Centrum Zdrowia Dziecka oczami mamy


Centrum Zdrowia Dziecka to miejsce, gdzie moja córka dostała druga szansę. To miejsce, gdzie wylałam morze łez. To miejsce, gdzie byłam świadkiem cudów. Dziś kiedy wróciłyśmy we dwie do domu mogę złapać oddech i przyznać, że moja córka miała to szczęście, że własnie tam trafiła w ręce specjalistów.



Ogrom budynku, masa korytarzy i oznaczeń powoduje, że możesz się pogubić. Kiedy pierwszy raz pojawiłam się na izbie przyjęć mocniej ścisnęłam za rękę Łukasza. Wydaje Ci się, że spotkało Cię ogromne nieszczęście, bo Twoje malutkie, idealne dziecko jednak nie jest tak perfekcyjne. Nagle stajesz ramię w ramię z kilkudziesięcioma rodzicami, którzy podobnie jak Ty czekają na przyjęcie na oddział szpitalny. Papierkolandia, badanie lekarskie i już jesteśmy oprowadzani po oddziale patologii noworodka. Wydaje się ogromny, chociaż tak naprawdę po kilku dniach ta przestrzeń staje się dużo mniej pokaźna. Pomału zaczynam przyzwyczajać się do szpitalnej rzeczywistości. Jeśli kiedykolwiek można się do tego przyzwyczaić. 

Buntowałam się strasznie pomiędzy tęsknotą za starszakami i Łukaszem, a wkurzeniem na świat, że właśnie moja mała dziewczynka jest chora. Codziennie powtarzałam sobie w myślach, że muszę dać radę dla naszej dwójki. Zoja i tak już na samym początku swojego życia musi pokonać ogromne przeszkody, ja muszę być dla niej silną podporą i przystanią zapewniającą bezpieczeństwo. Pierwszy tydzień jest zdecydowanie najgorszy... Popełniłam ten błąd, że nastawiałam się na wyjście po tygodniu. To boli cholernie, kiedy dowiadujesz się, że wada jest poważniejsza i w szpitalnym łóżeczku moje dziecko spędzi jeszcze kilka(naście) dni. Początkowo nie byłam w stanie rozmawiać
 z dziećmi, miałam ochotę przebić głowa mur. Zrobić cokolwiek żeby nie zwariować. 

Tego pędu myśli nie byłam w stanie zatrzymać. usadowiałam się pomiędzy stosem książek, tuleniem 
i śpiewaniem Zojce, a rozmowami z ludźmi, którzy rozumieli mnie najlepiej, czyli innymi rodzicami chorych dzieci. Do czasu operacji dni biegły bardzo wolno, miałam wrażenie, że zegar stoi w miejscu. A kiedy wreszcie nadszedł ten dzień nie mogłam przestać się bać. Dzień operacji i te kilka dni na OIOM- ie to najgorsze dni mojego życia. Ten paraliżujący strach i bezradność, które obezwładniają całe ciało to stan, który jest nie do opisania słowami. 

Kiedy wiesz, że zmierzacie ku dobremu Twój stan zarówno emocjonalny, jak i fizyczny pomału powracają do normalności. Ostatnie 8 dni to czas Zojkowej regeneracji. Każdego dnia budziła się silniejsza, więc z niecierpliwością oczekiwałam wizyt lekarskich, które potwierdzały fakt, że Zoja niebawem opuści szpitalną rzeczywistość. 
Każda mama ma możliwość otrzymania swojego łóżka oraz szafki, skorzystania z pralki i suszarki oraz łazienki i kuchni. Pomimo naprawdę dobrych warunków szpitalnych broniłam się rękami i nogami przed przywożeniem przez Łukasza naszych rzeczy. Gdzieś w głowie miałam to, że im więcej mam tych rzeczy tym nasz pobyt będzie dłuższy. Paranoje myślowe były na porządku dziennym.

Po 24 dniach opuściłyśmy mury oddziału patologii noworodka. Kiedy słyszę pytanie "Jak dałam radę?", odpowiadam, że ja tylko byłam obok niej. To Zoja dawała dzielnie radę, a ja jak każdy rodzic w Centrum Zdrowia Dziecka modliłam się o lepsze jutro i dobre wiadomości, o szybki powrót do domu ze zdrowym dzieckiem w ramionach. Ta placówka to wyjątkowe miejsce, gdzie na korytarzu spotykasz naprawdę fantastycznych ludzi, którzy dzielnie walczą o "nasze" dzieci. Wierzę, że będzie tam miał miejsce jeszcze nie jeden cud! Ale sobie i Wam życzę aby szpitalna rzeczywistość już nigdy nie była naszą koniecznością. 

Udostępnij:

Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)