Niespełnione ambicje rodzica, nigdy nie będziesz wystarczająco dobry


Odkąd pamiętam, oczywistym wydawało mi się to, że każdy z nas chce dla swoich dzieci jak najlepiej. Chcemy je odpowiednio przygotować do dorosłego życia. Chcemy, aby były mądre, elokwentne. Chcemy, aby znały języki, były wysportowane, obeznane z kulturą. Chcemy, aby były najlepsze, aby doświadczyły tego, co nam umknęło. Chcemy, aby przeżyły swoje życie na 100%, lepiej niż my sami!



Nela od kilku miesięcy męczyła mnie o lekcje baletu. Kiedy wreszcie we wrześniu zawędrowała do domu kultury i z dumą włożyła swój strój baletnicy, widziałam w jej oczach te malutkie iskierki szczęścia. Energia ją rozpierała, popędziła na pierwsze zajęcia. Niektóre dziewczynki, co chwila podbiegały do swoich mam, widziałam, że nie są zainteresowane zajęciami. Część z nich po pierwszych zajęciach nie pojawiła się już na kolejnych. Jednak jedna z nich co tydzień była przyprowadzana przez swoją mamę. Przed kolejnymi zajęciami w szatni powiedziała mamie, że nie cierpi baletu i więcej tu nie przyjdzie. Kobiet spojrzała na nią i szybko odpowiedziała – Balet to coś pięknego, może wreszcie będziesz miała większą grację jak ja. – Dziewczynka zaczęła płakać, mama szybko rzuciła – Przestać wyć i stój spokojnie. – Zrobiło mi się cholernie przykro, bo czy przelewanie swoich ambicji na dziecko jest naprawdę warte rozdartego serca?

Bardzo łatwo przekroczyć granicę pomiędzy motywowaniem dziecka i zachęcaniem go, a zmuszaniem. Zapisujemy nasze dzieci na zajęcia, które w naszych oczach będą dla nich bardzo korzystne, napędzani nieraz nutką rywalizacji, tak często spotykaną wśród rodziców. A może warto się zatrzymać i sprawdzić, czy to gra warta świeczki.

Dzieci nie są przedłużeniem nas samych. To odrębne jednostki, które nie są naszą własnością. Musimy liczyć się z ich potrzebami, z ich pasjami i ich marzeniami. Niestety często nasze drogi nie są takie same. Musimy powiedzieć stop swoim niespełnionym planom i dostrzec to, czego pragnie nasze dziecko.

Wybiegamy w przyszłość, tłumacząc samym sobie, że dobrze robimy, prowadząc dziecko na wiele różnych zajęć dodatkowych. To rzekomo inwestycja w rozwój! Naciskamy na młodych uczniów, żeby przynosili same piątki. To wszystko w imię czerwonego paska, który w czerwcu możesz upamiętnić na zdjęciu, ku chwale rodziny i znajomym. Niech zobaczą, jakie mamy zdolne dzieci.

To taki łakomy kąsek, ogrzewać się w świetle sukcesu swoich dzieci. Czy jednak po zejściu ze sceny, nadal widzisz te iskry radości? Czy dzieci osiągają sukces ku pokrzepieniu serc rodziców, czy realizują swoje własne marzenia?

Tak dziś popularny wyścig szczurów zbiera żniwo. Dzieci są przemęczone, nie mają czasu na swoje rozrywki, nie mają czasu na podwórkowe szaleństwa. Trzeba przeć do przodu! To my sami napędzamy tę maszynę. A tak naprawdę więcej wcale nie znaczy lepiej.  Czasami warto zatrzymać się i złapać oddech.

Już dawno wysiadłam z tego szalonego pociągu. A tak naprawdę to nigdy do niego nie wsiadałam. Nie będę przyzwalała na wyścig szczurów, nie zapiszę do niego moich dzieci. Chcę je wspierać w ich wyborach, chcę, aby realizowały swoje marzenia. Narzucanie dzieciom ról, w których nie chcą się znajdować, może doprowadzić do powstania bariery na polu rodzic – dziecko. Nasze ukochane dziecko, będzie powoli, ale jednak, oddalać się od nas, bo wie, że musi i koniec.

Kiedy Nela powiedziała mi, że ona już nie chce być baletnicą, spytałam kilka razy, czy jest tego pewna. Przytaknęła i jej przygoda z karierą primabaleriny zakończyła się. Nic na siłę, naprawdę nie warto! Ale Ty – zabiegany rodzicu pewnie się o tym nie dowiesz, bo nie będziesz miał czasu, pomiędzy zajęciami na basenie, lekcją gry na pianinie i wreszcie skrupulatnym odrabianiem lekcji.

Udostępnij:

Komentarze

1 komentarze:

  1. to mam taką znajomą, ze syna na siłę na szachy ciąga, on jej mówi, ze się tam nudzi, ze wolałby na piłke, ale co jesli pan od szachów mówi, ze widzi w dziecku potencjał, ze super mu idze, to mama siłą każe mu chodzić :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze, nawet nie wiecie ile radochy nam sprawiają:)