. Nie pozwalał mi nic nosić, kiedy miałam napady senność, to właśnie on pędził z kocem i poduszką. Bardzo zaskoczył mnie swoim postępowaniem i troską. Wzrusza mnie swoim zachowaniem i wrażliwością. Dla niego w tej ciąży to ja jestem na pierwszym miejscu. Nelki zainteresowanie rosło proporcjonalnie z moim brzuchem. Zadawała coraz więcej pytań, bardzo często rozmawia z brzuchem i śpiewa swojej siostrze. 

Badania miałam zawsze w godzinach porannych, więc dzieci omijały je, będąc na zajęciach. Nasz początkowy plan, aby zabrać ich na badanie usg, nie doszedł do skutku, ponieważ dowiedziałam się 
o nieprawidłowościach. Bałam się, że wraz z kolejną "nowiną" lekarza zaleję się łzami, a tego w żadnych wypadku nie chciałabym zafundować moim dzieciom. Zdjęcia oglądamy w domowym zaciszu :) Opowiadamy im o ich siostrze, powiedzieliśmy im także, że Zojka ma chore nerki i dlatego dłużej będziemy w szpitalu po porodzie. W relacjach ze straszakami stawiam przede wszystkim na szczerość i wspólne zaufanie. Oni pytają, my odpowiadamy nawet na najbardziej "błahe" pytania.


Wyprawka i prezenty


Kiedy byłam w ciąży z Nelką, powędrowałam po prezent dla Gabrysia, on razem z Tatą zakupił podarunek dla siostry. Wtedy nie było to zupełnie świadome posunięcie mojego dziecka. Teraz postanowiłam nie poruszać tematu podarunków. Kiedy moje dzieci w sklepie nagle przyszły do mnie z naręczem gryzaków i grzechotek, powiedziałam, że jeżeli mają ochotę na zakup niespodzianki dla Zojki, to razem wybierzemy prezent. Przejęty Gabinowski wyszukał matę na podłogę, na której będzie mógł bawić się z siostrą, a Nelka znalazła całkiem sporo różowych ubranek :) 
To oni pierwsi zapytali, kiedy kupimy fotelik dla maluszka i wózek? Pomagali mi wybrać konkretny kolor:) Nelka namiętnie przegląda szafę swojej siostry, cały czas pytając się, czy będzie mogła mi pomagać wybierać ubranka. 

Czy jesteśmy przygotowani?


Patrzę na moje dzieci i wydaje mi się, że tak. Jednak życie nauczyło mnie, że to co zapowiada się iście cukierkowo może okazać się złudne. Już za niecałe 4 tygodnie dołączy do nas nasza mała dziewczynka.  To właśnie wtedy okaże się,  czy dzieciole rzeczywiście będą w 7 niebie :) Ostatnio Gabryś zapytał się mnie:

- Mamo, jak Ty teraz będziesz mnie kochać?
- Każdego dnia coraz mocniej.
 On zdziwiony spojrzał i usłyszałam:
- To nie zabierzesz ode mnie tej miłości, żeby kochać Zoję?
- Nie, kochanie, naszą miłość pomnożymy. Miłości się nie dzieli, ona wraz z kolejnym członkiem rodziny poszerza swoje kręgi i nabiera mocy. 
- Czyli jak ja będę kochał Zoję, to będę miał miejsce jeszcze dla Was wszystkich? 
- Zdecydowanie tak.
- Mamo, to super, bo martwiłem się, że serce nie da rady.

Udostępnij:

Komentarze

1 komentarze:

  1. Zazdroszczę takich dzieci :). Moja jest jeszcze malutka i na razie rodzeństwa nie planujemy, ale mam nadzieję, że kiedy już przyjdzie czas na powiększenie rodziny to mała będzie się z tego cieszyć choć w połowie jak Twoje dzieciaczki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)